Wydawałoby się, że nie jest tak źle. Nintendo wciąż twardą ręką rządzi rynkiem handheldów. Nie tylko zamknęło usta wszystkim wieszczącym koniec przenośnego grania na dedykowanych konsolach w związku z rozwojem smartfonów. Wprost miażdży Playstation Vita pod względem sprzedaży oraz ilości i jakości oferowanych gier. 3DS jest obecnie najlepiej sprzedającą się maszynką do grania na rynku, a niemalże 33 miliony sprzedanych egzemplarzy już w tej chwili gwarantują jej długi żywot i stały dopływ nowych tytułów.mm

Jednakże wszyscy wiemy, że zgoła inaczej przedstawia się sytuacja w przypadku Wii U. Wciąż jeszcze dość nowa konsola boryka się z olbrzymimi problemami. Sprzedaż jest nikła, wsparcie deweloperów third party niewielkie. Gorzkie słowa padają z wielu stron, a na horyzoncie brak większych nadziei. Nintendo nie bardzo wie, co ma z tym zrobić. W tym samym momencie życia kilka lat temu z Wii cieszyło się już 13 milionów użytkowników, Wii U posiada tylko nieco ponad 3. Wszyscy oficjele jak na razie oczywiście pięknie się uśmiechają, powszechnie lubiany Reggie Fils-Aime uspokaja wiernych fanów, a sam Satoru Iwata zdaje się być dalej pewny swego. Jednak to właśnie oni najlepiej muszą zdawać sobie sprawę, jak ciężka jest sytuacja. A za chwilę okazać się może, że niepowodzenia Wii U to tylko początek.

Sad-Wii-U-640x353-620x341

Po ostatnich targach E3 podnoszą się coraz bardziej głosy, że to co Nintendo ma do zaoferowania po prostu zaczyna się wszystkim przejadać. Mario, Zelda, Donkey Kong, Mario Kart, Tennis, Golf, Paper Mario, Pokemony to stały zestaw produkcji ukazujących się naprzemiennie i nieustannie. Trwa to już 30 lat i wielu nie tylko branżowców, ale zwykłych graczy twierdzi, że to już dość. W ich głosach słychać zdanie, że nie wystarczy w tym momencie to, że wszystkie te gry utrzymują niezmienną, najwyższą jakość. Brak w nich powiewu świeżości, przełamania starych schematów, wreszcie jakichś nowych marek, nowych gatunków i bohaterów. Największa siła Nintendo, bogate i kochane na całym świecie uniwersum postaci i gwarancja świetnej zabawy, według wielu może za chwilę okazać się największą wadą tej liczącej już przecież ponad 100 lat firmy.

supersmashbrosuniversecharacterwallpaperbynintendofandj-d5e9wbc-1370973937-620x310

A Nintendo jest zagubione. W tym roku byliśmy świadkami jednych z najbardziej emocjonujących targów E3 w historii. Narodziły się dwie nowe konsole, rozpoczęła się pełną parą kampania do nowej wojny, Microsoft i Sony dogryzają sobie nawzajem, walczą o przychylność nas i naszych portfeli. Organizują konferencje, briefingi, eventy. Nawet na tegorocznym Gamescom dzieje się dużo więcej niż zwykle. Największe tuzy branży wytaczają najcięższe działa, następuje pełna mobilizacja. A Nintendo tymczasem organizuje zamiast hucznej pokazówki kameralne Nintendo Direct z sympatycznym, ale raczej mało efektownym Iwatą. Można się kłócić, że pośród ogłoszenia nowych sprzętów każda forma promocji zorganizowana przez BigN, które przecież już Wii U wypuściło, przeszłaby bez echa. Być może, ale przez sposób, w jaki w tym roku to wyglądało, o Nintendo nie mówił nikt. A gdyby było tak, jak co roku, raczej więcej ludzi obejrzałoby stream z pokazu w przypuśćmy Kodak Theatre, niż puszczany gdzieś z biur korporacji filmik z trailerami i zapowiedziami. Mimo że zapowiedziano kilka ważnych, głośnych tytułów, to w porównaniu z resztą stawki, nic się nie działo, więc nie było o czym gadać.

NintendoMule

Ale przecież musi być jakiś zamysł, strategia na przewalczenie tego kryzysu. Twórcy Mario to za stare wygi, żeby tak łatwo odpuścić i dać się zostawić w tyle. Może po prostu na te parę miesięcy postanowili się trochę zabunkrować, by zaraz po całym szale wywołanym X0 oraz PS4 uderzyć w nas czymś wielkim i na nowo rozpalić entuzjazm tłumów. Oby tak właśnie było.

Tymczasem wiemy na pewno, że zauważony został problem „zmęczenia materiału”. Shigeru Miyamoto, w dużej mierze twórca sukcesu Nintendo, parę miesięcy temu obiecywał, że w pocie czoła jego firma pracuje nad nowymi, silnymi markami, bo sama zauważa braki w tym zakresie. Ale to powinno się już dziać od kilku lat, a teraz powinny ukazywać się pierwsze efekty. A wygląda na to, że póki co, będziemy musieli na nie sobie jeszcze trochę poczekać. Na szczęście jednak Mario i reszta wciąż są w stanie udźwignąć ciężary konsol, bo nawet w tym tygodniu w pierwszej dziesiątce najlepiej sprzedających się gier na świecie są cztery tytuły z tymi mocno eksploatowanymi bohaterami. Z drugiej strony, gigant z Kioto nie do końca odpowiednio gospodaruje swoimi zasobami. Najbardziej zaawansowane technicznie należące do nich studio – Retro – utknęło dłubiąc przy kolejnych częściach Donkey Konga. Owszem, to świetne gry i widać po nich kunszt magików z Teksasu, jednak to właśnie oni reanimowali Gamecube`a, a od kilku już lat mam wrażenie, że nie pozwala się im na pełne rozwinięcie skrzydeł. Tymczasem najprędzej po Retro spodziewałbym się możliwości wykreowania nowej, silnej marki, której cała korporacja coraz bardziej potrzebuje.

mario-facepalm-660x350-620x327

W ogóle wydaje się, że w przypadku Wii U Nintendo stara się przynajmniej w części powtórzyć mechanizm działania, który rozbujał na dobre sprzedaż 3DSa. Konsolka przecież też miała ciężkie pierwsze miesiące i dopiero obniżka ceny i wydanie remake`u Ocarina of Time oraz kilku innych gier zapewniło jej globalny sukces. O obniżce ceny jeszcze nic nie wiadomo, ale jej ogłoszenie na chwilę przed premierą reszty dużych konsol na pewno zwiększyłoby atrakcyjność następcy Wii. Rolę Ocarina of Time na Wii U pełni zaś Wind Waker HD. Gra, o której jestem w stanie wypowiadać się w samych zachwytach, niosącą w sobie magię i grywalność z pewnością mogącą w dalszym ciągu konkurować z najnowszymi grami. Jej odświeżenie to na pewno dobry krok, który przekona wielu fanów do zakupu całej konsoli.

Jednak moim zdaniem wciąż nierozwiązany zostaje problem, który ciągnie się za Wii U od momentu jej ujawnienia. Ja sam, mimo obcowania z grami, a Nintendo zwłaszcza, po pokazie na E3 nie byłem do końca pewny z czym miałem do czynienia. Zajęło mi trochę czasu, aby zorientować się, że tak mocno promowany Gamepad to nie jest kolejna przystawka do Wii, ale część nowej konsoli. Ten sam problem mają całe rzesze konsumentów do dziś. Trudno ich za to winić, samo Nintendo dobrze wie, że od samego początku źle rozegrało cała machinę promocyjną. Dziś pojawiają się reklamy, mające zwiększyć świadomość klientów, jednak po takim czasie od premiery jest to bardzo trudne i firma będzie musiała wykazać się naprawdę dużą determinacją i pomysłowością, by dokonać zmiany w tej kwestii.

ML-NSMB2-660x660-620x620

Sytuacja Nintendo w perspektywie kolejnych lat rysuje się bardzo wyboiście. Konkurencja ze strony mocniejszych konsol, słabnąca popularność własnych marek, problemy komunikacyjne z graczami, czy wciąż pokutująca niechęć do nowinek doby cyfryzacji (choć powoli zwalczana), to olbrzymie wyzwania, przed którymi stoi moja ukochana firma. Mam wielką nadzieję, że po raz kolejny uda się jej przedstawicielom wyjść z tego trudnego okresu obronną ręką. Udowodnili już to wielokrotnie przy okazji Gamecube`a i startu 3DSa, więc mam nadzieję, że powtórzą to też teraz. Wystarczy tylko, że zamiast, jak mówi jedno z tłumaczeń nazwy BigN, zostawiać szczęście niebiosom, wezmą je we własne ręce.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!