Wiemy dobrze, że telewizja ma ogromną siłę oddziaływania na masy i spore możliwości manipulacji swymi widzami, często nazbyt bezkrytycznie wierzącymi w to co dzieje się na szklanym ekranie. Doskonale wiedzą o tym tak politycy, propagandyści jak i producenci filmowi. Przedstawiony na szklanym ekranie obraz często jest przez nas automatycznie uznawany za prawdę, nawet jeśli – łagodnie mówiąc – z prawdą ma niewiele wspólnego.

Pół biedy, gdy chodzi tutaj np. o wiadomości z kraju i ze świata, które w dzisiejszych czasach można szybko zweryfikować u wielu różnych, często niezależnych źródeł, jak chociażby w internecie – a nawet jeśli nie, to zwykle szybko o nich zapominamy, bo w kolejce czekają już kolejne. Gorzej natomiast, gdy ukazuje się nam pewne sytuacje, wzorce zachowań bohaterów fabularnych a my bezkrytycznie je małpujemy, przenosząc do naszego prawdziwego świata. Albowiem, umówmy się: nie zawsze to czym jesteśmy karmieni w scenach filmowych jest w ogóle możliwe do wykonania w realu. Mało tego, próbując naśladować niektóre pomysły, możemy sobie zrobić krzywdę.

I nie chodzi tutaj o programy w stylu Jackass, czy sztuczki kaskaderskie, bo o takich wygłupach raczej wiemy od razu, że są niebezpieczne. Bardziej mam na myśli techniki związane z survivalem, które dzięki niewiedzy, lub głupocie scenarzystów z Hollywood (chociaż nie tylko stamtąd) prezentowane są często w sposób rażąco odbiegający od realizmu. Ludzie, powielając je, traktując TV jak wyrocznię, wyrządzają niestety wiele szkód, tak sobie jak innym. Oto dwanaście przykładów takich niebezpiecznych bzdur:

1. Zaatakował Cię rekin? Walnij go z całej siły w nos!

shark2

Okej, przede wszystkim rekiny bardzo rzadko atakują ludzi – nawet najbardziej rozpoznawalny w naszej popkulturze „bohater” filmowy, żarłacz biały, potocznie zwany ludojadem nie przepada za naszym mięskiem. Analiza danych wskazuje jednoznacznie, że człowiek nie jest jego „przysmakiem”. Odnotowywane ataki należy raczej traktować jako „pomyłki” drapieżnika. Wskazuje na to sposób gryzienia w czasie ataku. Rekin nie rozrywa ofiary, lecz gryzie i w większości wypadków odpływa pozwalając ofierze przeżyć. Nie należy również wykluczać ataków powodowanych chęcią obrony swojego terytorium.

Ale takie „rąbnięcie” w kinol (o ile uda Wam się w ogóle wystarczająco mocno zamachnąć pod wodą)? Cóż, ono właśnie może solidnie rekina wnerwić i sprawić, że zaatakuje nas z całą bezwzględnością. O wiele lepszym rozwiązaniem jest chociażby „udawanie martwego”. Albo – jeśli już naprawdę musimy się bronić – dźgnięcie palcem w oko.

Pewne rzeczy są w stanie ujść na sucho jedynie Larze Croft.

 

2. Nadciąga tornado? Schroń się pod mostem!

intheshadows

Ten spopularyzowany przez firmy katastroficzne mit jest już przyczyną śmierci co najmniej kilku osób. Mosty, kładki i inne tego typu konstrukcje nie dają bowiem żadnej dodatkowej ochrony przed szybko wiejącymi wiatrami, mało tego – jeszcze zwiększają potencjalne niebezpieczeństwo. Tworzący się pod tymi budowlami tunel powietrzny wzmaga prędkość wiatru, zaś niesione z nim małe elementy, kamyki, piasek mają większą szansę na uderzenie w człowieka.

Zajmujące się tymi kwestiami agencje rządowe (np ta w USA, gdzie tornada są często spotykane, więc ci ludzie raczej wiedzą co mówią) zalecają jednoznacznie – najlepszą ochronę w przypadku takiego kataklizmu daje np. podziemny schron: piwnica, lub – w przypadku jej braku – najniższe piętra budynków, zwłaszcza korytarze w których nie ma okien.

Mało tego – nawet znalezienie się na zupełnie otwartej przestrzeni, bez jakiejkolwiek osłony daje większą szansę na przeżycie, niż „schronienie” pod nisko wiszącą konstrukcją…

3. Oparzyła Cię meduza? Trzeba nasikać na ranę!

jellyfishSłynna rada Joego z „Przyjaciół” prawdopodobnie niejednej osobie przysporzyła wiele cierpienia. I to zupełnie niepotrzebnego. Bo mocz niczego w takiej sytuacji nie łagodzi, mało tego – macki meduzy pozostawiają zwykle na skórze tzw. czubki parzące (wyglądają jak kawałki różowej lub fioletowej nitki). Uryna wchodzi z nimi w reakcję chemiczną która sprawia, że produkują one jeszcze większą ilość trującej substancji. Innymi słowy: jeśli wcześniej pojękiwaliśmy, to po takiej „kuracji” będziemy wyli z bólu. Całkowicie bezsensownego.

W rzeczywistości należy – jeśli w pobliżu nie ma profesjonalnego ratownika – przemyć ranę zwykłą wodą, lub – jeśli mamy przy sobie – sokiem z cytryny bądź rozkrojonym pomidorem. Należy też zeskrobać ze skóry piekące „pozostałości” po niemiłym gościu z mackami.

4. To postrzał!!! Gdzie opaska zaciskowa?

jurassic-park-jeff-goldblum

Taka prowizoryczna „pomoc” została udzielona m.in. granemu przez Jeffa Goldbluma profesorowi Ianowi Malcolmowi w filmie Park Jurajski gdy ten „zarobił” kulkę w nogę. Wszystko po to, by – oczywiście w dobrej wierze – zatrzymać krwawienie. Miejmy tylko nadzieję, że sympatycznemu matematykowi specjalnie nie zależało na jego kończynie dolnej. Bo dzięki takiemu „zabiegowi” prawdopodobnie nie będzie cieszył się nią zbyt długo.

Do czego bowiem służy opaska zaciskowa? Do wstrzymywania przepływu krwi. Używa się jej w przypadku nagłej utraty kończyny, gdy trzeba powstrzymać wypływ krwi z kikuta, lub ewentualnie gdy przerwana zostanie któraś z kluczowych tętnic i mamy „efekt czerwonej fontanny”. W przypadku łagodniejszej rany i kończyny nadal znajdującej się na swoim miejscu takie nagłe ustanie dopływu naszego życiodajnego czerwonego płynu spowoduje szybkie obumieranie tkanek, co w szybkim tempie doprowadzi do martwicy i zmieni niefortunną część ciała w bryłę mięsa nadającą się już jedynie do odcięcia.

W tamowaniu krwawienia najlepiej sprawdzają się stare, sprawdzone sposoby – należy przystawić do rany np. kawałek gazy, do tego dodać kolejne warstwy bandaża (lub w przypadku jego braku – prowizorycznego materiału, nawet z porwanej koszuli) i jak najszybciej zawiadomić pogotowie.

5. Ktoś ma atak? To zapaść lub epilephttp://firstaid.about.com/od/bleedingcontrol/ss/bleedingsteps.htmsja? Trzeba tej osobie włożyć do ust jakieś zabezpieczenie, bo połknie swój język!

maxresdefaultnCoś takiego mogliśmy zaobserwować chociażby w słynnej scenie „narodzin” Obcego w klasycznym horrorze Ridleya Scotta. Nie wiem czy którakolwiek z osób zatrudnionych na Nostromo przeszła szkolenie z procedur CPR (a powinna, bo długa podróż statkiem kosmicznym bez wykwalifikowanego lekarza byłaby – łagodnie mówiąc – czymś lekkomyślnym), ale takie zachowanie dowodzi nieznajomości podstawowych technik ratowania życia.

Otóż – przede wszystkim – połknięcie własnego języka jest z medycznego punktu widzenia NIEMOŻLIWE. Jest to dość powszechny, lecz nie poparty żadnymi realnymi dowodami mit. Natomiast, jeśli już mówimy o zagrożeniach które czyhają na kogoś kto ma taki silny atak, to jednym z poważniejszych są niedouczeni ludzie, próbujący na siłę otworzyć usta chorego po to by umieścić tam jakieś obce ciało. A rozwieranie na siłę szczęk może wyrządzić takiej osobie naprawdę poważną krzywdę.

6. Była śnieżyca i nie wiesz gdzie jesteś? Na głód i pragnienie pomoże zjedzenie śniegu!

aaaaNie. Wbrew temu co pokazują czasami filmy podróżnicze czy też katastroficzne, to nie pomoże.

Śnieg posiada tak niską temperaturę, że jest w stanie nawet doprowadzić do odmrożeń naszych warg i jamy ustnej. Dodatkowo zjedzenie go spowoduje jeszcze szybsze obniżenie ciepłoty naszego ciała – a konsekwencje tego mogą być naprawdę groźne. Jeśli już znaleźliśmy się w tak beznadziejnej sytuacji, że musimy w jakiś sposób pośród śnieżnej pustyni ugasić nim pragnienie, to po pierwsze ogrzejmy go w rękach tak aby zmienił swój stan skupienia na ciekły – a po drugie, jeśli tylko jest to możliwe, to wybierzmy lód. Zawiera on więcej wody.

Aha, oczywiście tego żółtego to już w ogóle nie jedzmy. To akurat nie jest mit. Ale chyba o tym to każdy z nas wie :)

7. Krwotok z nosa? Żeby go zatamować odchyl głowę do tyłu!

nosebleeda

Brawo. Ktoś właśnie przedstawił najlepszy sposób żeby się zakrztusić lub nawet zadławić własną, spływającą w głąb przełyku krwią. Mimo że wiele filmów propaguje taką akcję (skąd scenarzyści w ogóle wpadli na taki pomysł?), to w realnym życiu jest to najgorsza możliwa opcja. W rzeczywistości należy bowiem usiąść, przechylić się lekko do przodu oraz niezbyt mocno, przez około dziesięć minut uciskać miękkie części nosa, nad dziurkami, nie dotykając przy tym kości – wywieramy dzięki temu nacisk na naczynia krwionośne. Aha, czasami widzimy też że ktoś trzyma palce nieco wyżej, na nasadzie nosa, niemal na wysokości oczu – jest to kolejny błąd. Taka czynność nic nie daje i jest zwykłą stratą czasu.

8. Widzisz niebezpieczne zwierze? Obrót na pięcie i uciekaj!

Hippopotamus chases man at Murchison Falls national park, Uganda

Taka scenka często wykorzystywana jest w komediach – choć zdarza się również w „poważnych” produkcjach. Bohater przez swoją niedbałość czy też niewiedzę narusza terytorium jakiejś bestii (np zagrażając przez to jej młodym). Słychać ryk, warkot czy też pomruk i pojawia się groźny zwierzak. Cięcie. Człowiek spieprza ile sił w nogach, wiejąc przed goniącym go drapieżnikiem, czasami przy dźwiękach muzyki z Benny Hilla (no dobrze, to ostatnie zdarza się rzadziej, ale tworzony przez taką „dowcipną ucieczkę” nastrój komediowy bywa właśnie tego sortu).

W rzeczywistości jest to najgorsza rzecz jaką możemy zrobić. Większość polujących zwierząt ma genetycznie zaprogramowane pewne wzorce zachowań – innymi słowy posiadają one tzw. instynkt łowcy. Gdy widzą iż coś ucieka, dostrzegają w tym potencjalny cel polowania, „zwierzynę” – i zaczynają ją gonić. Dodatkowo wiele drapieżników jest dużo szybszych od człowieka – kuguar, niedźwiedź czy nasz rodzimy, polski wilk potrafią dopaść nas w okamgnieniu.

Aby wyjść cało z takiego niefortunnego spotkania trzeba przede wszystkim zachować spokój. Powinniśmy starać się unikać kontaktu wzrokowego i powoli wycofywać się na „z góry upatrzone pozycje”. Nie należy wykonywać gwałtownych ruchów, lecz mimo to jak najszybciej opuścić teren bezpośredniego zagrożenia, po czym poszukać sobie bezpiecznego schronienia. Pamiętajmy – zwierzęta raczej nie polują na ludzi, zaś podczas takiej nerwowej sytuacji drapieżnik jest zwykle tak samo wystraszony i zestresowany jak my. Z tym, że ma dłuższe i ostrzejsze kły i pazury a na zagrożenie lubi reagować agresją…

9. Trzęsienie ziemi? Stań w drzwiach – futryny to najbezpieczniejsze miejsca w walącym się budynku!

nepal5_0

…jeśli budynek w którym mieszkasz został zbudowany przed ponad 150-cioma laty.

„Bezpieczne futryny” to mit, który rozpropagowały – między innymi – filmy katastroficzne. Jako że zdarza się czasami iż jedyną rzeczą która wciąż stoi w rozwalonej budowli są niemal niedraśnięte drzwi, uznano iż jest to bardzo bezpieczny fragment strukturalny. Tymczasem tak nie jest – w bardzo starym budownictwie to się zdarzało, bo sposób budowania, np z wypalanych cegieł był nieco inny, lecz w we współczesnych domach tworzonych z najnowszych materiałów budowlanych to miejsce wcale nie jest bezpieczniejsze podczas trzęsienia ziemi, mało tego – można np. oberwać huśtającymi się na zawiasach drzwiami. W przypadku wystąpienia takiego kataklizmu trzymaj się z dala od zewnętrznych ścian i okien, oraz natychmiast znajdź jakąś solidną osłonę, np wejdź pod biurko czy pod stół. Jeśli jesteś w samochodzie – nie opuszczaj go i trzymaj się z dala od mostów i linii wysokiego napięcia. I przede wszystkim – BEZ PANIKI.

Filmy przyzwyczaiły nas bowiem do ujęć gnających ulicami tłumów ludzi, którzy bezmyślnie tratują się wzajemnie starając się za wszelką cenę uciec jak najdalej od niebezpieczeństwa. Taki ośli pęd jest bardzo przesadzony, bo na obszarach podwyższonego ryzyka bardzo często prowadzone są specjalne szkolenia (pamięta ktoś lekcje przysposobienia obronnego w szkole?) mające na celu wykształcenie w społeczeństwie odpowiednich zachowań w chwilach kryzysowych. I zwykle to działa bardzo dobrze – ludzie w takich momentach najczęściej pomagają sobie wzajemnie, spokojnie wykorzystując nabyte umiejętności (w takim np. aktywnym tektonicznie Los Angeles nawet duże trzęsienia ziemi przyjmowane są bez większych nerwów. Oczywiście, jest to tragedia, bywają ofiary, ale ludzie zwykle tam wiedzą co robić by zmniejszyć zagrożenie do minimum). No ale ponieważ filmowcy potrzebują konfliktu do opowiadania swych historii, to ukazują bezmyślny szał dużych grup ludzkich jako kolejną przeszkodę do pokonania przez Dzielnych Bohaterów. Propagują tym samym zachowania niezbyt zgodne z rzeczywistością.

10. Zagubiony na gorącej pustyni? Napij się z kaktusa!

506a1e3ffb04d60a65000e76._w.1500_s.fit_

John Wayne miał najwyraźniej żołądek z ołowiu, skoro po takim koktajlu był w stanie w swoich westernach utrzymać się na nogach i jeszcze prać z kolta do złych bandytów. W prawdziwym życiu NIE RÓBCIE TEGO. Chyba że chcecie drastycznie zwiększyć swoje szanse na przeniesienie się na łono Abrahama. Bo większość kaktusów nie zawiera wcale wody, lecz szkodliwy dla ludzkiego organizmu roślinny „zacier”. Substancja jest silnie zasadowa, toteż wcale nie nasyci pragnienia, lecz jeszcze je spotęguje, oraz wywoła prawie natychmiastową reakcję żołądka – czekają nas nudności, wymioty, możliwe uszkodzenie nerek i ogólne szybkie odwodnienie organizmu. Wszystko to razem wzięte drastycznie zwiększy szansę np. udaru słonecznego i szybkiego zejścia z tego świata.

Jeśli już naprawdę zdarzy Ci się zagubić na pustyni, nie stawiaj sobie za wzór sobie bohaterów filmowych, lecz użyj zdrowego rozsądku. Przede wszystkim rozejrzyj się wokół – może gdzieś w pobliżu znajduje się skupisko zieloności? Niektóre gatunki drzew rosną tylko tam gdzie jest woda – warto wiedzieć które to. Czy na niebie kołują ptaki? One również doskonale wyczuwają ten życiodajny płyn, tak samo jak większość insektów. Ich obecność oznacza, że gdzieś pod powierzchnią ziemi może znajdować się wodna żyła.

I przede wszystkim – NIE BŁĄDŹ. Znane ze szklanego ekranu mozolne człapanie wśród piasków w morderczym upale zabija bardzo szybko i skutecznie. Jednostka ludzka, umiejętnie korzystając z cienia i nie spalając nadmiernej ilości energii jest w stanie przeżyć nawet kilka dni jedynie spijając własny pot, co np. zwiększa szansę na odnalezienie przez ew. ekipy ratunkowe. Jeśli ktoś natomiast zdecyduje się na podróże krajoznawcze bez wody – cóż, udar w kilkudziesięciostopniowym upale przy nadmiernej fizycznej aktywności to kwestia mniej niż trzech godzin.

11. Postrzał? Trzeba natychmiast wyjąć kulę!!!

maxresdefaultbull

…jeśli chcemy by ofiara się wykrwawiła na śmierć. Pamiętacie budujące napięcie sceny podczas których – często w warunkach polowych – ktoś w napięciu wyciąga pocisk z ludzkiego ciała? Jeśli nie robi tego chirurg w szpitalu, to jest to dopraszanie się o tragedię.

Po pierwsze – kule są sterylne. Same w sobie nie zwiększają ryzyka infekcji, więc mogą zostać na pewien czas w ludzkim organizmie (czasami nawet na zawsze – znacie historie o weteranach wojen którzy do dzisiaj żyją np. z kawałkami szrapnela w ciałach? Na świecie są tysiące osób, których ciałom taki „dodatkowy lokator” w ogóle nie przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu). Jeśli sama rana nie zostanie zainfekowana, nasz organizm jest w stanie bez problemu zaadaptować się do metalu. Natomiast istnieje spora szansa, że pocisk uciska jakieś ważne naczynie krwionośne, które łatwo może zostać rozerwane podczas takiego amatorskiego zabiegu – „odkorkowanie” go poprzez domorosłą operację może spowodować rozległe krwawienie (wewnętrzne i zewnętrzne). A to może szybko i łatwo zabić.

Yep, James „Daniel Craig” Bond takiej operacji mógłby nie przeżyć. Potwierdzają to profesjonalni lekarze.

275DF01D00000578-0-image-a-14_1428536183281

12. Podbite oko? Trzeba przyłożyć surowe mięso!

article-2047568-0E51AA7D00000578-545_634x421

O, bracie. Ten mit jest tak rozpowszechniony, że stał się częścią domowej tradycji w wielu rodzinach. Winna jego powszechności jest w największym stopniu właśnie telewizja, zwłaszcza sitcomy i filmy komediowe. Tak naprawdę „mięsna kuracja” nie ma żadnego podłoża naukowego i jest uznawana przez wszystkich specjalistów za wyssaną z palca mrzonkę. Mało tego, może przynieść więcej szkody niż pożytku – surowe mięso to idealne środowisko dla salmonelli, pałeczki coli, gronkowca i innych niebezpiecznych drobnoustrojów, zaś dzięki kontaktowi z naszą skórą ryzyko infekcji nimi rośnie w zastraszającym tempie.

Tak naprawdę opuchlizna musi po prostu zejść sama – można ją nieco zredukować poprzez przykładanie zwykłego woreczka z lodem. Może to być cokolwiek innego co ma niską temperaturę, np torebka z mrożonymi warzywami czy też kostki lodu (ale owinięte w jakiś materiał, bo bezpośredni kontakt skóry z lodem, jak wspominałem wcześniej może doprowadzić do odmrożeń). Przykładając to pierwszego dnia po niefortunnym wydarzeniu (co godzinę przez ok. 15-20 minut) można zmniejszyć ból i przyspieszyć gojenie. Ale nigdy za pomocą mięsa!

Nie są to oczywiście wszystkie przykłady bezsensownych działań serwowanych nam przez bohaterów ze szklanego ekranu. Miejmy nadzieję, że większość oglądających telewizję ludzi wykazuje się wystarczającą ilością sceptycyzmu oraz zdrowego rozsądku i nie sugeruje się ślepo tym co ujrzy w telewizorze. Biorąc pod uwagę nawał informacji jakimi jesteśmy bombardowani każdego dnia przez wszystkie media, ciężko czasami oddzielić prawdę od fikcji, dlatego też radzimy Wam: lepiej zachować ostrożność i zawierzyć ekspertom, nie zaś reżyserom filmowym. 

[źródła: smithsonianmag.com, ohio.gov, scientificamerican.com, webmd.com, aao.org, firstaid.about.com, theactivetimes.com, cracked.com, earthquake.usgs.gov, outdoorlife.com, thesurvivaldoctor.com; zdjęcia i grafiki: theglobeandmail.com boingboing.net, 11points.com, consequenceofsound.net, deccanchronicle.com, apartmenttherapy.com, dailymail.com]