Ostatnio w moich rękach gościły w zasadzie same flagowe urządzenia. Miałem okazję przez naprawdę długi czas bawić się Samsungiem Galaxy S8+, a jeszcze wcześniej dzierżyłem LG G6. To urządzenia ocierające się wręcz o perfekcję ze wszystkich stron, ale pora jednak zejść na ziemię. Nie każdego w końcu stać na urządzenia warte ponad 3000 złotych, dlatego też pora przygotować test nieco tańszego urządzenia, które 20 kwietnia zadebiutowało w Polsce – Xiaomi Redmi Note 4X. Czy zepchnie on swojego starszego brata – Redmi Note 3 z tronu króla średniej lub też średnio-niższej półki cenowej?

Zapomniałem o tym wspomnieć, ale bardzo często będę odwoływał się w teście do Redmi Note 4 wydawanego u nas w Polsce. Jakby nie patrzeć jest to bowiem na papierze Note 4X, ale z dodanymi wartościami w postaci większej ilości obsługiwanych częstotliwości oraz gwarancji. Różnica między obydwoma modelami na papierze jest nieznaczna, oczywiście na korzyść 4X. Nie mam jednak pojęcia, czy nie ma zmian w kwestii wykorzystanych materiałów. Traktujcie ten tekst jednocześnie jako recenzję wypuszczonego niedawno u nas w Polsce zwykłego Note 4.

Jest ładniej!

Zmian wizualnych, przynajmniej tej przedniej części urządzenia, na pierwszy rzut oka nie ma aż tak wiele. Tak naprawdę dopiero po pełnym wyjęciu sprzętu z pudełka, zaczynamy powoli zauważać różnice. Z przodu zastosowano szkło 2.5D, które w przyjemny sposób zaokrągla się na krańcach, przez co metalowa ramka boczna nie jest tak inwazyjna, jak miało to miejsce w poprzedniku. Tył zaś nadal jest sporą bryłą aluminium, z plastikowymi akcentami w górnej oraz dolnej części. Na pewno nowa wersja bardziej pieści naszego wewnętrznego artystę. Ten telefon po prostu lepiej prezentuje się od poprzednika, choć nie ma co oczekiwać jakiejś designerskiej rewolucji. Na tle niektórych rywali i tak nadal całość prezentuje się wprost świetnie.

Xiaomi Redmi Note 4X schudł o zaledwie 0,2 milimetry, ale mam dziwne wrażenie, że telefon przestał być tak wielkim klocem, jakim był Redmi Note 3. Pozostałe wymiary również nieznacznie się od siebie różnią, nie mniej jednak „czwórka” wydaje mi się bardziej kompaktowa w stosunku do poprzednika. Note 4X nadal jednak przez mało chropowate aluminium z tyłu, lubi ślizgać się w dłoni, także trzeba ten sprzęt trzymać nieco pewniej. Proste, kanciaste krawędzie pomagają jednak w chwycie i ogólnie telefon sprawia wrażenie delikatnie przyjemniejszego w obsłudze.

Muszę jednak z miejsca zaznaczyć, że aluminium to materiał posiadający spore tendencje do łapania paskudnych rys. Mój testowy egzemplarz Redmi Note 4X takowe nabył w trakcie mojego niezupełnie 2-tygodniowego okresu testowego. Co jednak najśmieszniejsze, nie mam bladego pojęcia skąd mogły się one wziąć, bo telefon był specjalnie lokowany w oddzielnej kieszeni niż klucze, a poza tym nie posiadam przy sobie ostrych przedmiotów. Zalecam zatem montaż nawet prostej gumki ochronnej, jeśli jesteście absolutnymi pedantami w takich kwestiach.

Wyświetlacz telefonu to LCD wykonany w technologii IPS. Ekran ma 5,5 cala i generuje rozdzielczość Full HD, czyli 1920 x 1080, co daje nam zagęszczenie rzędu 401 pikseli na cal. Muszę przyznać, że obraz sprawia pozytywne wrażenie, jak na telefon za 1300 złotych. Kolory są ładne, generowany kontrast jest naprawdę wysoki, ostrość jest moim zdaniem odpowiednia, a całość dobrze widać nawet w pełnym słońcu. Szkło zastosowane na wyświetlaczu ma tendencję do odbijania światła w lekko nieprzyjemny sposób, ale poza tym nie mam się tu do czego przyczepić. Na ten 5,5-calowy telefon patrzy się z przyjemnością.

Ale… mniej wydajnie?

Tym razem Xiaomi nie popełniło tego błędu i podstawowa wersja Redmi Note 4X nie posiada 2 GB RAM i 16 GB pamięci wewnętrznej. Teraz możemy wybrać między parami 3 GB RAM/32 GB przestrzeni dyskowej i 4GB RAM/64 GB przestrzeni dyskowej. Dzięki temu zmieścimy więcej… w zasadzie wszystkiego, choć głównie mam tu na myśli większą powierzchnię do zagospodarowania na aplikacje. Większa ilość pamięci operacyjnej pozwala też na lepszej jakości multitasking i porządne pole do manewru dla systemu.

Nowy telefon z serii Note od Xiaomi robi jednak lekki krok wstecz, jeśli chodzi o wydajność. Na pokładzie znajduje się tutaj układ Snapdragon 625, działający w parze z jednostką graficzną Adreno 506. Ten model procesora wykonany został w 14-nanometrowym procesie technologicznym, przez co w teorii powinien mniej się grzać, nie zjadać zbyt dużo baterii i przede wszystkim – szybciej działać. Niestety, jak zobaczycie benchmarki poniżej, fakty prezentują się nieco inaczej. Redmi Note 3 działający na Snapdragonie 650 oraz Adreno 510, oparte o architekturę 28 nm, uzyskały w testach lepsze wyniki, gdzie różnica w takim Antutu między obydwiema edycjami wynosi aż 10000 punktów! Zatem jeśli wierzyliście, że wraz z kolejnym numerkiem dojdzie też większa wydajność, to jesteście równie zawiedzeni co ja.

Producent zapewniał, że wzrost szybkości Redmi Note 4X będzie w stosunku do poprzednika wynosił około 20%, ale jak się okazuje nie działa to w stronę, którą Xiaomi by chciało. Większość tejże różnicy wynika głównie z sił układów graficznych – Adreno 510 jest szybszą jednostką niż Adreno 506. Z pomocą przychodzi nam tu jednak GeekBench, który jest benchmarkiem typowo kładącym nacisk na procesory i jak można zauważyć, Snapdragon 625 sporo traci na mocy pojedynczego rdzenia, ale za to zyskuje, kiedy do obliczeń potrzeba ich kilku.

Nie znaczy to jednak, że testowany przeze mnie smartfon nie nadawał się do niczego. Może ma mniej punktów w benchmarkach, przez co granie na nim w bardziej wymagające gry może być mniej płynne. Jednakże ogólne doświadczenia z użytkowania Redmi Note 4X są jak najbardziej pozytywne. Telefon ani razu mi się nie zawiesił, nie spotkałem się też z dziwnymi ścinkami czy innymi niedogodnościami. Codzienne użytkowanie, czyli oglądanie filmików i korzystanie na raz z całego rzędu aplikacji nie sprawiało mi problemów, więc utraty mocy specjalnie nie odczułem. Warto też wspomnieć, że ani razu nie zauważyłem, żeby telefon zbyt mocno się nagrzewał. Ta mniejsza emisja ciepła nie była zwykłym chwytem marketingowym.

Bateria powala!

Proces technologiczny 14 nm przekłada się jednak na mniejsze zużycie energii, a chciałbym tu zaznaczyć, że mamy do czynienia z akumulatorem o pojemności aż 4100 mAh. Wyświetlacz nie ma tu też rozdzielczości 4K czy 1440p, więc w łatwy sposób można wywnioskować jedno – czas pracy na baterii jest wręcz wyborny! Jeśli jesteście osobami, które biorą akumulator jako priorytet przy wyborze telefonu, to w przypadku Redmi Note 4X na pewno się nie zawiedziecie. Smartfon zaczynał mój dzień z około 90% baterii, bo rzadko ładowałem go do pełna. Przy bardzo intensywnym korzystaniu, dobę kończyłem zwykle z wynikiem 40%, a ten zapas mocy spokojnie wystarczył, żeby przeżyć przynajmniej kilkanaście następnych godzin, przy oszczędniejszym działaniu. Wynik robi wrażenie! Mówię to jako osoba, która świeżo co odesłała S8+, gdzie smartfon przy wymagającym użytkowaniu potrafił dotrwać do nocy, ale trzeba już było wówczas szybko szukać jakiegoś gniazdka w pobliżu. To miłe uczucie, kiedy w panice nie zerka się na pasek stanu akumulatora.

Zmian w systemie niewiele

Smartfon przyjechał do mnie z Androidem w wersji 6.0.1 i nałożoną na niego nakładką MIUI 8.1. W Polsce telefon wyszedł z MIUI 8.2. Przyznam jednak szczerze, że wymienianie nowości raczej mija się z celem, bo tych praktycznie nie ma. Wygląd pozostał ten sam, funkcjonalności również nie przybył. 3 GB RAM pozwala jednak systemowi się nieco rozszaleć, przez co ani razu nie spotkałem się z dziwnym oraz niespodziewanym zamknięciem się jakiejś aplikacji. Być może Chińczycy usprawnili zarządzanie pamięcią operacyjną? Albo 2 GB to za mało dla ich nakładki? Ciężko mi to powiedzieć, ale i tak czuć w tej kwestii postęp.

Aparaty? Postęp na plus!

Muszę za to przyznać, że jeśli chodzi o główny aparat, to czuć krok na przód, choć na papierze sensory nie różnią się od siebie znacznie. Redmi Note 3 robił średnie zdjęcia, bo kolory były nieco wyblakłe, a i szczegółowość fotografii nie powalała. Pod tym kątem czuć delikatny postęp. Barwy nie są już słabo oddane, a i czujnik nie ma już takich problemów z uchwyceniem większej ilości detali. Czasem występują problemy ze złapaniem odpowiedniej ostrości, ale ogólnie uzyskane fotki cieszą oko. Na pewno pod tym względem jest lepiej, niż było to w Redmi Note 3… choć oczywiście nie poprawiono za wiele, jeśli chodzi o nocne fotografowanie. Tutaj nadal Xiaomi ma spory problem w swoich urządzeniach i robienie zdjęć po zmierzchu potrafi przysporzyć sporo problemów. Efekt naszego wysiłku jest często rozmyty, szczegółowość ma spore problemy, a czasem przy gorszym naświetleniu widać tu i ówdzie kaszę. Odradzam ten telefon nocnym markom.

Przednia kamerka również nie uzyskała zbyt wiele na jakości. Jest ok i przy dobrym świetle nada się do robienia selfiaczy, ale uchwycenie relacji z grupowego wyjścia na miejskie kluby, może stanowić dla Redmi Note 4X spore wyzwanie.

Nagrywane przy pomocy tego telefonu filmiki są dobre, choć nadal nie ma co oczekiwać cudów. Możemy maksymalnie nagrywać w 1080p, ale jest też opcja tworzenia materiałów w 720p, jednakże w slowmotion. Jakość wideo jest zadowalająca za dnia, choć miło byłoby widzieć sprawniej działający autofocus. Zauważyłem też, że mikrofon przy kręceniu materiałów napotyka dziwne problemy. Czasem prawie całkowicie wycisza, albo mocno tłumi dochodzący dźwięk i nadaje mu bardzo metaliczny podźwięk, dodatkowo ma też tendencję do nie ściągania głosu w odpowiedni sposób. Cały czas towarzyszyło mi też wrażenie, że tworzone przy pomocy przedniej kamerki filmiki lepiej rejestrowały szczegóły twarzy, niż swój większy odpowiednik z tyłu. Chciałem rozwinąć tę myśl podczas gadania na jednym z nagranych na potrzeby testu sampli, ale zamyśliłem się i powiedziałem jakąś dziwną bzdurę. Tak czy siak, Note 4X nada się do prostego wideo, ale jego jakość może nie powalić. Myślę, że niektórzy konkurenci, nawet w tej kategorii cenowej, spisują się równie dobrze, o ile nie lepiej.

Łączność, głośniki i skaner linii papilarnych

Redmi Note 4X przyjechał do mnie z chińskiej dystrybucji, bo dostarczył mi go do testów sklep GearBest.com. Dlatego też nie mam co się dziwić, że telefon miał często problemy z łapaniem w niektórych miejscach danych komórkowych, a zwłaszcza tych LTE. Nie miałem jednak kłopotów, żeby do kogoś zadzwonić i rozmawiać z nim w przyjemny sposób, nie było też nagłych, dziwnych rozłączeń. Myślę zatem, że kwestie komunikacyjny zostały tu wykonane naprawdę przyzwoicie.

Oczywiście nie mogło tu zabraknąć skanera linii papilarnych, który działa świetnie. Jest bardziej czuły niż poprzednio, ale tylko raz odmówił mi porządnie posłuszeństwa. Poza tym sprawdzał się nad wyraz dobrze.

Pozostała też kwestia głośników… czy raczej głośnika, bo na dole tylko jeden otwór kryje pod sobą odpowiedni przetwornik. Sprawdza się on dobrze przy oglądaniu filmików na YouTube lub niezbyt wymagającym słuchaniu muzyki pod prysznicem. Bardziej ambitni słuchacze zauważą jednak, iż przy utworach muzycznych wszystkie dźwięki zlewają się w całość i jedynym słyszalnym elementem jest najczęściej wokal, bo cała reszta zaledwie stuka czy też pobrzdękuje gdzieś we tle.

Walka o tron dopiero nadejdzie?

Redmi Note 4X to mały krok w przód, ale nie na tyle wielki, żeby uzasadniać np. przesiadkę z Note 3 na „nowszy model”. Poprawiono nieznacznie kilka rzeczy, ale niektóre pozostawiono też bez zmian, a wydajność (o dziwo) zmalała w stosunku do poprzednika. Jednakże w przedziale do 1300 złotych nadal jest to całkiem rozsądna propozycja i to w zasadzie cena jest tym głównym elementem, który przemawia za tym smartfonem. Jestem jednak ciekawy jak nowy produkt Xiaomi poradzi sobie w pojedynku z Moto G5 Plus, który już niebawem powinien pojawić się w naszym kraju. Nie omieszkam go przetestować i porównać do sprzętu Chińczyków, także wstrzymajcie się jeszcze z decyzją zakupu.