Recenzja Crysis Remastered Trilogy

crysis

Crysis Remastered Trilogy wywołał u mnie bardzo mieszanie odczucia. Czyżbym zbyt długo zwlekał z zaliczeniem tych gier? Czy może po prostu remaster nie jest wystarczający?

Mój Crysis

Jeśli chodzi o moje doświadczenie związane z serią Crysis, to sytuacja miała się częściowo tak, jak z niedawno przeze mnie ukończoną rewelacyjną trylogią Mass Effect. Dawniej przeszedłem tylko Mass Effect 1 i dopiero po latach, teraz, w ramach Legendarnej Edycji gry zdecydowałem się na powtórzenie pierwszej przygody i odkrycie dwóch pozostałych gier. Remaster miał mi dać to czego chciałem – doskonałe gry, dostosowane nie tylko pod względem graficznym dla współczesnych konsol, ale również ulepszone o wiele rzeczy takich jak sterowanie czy balans. Choć graficznie Mass Effect Legendary Edition nie zawsze powalało, ba, wręcz potrafiło być czasem paskudne, to jednak bawiłem się doskonale.

Czytaj też: Najciekawsze premiery gier – październik 2021

Tak dobrze przygotowane remastery gier nastroiły mnie pozytywnie do odnowionych gier z serii Crysis. Wiedziałem, że idealnie może nie być, ale ostatecznie powinienem być zadowolony. W końcu w przeszłości nawet nieźle bawiłem się z Crysis 1, a i niedostępny w zestawie remasterów dodatek Warhead był w porządku. Kiedyś skończyłem również Crysis 2, które również mi się podobało i… tutaj moja zabawa się skończyła. Przez lata zapomniałem większość fabularnych wątków, a i nagrania wideo z klasycznych odsłon gry, uruchomionych w ramach kompatybilności wstecznej na Xbox Series X nie wyglądały na tyle dobrze, abym chciał się w to bawić. Na szczęście kilka miesięcy temu wyszedł remaster Crysis 1 i tak jak wspominałem, tutaj zostało zasiane moje ziarno zwątpienia.

Odnowiony Crysis 1, o którym już się pewnie dawno temu naczytaliście, nie potrafił bawić mnie, jak kiedyś. Rozgrywka była monotonna, żeby nie powiedzieć nudna, a aspekty technicznie produkcji również pozostawiały w moim przypadku nienajlepszą opinię. Potrzeba było wielu patchy, aby grę doprowadzić do dobrego stanu. Pod względem grafiki tytuł był ładny, ale rozdzielczość czy płynność nie była tak dobra, jak liczyłem.

Crysis Remastered Trilogy jako całość

Wciąż jednak miałem nadzieję, że Crysis 2, który postawił na bardziej liniową rozgrywkę w mieście, czy nieograny przeze mnie Crysis 3 będą dużo lepsze. Bo to dobre gry kiedyś były… nawet. Jeśli ktoś liczył na to, że dziś gra będzie tak samo ekscytować, jak dawniej to niestety w mojej opinii magia Crysisa gdzieś uleciała. Crysis 2 wynudził mnie strukturą misji, a i historia, która dawniej była wystarczającym pretekstem do strzelania w przepięknej oprawie graficzne, dziś… nie jest najwyższych lotów.

Co z nieogranym nigdy przeze mnie Crysis 3? Tutaj początkowo było o wiele lepiej – w końcu nie znałem tej historii. Dość szybko jednak, zacząłem tak samo, jak w przypadku poprzednich gier odczuwać znużenie. Zabawa w Crysis Remastered Trilogy uświadomiła mnie, jak wiele wybaczaliśmy tym grom lata temu, tylko dlatego, że prezentowały się po prostu prześlicznie i zawsze były owiane legendą „niszczycieli komputerów”. Właśnie, a co z wyglądem gier i sprawami technicznymi?

Technicznie rzecz biorąc…

Czy Crysis 2 i Crysis 3 robią dziś wrażenie? Nie. Po prostu. W żadnym wypadku nie czuć tego, że obcujemy z czymś wybitnym. Nie ma się nawet wrażenia, że gry były kiedyś tak dobre, iż „nawet dzisiaj wyglądają dobrze”. Bo nie wyglądają, poziom jest niższy, niż wiele dzisiejszych produkcji i to się od razu czuje. W żadne sposób tytuły nie potrafiły mnie zaskoczyć oprawą, nawet jeśli to i owo zostało w nich ulepszone. Lepsze tekstury, wyższe rozdzielczości… niby w porządku. Ale potem widzę te odstające od ścian graffiti, niższą jakość środowiska podczas cutscenek czy geometrię obiektów sprzed lat.

Czytaj też: Recenzja Kena Bridge of Spirits

Jeśli chodzi o sprawy czysto techniczne, to jest o tyle dobrze, że w przypadku płynności nie ma mowy o jakichś nagłych spadkach liczby klatek na sekundę, a i rozdzielczość produkcji wydaje się być na odpowiedni wysokim poziomie. W przypadku drugiej i trzeciej części gry na próżno również szukać na konsolach ray-tracingu. Cóż, wiedząc już, jak dziś wyglądają nawet odnowione Crysisy – trochę mniej dziwi mnie to, że działają one na Nintendo Switch. Niestety, mówię to z przykrością, ale… po ograniu tych produkcji zupełnie nie czekam na ewentualnego Crysisa 4.