WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Testy

Recenzja Canon PowerShot G7 X III. Idealny kompan podróży

Zaawansowane aparaty kompaktowe to ciekawy segment rynku. Modele z wyższej półki oferują duże sensory, jasne obiektywy i naprawdę sporo opcji przydatnych nawet bardziej zaawansowanym użytkownikom. Są przy tym bardzo poręczne i można je nawet zmieścić w kieszeni. Sprawdziłem, jak w codziennych warunkach sprawuje się jeden z popularniejszych kompaktów – Canon PowerShot G7 X III.

Specyfikacja aparatu Canon PowerShot G7 X III

  • obudowa o wymiarach 105,5 x 60,9 x 41,4 mm, masa 304 gramy (z akumulatorem i kartą pamięci),
  • matryca CMOS, 1″, 20,9 Mpix,
  • procesor obrazu DIGIC 8,
  • obiektyw o ogniskowej 8,8 – 36,8mm (dla małego obrazka 24-100mm), F/1.8-F/2.8, zbudowany z 11 elementów w 9 grupach, stabilizowany optycznie,
  • zoom optyczny 4,2x, zoom cyfrowy 4x,
  • 31-poliowy autofocus, ostrość od 5cm (makro, szeroki kąt), 40cm przy maksymalnym przybliżeniu,
  • filmy – 4K@30fps, FullHD 25, 30, 60, 120, 200 klatek,
  • odchylany, dotykowy ekran o przekątnej 3 cali, rozdzielczość 1,04 mln punktów,
  • port USB-C, micro HDMI, Jack 3,5mm, Wi-Fi n 2,4 GHz, Bluetooth,
  • akumulator NB-13L, opcja ładowania przez USB,
  • cena: 3 099 zł.

PowerShot G7 X III to mój trzeci kompakt. Jest najwygodniejszy

Jeśli chodzi o aparaty kompaktowe to do tej pory miałem okazję używać Sony RX100 III oraz Panasonica FZ1000. Sony był moim pierwszym aparatem, ale nie ukrywam, nie potrafiłem wówczas wykorzystać nawet 1/3 jego możliwości. Ale był irytujący pod względem sterowania autofocusem, a nie pomagał w tym brak dotykowego ekranu. Panasonic był z kolei niezbyt kompaktowy, ale świetny do zdjęć z wykorzystaniem zoomu oraz nagrywania filmów.

Były to dwie zupełnie inne konstrukcje. Sony był wygodny dopiero po dokupieniu naklejanego gripa, z kolei Panasonic świetnie leżał w dłoni, ale dużo ważył. PowerShot G7 X III ma grip będący integralną części obudowy. Do tego w dużym stopniu pokrywa go guma, dzięki czemu idealnie leży w dłoni. Jest przy tym bardzo lekki i bez większego problemu mieści się w średniej wielkości kieszeni spodni.

Rozmieszczenie elementów jest bardzo wygodne. Z tyłu znajdziemy cztery przyciski skupione wokół D-Pada. Ten z kolei jest otoczony obracanym pierścieniem, co jest przydatne w trackie nawigacji po Menu.

Z góry znajdziemy włącznik, spust migawki ze spustem regulacji przybliżenia oraz dwa pokrętła. Jednym korygujemy ekspozycję, drugim zmieniamy tryby.

Do tego mamy jeszcze przycisk uruchamiający Wi-Fi na prawym boku, otwarcie lampy błyskowej na lewym oraz obracany pierścień wokół obiektywu.

Elementy sterujące są rozmieszczone intuicyjnie, a do ich działania prawie nie mam zastrzeżeń. Jedynie koło regulacji ekspozycji mogłoby nieco bardziej wystawać ponad zarys obudowy. Obraca się z wyraźnym oporem i czasem kiedy szybko chcemy zmienić ustawienia, pokrętło nie chce się obracać tak szybko, jak tego potrzebujemy.

Odchylany ekran. W końcu G7 X III to sprzęt dla vlogerów

Czym byłby aparat dla vlogerów bez ruchomego ekranu? Ten w G7 X III jest odchylany o 180 stopni w górę oraz 45 stopni w dół. Nigdy nie mogłem się zdecydować na to, czy lepszy jest taki wariant, czy ekran obracany. Każde z rozwiązań ma swoje zalety.

Mechanizm odchylania działa bardzo pewnie. Nie mam żadnych obaw co do tego, że miałby się wyrobić lub przestać działać.

Ekran jest bardzo dobrej jakości. W końcu – musi, bo jest jedyną opcją podglądu ze względu na brak wizjera. Dlatego też jego najważniejszą cechą była widoczność w słońcu. Stoi ona na dobrym poziomie i w bardzo jasnym otoczeniu nie miałem żadnych problemów z kadrowaniem. Wyświetlacz jest jasny, ładnie radzi sobie z odwzorowaniem kolorów i jak na jedno z podstawowych narzędzi pracy z tym konkretnym aparatem, sprawdza się bardzo dobrze.

Panel dotykowy nie odbiega czułością od tych, które znamy np. ze smartfonów. Obsługa aparatu za jego pomocą jest przyjemna, choć cały czas bardziej traktuje ją jako dodatek i głównie używam dotyku do ustawienia ostrości. Mimo wszystko większość czynności wolę wykonywać za pomocą przycisków.

Autofocus z myślą o początkujących użytkownikach

PowerShot G7 X III może pochwalić się celnym, sprawnie i szybko działającym autofocusem. Choć liczba pół autofocusu jest niewielka, bo tylko 31, w praktyce nie wygląda to wcale źle. W trybie makro teoretycznie aparat ostrzy od 5 cm przy najszerszym kadrze i nie jest to przesadzona wartość. O ile tylko mamy dobre oświetlenie.

Do wyboru mamy autofocus pojedynczy, ciągły oraz manualny. Niestety ostatni mnie rozczarował, bo jest strasznie niewygodny. W zasadzie najlepszą metodą na jego wykorzystanie jest połączenie ostrości automatycznej i manualnej. Kiedy wciśniemy do połowy spust migawki, ostrość możemy dodatkowo regulować obrotem pierścienia wokół obiektywu. Ten jednak działa skokowo i mamy przepaść jeśli chodzi o wygodę ustawiania ostrości w ten sposób na tle bezlusterkowców i lustrzanek. Dlatego też to element, z którego starałem się za często nie korzystać.

Jest to jednak zdecydowanie ukłon w stronę mniej zaawansowanych użytkowników, ale też niejedyne uproszczenie w tym aparacie.

Zoom działa dobrze, ale mógłby być lepiej opisany

PowerShot G7 X III oferuje obiektyw o zmiennej ogniskowej 8.8-36.8 mm, co odpowiada wartości 24-100 mm. Mamy więc do dyspozycji ładny, szeroki kąt lub bardzo solidne przybliżenie. Całość przy szerokiej przysłonie, bo przy maksymalnym zoomie mamy F/2.8. Co pozwala zachować odpowiednią jakość zdjęć na całej długości ogniskowej.

Przejście całej ogniskowej odbywa się sprawnie i od szerokiego kąta do maksymalnego zoomu i z powrotem przejdziemy w nieco ponad sekundę.

Zoom jest płynny, co szczególnie powinny docenić osoby zajmujące się filmowaniem. Przy większym przybliżeniu można zauważyć nieco wolniejsze działanie autofocusu, ale nie stanowi to zupełnie żadnego problemu.

Niezbyt pasuje mi za to opisanie przybliżenia, bo tak naprawdę w większości trybów nie wiemy z jakiej aktualnie ogniskowej korzystamy. Aparat pokazuje nam tylko jaką mamy aktualną odległość ostrzenia od fotografowanego obiektu i to w zasadzie wszystko. Nie mamy podglądu ani wartość przybliżenia w formie krotności, ani też nie wiemy jak zmienia się ogniskowa. Chyba, że… zmienimy tryb fotografowania na automatyczny. Co nie do końca rozumiem, bo taka informacja przydałaby się zdecydowanie w trybie ręcznym lub półautomatycznym. Osoby bardziej doświadczone, które są przyzwyczajone do operowania konkretnymi wartościami mogą się poczuć zagubione. Z drugiej strony pozwala to skupić się na fotografii i bazujemy na własnych odczuciach i tym co widzimy, a nie technicznych parametrach. Ma to swoje plusy.

Jakość obrazu przy tak małej konstrukcji pozytywnie zaskakuje

Jakość zdjęć z PowerShota G7 X III powinna zadowolić mniej, jak i nieco bardziej zaawansowanych użytkowników. Choć zapewne mocniej odczują je Ci drudzy. Przy założeniu, że amator raczej nie będzie wychodzić poza zdjęcia w formacie .jpg, nie zobaczy on kolorowych brzegów niektórych fotografowanych elementów, jak również dużego winietowania, które pojawiają się na zdjęciach w formacie RAW. Co z drugiej strony nie jest trudne w skorygowaniu przy obróbce. A naturalną winietę można ładnie wykorzystać w niektórych ujęciach.

Kiedy przeglądałem opinie na temat aparatu spotkałem się z narzekaniem na dużą dystorsję podczas korzystania z najszerszego kąta. Jest to jednak przesadzony werdykt i zdecydowanie fotografiom daleko jest do beczkowatości niektórych, nawet węższych obiektywów dostępnych na rynku. Choć faktycznie niewielkie zniekształcenie obrazu można zauważyć.

Zastrzeżeń nie można mieć do balansu bieli, w większości przypadków. Jedynie przy fotografowaniu w ciepłym, żółtym oświetleniu automat nie zawsze radzi sobie prawidłowo i wymaga to późniejszej korekcji lub ręcznej zmiany temperatury barwowe w trakcie fotografowania.

Akceptowalne ISO kończy się na niewielkim poziomie 1600. Powyżej te wartości widzimy powolną utratę jakości fotografii i coraz większy szum. Ale w razie potrzeby, przy późniejszym zmniejszeniu rozdzielczości zdjęć, można śmiało operować do ISO 3200, szczególnie w nieco trudniejszych warunkach.

Zadowolony byłem też ze zdjęć nocnych przy dłuższym czasie naświetlania. Tutaj jednak oczywiście bez statywu ani rusz.

PowerShot G7 X III to faktycznie sprzęt dla internetowych twórców

Już same wymiary i niewielka masa aparatu pozwalają mieć go zawsze ze sobą. To pozwala na swobodne nagrywanie filmów z reki, albo zamocowanie go na niewielkim gimbalu, czy statywie. Do tego obracany ekran ułatwia kadrowanie w momencie, kiedy gadamy do kamery z reki.

Samo filmowanie jest bardzo proste. Start i koniec nagrywania odbywa się za pomocą jednego przycisku. Do tego możemy np. wybrać opcję nagrywania w pionie, idealnie na Instagrama, skorzystać z filtrów redukujących szum wiatru, czy uruchomić stabilizację obrazu.

Wszystkie zarejestrowane materiały możemy przesłać bezpośrednio do smartfonu za pomocą Wi-Fi. Wystarczy tylko sparować urządzenia w aplikacji Camera Connect i kolejne łączenia trwają zaledwie kilka sekund. Możemy kopiować oryginalne materiały lub automatycznie je zmniejszać. Z poziomu aplikacji możemy też smartfonem sterować funkcjami aparatu i nagrywać lub fotografować zdalnie.

Ładnie z portu USB to genialny wynalazek

Jak na sprzęt mobilny przystało, PowerShot G7 X III pozwala na ładowanie akumulatora z portu USB. To ogromna wygoda i praktycznie zawsze możemy naładować aparat powerbankiem, telefonem, czy z laptopa. W zależności od sytuacji.

Deklarowana wydajność akumulatora jest niewielka i wynosi ok 265 zdjęć. To niewiele, ale mam wrażenie, że ktoś nie docenił ogniwa. Przy ustawionej jasności ekranu 4/5, bez większego problemu mogłem wykonać ponad 300 fotografii. Przy tak małym sprzęcie to przyzwoity wynik.

W podróży chciałbym mieć taki aparat jak Canon PowerShot G7 X III

Canon PowerShor G7 X III to aparat, który w pierwszej kolejności powinien zainteresować internetowych twórców oraz osoby, które szukają aparatu na wycieczki, czy wyjazdy na urlop. Jest mały i lekki, więc zawsze możemy mieć go przy sobie. Zarejestrowane materiały pozwala od razu przesłać do smartfonu i zamieści w mediach społecznościowych. Oferuje przy tym bardzo dobrą jakość zdjęć i filmów, które zadowolą amatorów, jak i nieco bardziej zaawansowanych użytkowników.

Na co dzień nie zamieniłbym używanego na co dzień EOS-a M50 na G7 X III z dwóch powodów. Lubię mieć kontrolę nad ręcznym ustawianiem ostrości, a obiektyw 18-150mm pozwala mi skutecznie zbliżyć się do np. uczestników różnych protestów. Ale już do swobodnego chodzenia po mieście i fotografowania okolicy zdecydowanie wolałbym właśnie PowerShota G7 X III. To jest aparat, który zawsze chciałbym mieć w kieszeni lub plecaku, tak żeby zawsze znajdował się pod ręką kiedy go potrzebuję. Gdyby tylko miał dodatkowo wbudowany wizjer, byłby kompaktem kompletnym.

Przykładowe zdjęcia Canon PowerShot G7 X III

Fotografie po obróbce, przycięte do szerokości 1300p.