Ciekawostki z The Simpsons: Hit & Run potrafią zaskoczyć. Co skrywa tytuł z popularnymi postaciami?

Mam wrażenie, że The Simpsons: Hit & Run przeszło w Polsce bez większego echa. Produkcja, która początkowo zadebiutowała tylko na konsolach zdobyła za granicą sławę „GTA dla dzieci”. Amerykanie uwielbiają ten tytuł i to właśnie on został przeanalizowany pod kątem tego, co twórcy mogli ukryć za kamerą.

Czytaj też: Wyciek Call of Duty: Modern Warfare 4 to fake news

Kanał YouTube Boundary Break ponownie wziął na tapetę produkcję, która tylko na pierwszy rzut oka wygląda jakby wszystko było w niej idealnie symulowane. Tak jednak nie jest i gdy zmienimy ustawienie kamery – wyjdą wszystkie tajemnice twórców. Ostatnim razem mogliśmy zobaczyć, jakich sztuczek użyli autorzy gry Lego Star Wars. Co tym razem ukryto przed graczami?

Ciekawostek z gry jest sporo. Okazuje się np. że okno jednego z bohaterów animacji, przez które widzimy jego pokój, rzeczywiście prezentuje taką lokację. Gdy jednak przybliżymy tam kamerę – wyjdzie, że nic tam praktycznie nie ma. Jest to o tyle dziwne, że inne tego typu miejsca zastąpiono… płaską teksturą ustawioną trochę za samym oknem. Dzięki temu nawet gdy się poruszamy – mamy wrażenie, że widzimy dalszy fragment mapy.

W kilku miejscach w The Simpsons: Hit & Run możemy trafić na losowe postacii, które np. zaglądają nam do okna domu. Jeśli ktoś myślał, że te osoby naprawdę tam podchodzą to się grubo pomylił. Postać chodzi cały czas za oknem (a jest to niedostępna lokacja) i w ostatniej chwili zmienia się na innego bohatera, który ma odpaloną, daną animacje.

Interfejs również rozwiązano w ciekawy sposób. Nie jest on wyświetlany na „ekranie”, a stale podąża za bohaterem. Kamera umiejscowiona jest w takim miejscu, że nie jesteśmy w stanie tego dostrzec. Gdy jednak odsuniemy widok – interfejs pozostanie w miejscu. Napisy końcowe również zaskakują. Są one długą teksturą, która powoli przesuwa się w trójwymiarowej przestrzeni.

Czytaj też: Sony nie będzie miało GTA na wyłączność – firma zdziwiona plotkami

 

Źródło: kotaku.com

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!