Reklama

Czy powinniśmy bać się pandemii dżumy?

Wszyscy żyjemy w cieniu pandemii COVID-19. Nie oznacza to jednak, że inne choroby przestały być groźne. Niedawno wykryto nieznany wcześniej szczep wirusa świńskiej grypy o pandemicznym potencjale, a teraz coraz więcej słyszy się o dżumie. Czy czarna śmierć znowu może zagrozić ludzkości?

Władze chińskie zamknęły miasto Bayan Nur w regionie autonomicznym Mongolia Wewnętrzna. Powodem jest bezpośrednie zagrożenie dżumą. W ubiegłym tygodniu do lokalnego szpitala trafiła osoba z podejrzeniem choroby, a niedawno infekcja została potwierdzona. Władze sanitarne Bayan Nur wzywają ludzi do podjęcia dodatkowych środków ostrożności w celu zminimalizowania ryzyka przenoszenia się choroby z człowieka na człowieka oraz unikania polowań, odzierania zwierząt ze skóry lub jedzenia mięsa z niepewnego źródła.

Czarna śmierć

Dżuma, zwana także czarną śmiercią lub zarazą morową, to ostra bakteryjna choroba zakaźna gryzoni i innych drobnych ssaków. Jest to zoonoza (popularny termin w ostatnim czasie), czyli choroba przenoszona ze zwierząt na ludzi. Dżumę wywołują beztlenowe bakterie Yersinia pestis.

Lekarze wyróżniają trzy podstawowe postacie dżumy: dymieniczą, septyczną i płucną. Najczęściej występuje ta pierwsza, a do infekcji zachodzi w wyniku pokąsania przez pchły szczurze. To dlatego właśnie dżumę kojarzy się ze szczurami, które mogą przenosić chorobę na pchłach. Kiedy bakterie trafią do krwiobiegu, migrują do węzłów chłonnych, a po pięciu dniach objawia się to powiększeniem tych narządów (tzw. dymienicą).

Zgorzele u osoby chorej na dżumę septyczną

Postać septyczna to zazwyczaj powikłanie dżumy dymieniczej – u chorych dochodzi do pierwotnej sepsy, która często kończy się śmiercią. Podobnie jest z postacią płucną choroby, choć ta może występować jako zakażenie pierwotne. Co ciekawe, postać płucna dżumy jest wysoce zaraźliwa.

Pierwsze objawy dżumy dymieniczej pojawiają się w ciągu kilku dni (maksymalnie tydzień) od pokąsania przez chore zwierzęta. W pierwszych 6-8 godzinach rozwoju infekcji występują typowe objawy grypopodobne, czyli wysoka gorączka (powyżej 38 stopni Celsjusza), dreszcze, poty, bóle głowy i ogólne osłabienie. Powiększone węzły chłonne zaczynają boleć i stają się miękkie (z powodu martwicy tkanek). W rzadkich przypadkach zmiany dymienicze występują tylko w głęboko położonych węzłach chłonnych – są one trudne do rozpoznania.

Podczas septycznej postaci choroby pojawiają się mikrozatory bakteryjne w końcowych naczyniach krwionośnych palców rąk i stóp, co skutkuje zgorzelą (charakterystyczne czarne zabarwienie). To właśnie z powodu tych objawów dżumę w średniowieczu nazywano “czarną śmiercią”. Gdy pacjent jest w tej fazie choroby, rokowania są bardzo złe.

Bakterie Yersinia pestis w 200x powiększeniu

Postać płucna dżumy objawia się wysiękowym zapaleniem płuc, z krwiopluciem i dusznościami. Rokowania w przypadku tej postaci dżumy są poważne i większości pacjentów nie udaje się uratować. Warto wspomnieć, że jeżeli chory nie zostanie odizolowany od innych, to błyskawicznie może zarazić wiele innych osób – do transmisji choroby dochodzi drogą kropelkową bez pośrednictwa pcheł.

Epidemie kiedyś i dziś

Jeden z pierwszych opisów epidemii dżumy pochodzi od Tukidydesa. Tzw. dżuma ateńska z 430 r. p.n.e. prawdopodobnie była dżumą, choć nie wyklucza się duru, dengi, ospy czy wirusa gorączki krwotocznej. Od czasów starożytnych, przez średniowiecze, aż do nowożytności opisano kilkadziesiąt epidemii dżumy.

Pchły szczurze mogą przenosić bakterie dżumy

Największe przetoczyły się przez Europę w połowie VI w. (tzw. dżuma Justyniana) oraz w latach 1348-1352. Ta druga epidemia w niektórych rejonach zmniejszyła populację ludności nawet o 80% i wywołała daleko idące konsekwencje demograficzne, kulturowo-społeczne oraz polityczne. Za symbol dżumy uznano charakterystyczny ubiór ochronny noszony w XVI-XVIII w. przez lekarzy w czasie zarazy, z maską w kształcie dzioba, gdzie umieszczano olejki tłumiące smród rozkładających się zwłok.

Dżuma nie jest chorobą eradykowaną – wciąż jest groźna. Występuje w kilku rejonach endemicznych w Azji i Afryce (w latach 90. ubiegłego wieku odnotowano wybuchy epidemii w Wietnamie, Zambii i Indiach). W tym wieku pojawiły się epidemie w Algierii, Demokratycznej Republice Konga i na Madagaskarze. Teraz dochodzą do tego przypadki z Chin. Konieczne jest podjęcie wszelkich środków ostrożności, by stłumić rozwój ognisk zapalnych w zarodku. Nie ma jednak obaw, by dżuma stała się tak groźna jak pandemia COVID-19.

Dżuma wciąż groźna

Rosnąca liczba przypadków zoonoz, z SARS-CoV-2 na czele (wirusem wywołującym COVID-19), pokazują, że żyjemy w niebezpiecznych czasach. Zmiany klimatyczne, które dzieją się na naszych oczach, powodują utratę naturalnych siedlisk przez wiele gatunków zwierząt. Te z kolei podchodzą bliżej ludzi i łatwiej przenoszą choroby, które jeszcze 50 lat temu nas nie atakowały. Eksperci alarmują, że podobnych przypadków może być więcej w kolejnych dekadach.

Czy można spodziewać się, że nagle pojawi się jakiś groźniejszy szczep dżumy? Raczej nie, bo w przeciwieństwie do COVID-19, dżuma jest chorobą bateryjną. A te mikroorganizmy są względnie stabilne genetycznie i nie mutują tak często jak wirusy. Można je leczyć za pomocą antybiotyków, które wykazują się całkiem dużą skutecznością. Dżumę leczy się streptomycyną, gentamycyną, chloramfenikolem, ciprofloksacyną, cefalosporynami i doksycykliną. W Polsce osoby dotknięte dżumą podlegają przymusowej hospitalizacji i izolacji (nawet w łagodnych przypadkach).