WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Publicystyka

Czy gracze chcą jakości w grach?

Przez długi czas zastanawiałem się co można by ciekawego napisać o Early Access. W końcu jest to temat rzeka, któremu można by poświęcić całą książkę. Dzięki subskrypcji PS+ trafiło do mnie Puppeteer, które chciałem kupić na premierę, ale jednak nie zdecydowałem się licząc na to, że pojawi się kiedyś w ramach tego serwisu (wiem, jestem okropny). I nagle doznałem olśnienia tuż po ukończeniu gry – nam graczom nie zależy na jakości.

Shut-up-and-take-my-money

W momencie pisania tego tekstu premiera Early Access dla gry The Forest została przesunięta o tydzień. Przyznam, że gra wygląda intrygująco (tym bardziej, że wspiera VR), ale bądźmy szczerzy – to kolejny survival, a te rodzaje gier już zdecydowanie mają swoje pięć minut za sobą niczym horrory. Jednak po raz kolejny, ku mojemu zdziwieniu na NeoGAFie nie zabrakło ludzi, którzy z chęcią rzuciliby pieniądze w monitory byleby ten produkt już mieć w swoich wirtualnych dłoniach. Oczywiście bez żadnej wiedzy co otrzymają, bez żadnego upewnienia, że będzie na 100% działać. Jestem w stanie zrozumieć gorączkę Kickstarterową, bowiem tam bawimy się w inwestora, ale Early Access to po prostu pre-order z betą i szansą, że dany produkt kiedyś się pojawi w pełni dopieszczonej wersji (przypadek gry Towns).

Oczywiście trafiają się sukcesy takie jak Nuclear Throne oraz Don’t Starve, do którego też się dołożyłem za namową kolegi. Jednak wtedy również czułem, że moje pieniądze poszły na marne, bo gra w wersji alpha oferowała naprawdę niewiele i po dwóch godzinach praktycznie miałem wszystko za sobą. Na szczęście ludzie z Klei nie zawiedli i dostarczyli pełny produkt, który także trafił na PS4. Inna sytuacją jest chociażby Early Access Audiosurf 2 do którego otrzymałem dostęp. Menu praktycznie nie istniało, gra jako tako funkcjonowała, ale często się psuła. I co dalej? Dajmy na to, że wydałem te 15 euro, bo zjadł mnie hype. Mam dwie opcje: gram w zepsutą wersję i wmawiam sobie, że się dobrze bawię lub pobawię się przez godzinę, a potem poczekam aż wyjdzie gotowa wersja. Steam otworzyło okno lenistwa i dodatkowej mamony dla twórców, bowiem czy jest teraz jakiś sens wydawać swoją grę normalnie, skoro można dodatkowo zarobić na Early Access? Co na to studia AAA, czemu nie mieliby z tego skorzystać? To już lekkie wyolbrzymienie, ale to jest problem tak jak kłopotem był i jest kulejący system Greenlight. To są miecze obosieczne, które mogą zarówno pomóc twórcom gier indie, jak i zranić branżę jako całość.

20120913180126

Ale dosyć o Early Access, bo to zaledwie początek problemu. Kończąc Puppeteer byłem pod ogromnym wrażeniem jak bardzo twórcy ze Studio Japan przyłożyli się do tej produkcji. Kilkunastogodzinna przygoda z unikalnym klimatem, z wieloma ciekawymi pomysłami, cudowną oprawą, mnóstwem ukrytych znajdziek, pełnymi bajki dla dzieci i wieloma innymi pozytywami. Puppeteer to nie jest najlepsza gra na Playstation 3, ale jakością i zawartością może spokojnie walczyć o podium z innymi topowymi grami. Czemu ja, wraz z milionami innych graczy nie doceniliśmy na premierę tak ogromnego wkładu w stworzenie niesamowicie dopracowanej gry? Zbyt dziecinna? Skąd! Niektóre dialogi i mroczne elementy przerażały mnie na myśl, że moje przyszłe dziecko mogłoby w to grać spodziewając się milutkiej bajeczki. Ale nic z tych rzeczy, najzwyczajniej już nie doceniamy gier dopracowanych do ostatniej linijki kodu.

Battlefield 4 nie działa na premierze? Podenerwujemy się trochę, naprawią bugi, znowu się coś zepsuje i tworzy się błędne koło, z którego nie uciekniemy. Kasa leży w kieszeni twórców, a my przy ogłoszeniu Battlefielda 5 z nadzieją na lepszy, bardziej dopracowany produkt znowu będziemy nakręcać się na nową odsłonę. Telltale nie jest lepsze. Mając gdzieś beznadziejne porty na konsole wydają je za pełną cenę, bez wykazania żadnej chęci do poprawy jakości swoich przyszłych gier. Ale co tam, przecież te fabuły są tak świetne, że możemy przymknąć oko na okropne wykonanie, prawda? A może warto też przypomnieć Assassin’s Creed III, które pomimo świetnego gameplay’u miało więcej błędów niż dyktando analfabety. Takie rzeczy nie powinny być akceptowane, ale my machamy na nie ręką, bo przecież gorzej by było jakby gra była niefajna niż to, gdyby się psuła co chwilę.

Arhql

Oczywiście odrobinę wyolbrzymiam, że gracze nie chcą jakościowych gier, ale patrząc na to jak Rust oraz DayZ były na topie Steamowym przez wiele tygodni, to aż ciężko nie usiąść i się zastanowić nad tym czy my rzeczywiście chcemy dopracowane i działające gry. „Nie no, jasne że chcemy!”…. ale nie koniecznie musi to być priorytetem. Gdyby The Last of Us wyszło z gamą błędów to by pogorszyło odbiór fabuły i świetnie stworzonych postaci? Wiadomo, że nie. Więc po co w takim razie dopracowywać gry, skoro i tak 95% osób tego nie doceni? Po co przesuwano premiery Wiedźmina 3, Driveclub i Watch Dogs skoro ludzie chcą te gry teraz i tylko się wściekają obsuwami zamiast się cieszyć, że twórcy chcą zrobić jak najlepszą grę? Odpowiedź jest jedna: niektórym nadal zależy na tym by stworzyć dopracowany produkt swoich marzeń, a nie tylko coś co się sprzeda. I za tych mocno trzymam kciuki.