Gdybyście zastanawiali się, co za potworek językowy znajduje się w tytule, spieszę z wyjaśnieniem. Chodzi o tzw. fotobombę, czyli zakłócenie fotografii poprzez pojawienie się jakiegoś obiektu w kadrze tuż przed wykonaniem zdjęcia. I takiego właśnie żartu dokonała tytułowa kometa.

Nieco ponad tydzień temu informowaliśmy, że TESS – Transisting Exoplanet Survey Satellite rozpoczął swoją misję. Urządzenie jest przeznaczone do odszukiwania egzoplanet, czyli tych planet, które znajdują się poza Układem Słonecznym. Podczas próbnego przeczesywania nieba, teleskop natrafił na przelatującą kometę. Zdarzenie miało miejsce 25 lipca a obiekt był wcześniej znany Amerykańskiej Agencji Kosmicznej.

Sytuacja okazała się idealną okazją do przestestowania możliwości TESS. Maszyna nie tylko udowodniła, że potrafi uzyskać ostry, satbilny obraz, lecz była w stanie objąć swoim „wzrokiem” szeroki zakres kosmicznej przestrzeni. Powstały film ukazuje kometę zwaną C/2018 N1 przelatującą w odłegości ok. 48 milionów kilometrów od Ziemi. Jest to niemal 130 razy większy dystans od tego, który dzieli naszą planetę od Księżyca.

Ciemne punkty widoczne na nagraniu, znajdujące się przed lecącym obiektem są artefaktami powstałymi w czasie konwersji wideo. Z kolei te jaśniejsze, widoczne w tle, są asteroidami. Dość przypadkowe zdarzenie doprowadziło do powstania całkiem interesującego materiału, dając przy okazji pokaz możliwości najnowszego teleskopu NASA. Biorąc pod uwagę, że jego przeznaczeniem będzie poszukiwanie życia pozaziemskiego, powinniśmy być spokojni o jakość badań.

[Źródło: gizmodo.com; grafika: NASA]

Tajemnicza siła wysyła w kierunku Ziemi fale radiowe

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!