WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Moto

Mercedes-Benz Klasa X 350 d – pickup klasy premium

Pickupy to auta, które mają przede wszystkim pracować. Ale jak to, samochód typowo roboczy, a jednak… luksusowy? Czy to ma sens? Oto Mercedes-Benz Klasa X 350 d. Warto poznać ten model, ponieważ już wkrótce nie będzie już dostępny w ofercie tego producenta. Przekonajmy się, czy można połączyć luksus z funkcjami typowo roboczymi. 

Nie wiem jak Wam, ale mi od zawsze auta z nadwoziem pickup kojarzyły się zawsze z amerykańską, dużą farmą. To tam “szalały” Dodge Ram’y, Toyoty Tundra, czy Fordy F-Series. Oczywiście to nie znaczy, że pickupy są w Europie nowością. Nic bardziej mylnego, ponieważ można je od dawna spotkać na starym kontynencie. Mowa tu między innymi o Volkswagenie Caddy. Mało tego! Również Polska miała swoje pickupy, do których zalicza się Syrena R-20, czy choćby Polonez Truck.Wróćmy jednak do bohatera tego tekstu, którym jest Mercedes-Benz Klasa X 350 d. To dość specyficzne auto, ponieważ jak już na początku zaznaczyłem, tego typu pojazdy służą głównie do pracy. A tu, mamy samochód, który przez wielu nazywany jest pickupem premium. Skoro przedsiębiorcy do pracy potrzebują czegoś, co będzie spełniało ich wymogi, a przy okazji nie będzie drogie, to po co kupować Klasę X? Jest to przecież, jakby nie patrzeć Nissan Navara, tylko w trochę bardziej ekskluzywnej obudowie. 

Mercedes-Benz Klasa X z zewnątrz. Chrom, chrom i jeszcze raz chrom.

Osoby znające temat już na pierwszy rzut oka mogą dostrzec nawiązania do bliźniaczego modelu produkowanego przez Nissana, czyli Navary. Wcale mnie to nie dziwi. W końcu jest to pojazd zbudowany właśnie we współpracy z aliansem Renault-Nissan. O ile jednak francusko-japoński pickup wygląda… normalnie (to chyba z racji tego, że jego wygląd praktycznie nie zmienił się od 2014 roku), o tyle przyglądając się Klasie X widać rzeczywiście te “smaczki”, które sugerują, że mamy do czynienia z marką premium. Chodzi mi tu przede wszystkim o ogromny wręcz grill, z wielkim logo Mercedesa czy bardzo ładne reflektory przednie nachodzące na nadkola. Nie zabrakło chromu. Tego typu wstawki znajdziemy między innymi w klamkach drzwi i klapy bagażnika. Mało tego! Producent wstawił cały chromowany zderzak przedni, jak i tylny. Srebrny jest też próg, który ułatwia wsiadanie do tego wysokiego auta. Ciekawie wyglądają również reflektory tylne. Ustawiono je w pionie. Ich projekt może się podobać. Fajnym dodatkiem jest też orurowanie nad przestrzenią bagażową. Szkoda, że nie umieszczono jej również na przednim zderzaku. Całość komponowałaby się wręcz wzorowo i iście amerykańsko. Rzecz jasna, Mercedes nie zapomniał o dużych (w tym przypadku 18-calowych) felgach aluminiowych. Na przednim nadkolu umieszczono informację o tym, że pod maską umieszczony jest V6 Turbo. Rzecz jasna jest to chromowana wstawka. Jak widać, producent przyłożył dużą wagę do tego, abyśmy patrząc na Klasę X widzieli auto premium. 

Wnętrze Mercedesa Klasy X. Niby luksusowe, a jednak po bliższym spotkaniu można czuć niedosyt

Na pierwszy rzut, wsiadając do Mercedesa Klasy X możemy zapomnieć, że jest to przecież typowy “wół roboczy”. To za sprawą wielu nawiązań do innych modeli tego producenta. Mamy więc bardzo ładną kierownicę, a tuż za nią czytelne zegary. Fajnie wyglądają nawiewy, które układają się w formę litery X. Przynajmniej ja to tak obrazuję. Ekran, chociaż niewielki, to jednak w miarę czytelny. Do jego obsługi służy umieszczony tuż za drążkiem skrzyni biegów joystick z panelem dotykowym. Opcja ta również znana jest z innych, osobowych modeli, choćby GLE, E-Klasy itd. Skórzane fotele są wygodne (regulowane automatycznie) i oferują podgrzewanie w dwóch trybach.

Nie podoba mi się jednak przycisk do regulacji podgrzewania, który to jest żywcem przeniesiony z aut Nissana. Mamy więc z jednej strony nowoczesność i luksus Mercedesa, a z drugiej strony przycisk pamiętający lata 90-te, który jest bardzo tandetny i nie pasujący w zupełności do Klasy X. Tuż pod panelem dwustrefowej klimatyzacji umieszczono szereg przycisków odpowiadających za uruchamianie trybów napędów. Mamy również asystenta zjazdu z góry, czy blokadę dyfra. Możemy także uruchomić specjalne tryby jazdy (w tym typowo – terenowy). Odpowiada za to przełącznik umieszczony na wspomnianym wcześniej panelu dotykowym, który znajduje się tuż za drążkiem skrzyni biegów. 

Komfort podróżowania jak w roboczym pickupie, czy komfortowym SUV-ie?

Wszystko zależy od tego, jak na to patrzymy. Z jednej strony Mercedes-Benz Klasa X oferuje wysoki jak na pickupa komfort jazdy. Z drugiej jednak, jeśli chcemy jeździć tego typu autem i czuć wygodę podczas długich podróży lepszym wyborem będzie Volkswagen Amarok, któremu pod tym względem bliżej do SUV-a niż pickupa. O ile kierowca, jak i pasażer podróżujący z przodu w Klasie X nie będą mieli na co narzekać, o tyle osoby na tylnej kanapie mogą marudzić na ilość miejsca na nogi. Klimatyzacja dwustrefowa pracuje bezbłędnie. W tunelu środkowym poprowadzono dodatkowe wyjście wentylacji – to duży plus. Fotele przednie nagrzewają się błyskawicznie. System audio nie gra idealnie, ale w końcu jest to auto użytkowe. W przypadku wyciszenia – nie jest źle, ale przy wyższych prędkościach szum wiatru może dokuczać. Na pewno nie będziecie się irytować na dźwięk silnika. Pomimo, że jest to diesel, V6-tka pracuje bardzo fajnie. Szczególnie na niskich obrotach brzmi jak ciężarówka. Tak czy inaczej, nikt wysokim pickupem raczej nie będzie szalał po drogach, dlatego do około 100 – 120 km/h nie ma problemu tym, by rozmawiać w aucie bez konieczności podniesienia głosu. 

Czy Mercedes-Benz Klasa X radzi sobie w terenie?

Dziwne byłoby, gdyby sobie nie radził, skoro ma napęd na cztery koła z możliwością blokady. Oczywiście pickupy w typowym offroadzie nie są idealne. To za sprawą długości nadwozia. Przy stromych podjazdach lub zjazdach może być kłopot, ponieważ auto po prostu… zawiśnie. Tak czy inaczej, kąt natarcia wynoszący 29 stopni, a zejścia 20 stopni wypada bardzo dobrze. Prześwit, jaki oferuje Klasa X wynosi nieco ponad 20 centymetrów. Wygląda to bardzo dobrze i w praktyce sprawdza się rewelacyjnie. Niestety nie wjechałem w mocniejszy (czyt błotnisty) teren, ponieważ podczas testów na piachu bohater artykułu z racji typowo szosowych opon miał kłopot przy podjazdach na górę. Jeśli jednak założymy typowo terenowe opony M/T lub A/T można śmiało próbować możliwości Klasy X. Mocy zdecydowanie nie braknie. 

Silnik V6 diesla i 7-biegowy automat – połączenie wręcz idealne

Swego czasu miałem okazję jeździć Mercedesem Klasy X w wersji 250 d. Pracował tam motor o pojemności 2,3. Generował 190 KM i 450 Nm momentu obrotowego. Niby sporo, aczkolwiek miałem spory niedosyt. Klasa X 350 d oferuje 3-litrowy silnik V6, który generuje 258 KM i 550 Nm momentu obrotowego. Auto do setki przyspiesza w 7,9 sekundy. Motor współpracuje z 7-biegowym automatem, który płynnie zmienia biegi. Połączenie to podczas codziennej, spokojnej jazdy spala 7 – 8 litrów oleju napędowego na setkę. W mieście musimy liczyć się z wynikiem rzędu 12 litrów, bądź nawet 16 przy dynamicznym poruszaniu się. Z kolei w terenie pickup ten spalił około 10 litrów. Według mnie przy masie rzędu 2,3 tony jest to spalanie do zaakceptowania. Zbiornik paliwa ma 73 litry. Oznacza to, że na pełnym baku możemy pokonać około 700 – 800 kilometrów.

Również w przypadku prowadzenia nie mamy na co narzekać. Jedynym problemem będzie niewielki promień skrętu, który to sprawia, że parkowanie Klasą X nie należy do najłatwiejszych. Pomaga natomiast system kamer 360 i czujniki parkowania. Tak czy inaczej, auto prowadzi się pewnie, kierownica dobrze przekazuje informacje z osi przedniej. Oczywiście nie ma co wchodzić agresywnie w zakręty, ponieważ Klasa X nie jest od tego. W takiej sytuacji może nas po prostu wyrzucić z drogi. Fizyki nie oszukamy. Jeśli jednak chcielibyście dowiedzieć się z jaką prędkością maksymalną pojedzie bohater testu już podpowiadam. 205 km/h, aczkolwiek tyle nie próbowałem. 

Mercedes-Benz Klasa X w pracy

Nie można przeoczyć najważniejszej części pickupa, a więc przestrzeni ładunkowej. Przede wszystkim możemy wybrać jeden z trzech wariantów. Pierwszy z nich to “paka” otwarta. Drugi, tak jak w testowanym aucie zamknięta do krawędzi przestrzeni ładunkowej. Trzeci natomiast oferuje dodatkową “kabinę”. Chodzi o zabudowanie przestrzeni aż po sam dach. Uważam, że ostatnia opcja jest najbardziej rozsądną, ponieważ dzięki temu bagaże, bądź też towar będą dobrze chronione – zarówno od warunków atmosferycznych, jak i… złodziei. Rzecz jasna, gdy potrzebujemy przewieźć coś wyższego wtedy można obudowę zdjąć. Przestrzeń ładunkowa ma 1581 mm długości i 1560 mm szerokości. Jej wysokość wynosi 475 mm. Największym atutem jest rzecz jasna ładowność, która wynosi nieco ponad tonę. Aby łatwo zobrazować wielkość “paki”, wystarczy sprawdzić rozmiar jednej europalety. Zmieści się ona bez problemu. Ba! Zostanie jeszcze sporo miejsca. Wnętrze skrzyni ładunkowej obudowano chropowatym plastikiem. Nie jest on podatny na uszkodzenia, a to ważne w przypadku aut użytkowych. 

Podsumowanie testu

Mercedes-Benz Klasa X to pickup z “krwi i kości”. Różni się od przykładowo Mitsubishi L200, czy nawet Nissana Navary tym, że oferuje znacznie większy komfort podróży. O prestiżu marki nie wspominam. Mercedes wymyślił sobie, że stworzy pickupa premium i słowa dotrzymał. Niestety wyniki sprzedaży szybko pokazały niemcom, że rynek takiego auta nie potrzebuje. Daimler kończy sprzedaż Klasy X zaledwie po dwóch latach produkcji. Jest to więc najkrócej sprzedawany model w gamie tego producenta. Kolejnym powodem jest koniec współpracy marki z aliansem Renault-Nissan, a to przecież na Navarze opiera się Klasa X. Ceny nie zachęcają do zakupu niemieckiego pickupa. Podstawowa cena to blisko 170 tysięcy brutto. Bohater testu został wyceniony na blisko 300 tysięcy złotych co za pickupa jest kwotą wręcz ogromną. Dla porównania Navarę w bogatej wersji kupimy za około 160 tysięcy złotych. Jest różnica, prawda? Tak czy inaczej, jeśli miałbym kupować niemieckiego pickupa to tylko i wyłącznie z V6 pod maską. Innej opcji nie brałbym pod uwagę.

Kto więc kupi Klasę X? Ktoś, kto ma bardzo, ale to bardzo dobrze prosperującą firmę i chce to pokazać konkurencji. Mówi to przecież przysłowie – bez gwiazdy nie ma jazdy. Ta ogromna na masce pokaże wszystkim, że to my jesteśmy ludźmi sukcesu. Wygląd pickupa Mercedesa oraz komfort jazdy jaki oferuje sprawia, że możemy go używać również na co dzień. Jeśli zechcemy zjechać z asfaltu – żaden problem. Tylko, że właściwości terenowe oferuje każdy sprzedawany w Polsce pickup.