Reklama

Popularna metoda identyfikacji nosicieli SARS-CoV-2 jest niemal bezużyteczna

Sprawdzanie temperatury przed wejściami do fabryk, lotnisk czy galerii handlowych to w ostatnich miesiącach dość powszechna praktyka. Tego typu działania mają prowadzić bowiem do wykrywania potencjalnych nosicieli koronawirusa.

Jednym z objawów COVID-19 jest przecież podwyższona temepratura. Wydawać by się więc mogło, że identyfikacja osób z tego typu objawami powinno być przydatne w kontekście walki z pandemią. Nic bardziej mylnego. Tak przynajmniej wynika z artykułu opublikowanego na łamach Travel Medicine and Infectious Disease.

Jego autorzy opisali sytuację, w której sprawdzano temperaturę ciała niemal 100 mężczyzn, u których wcześniej potwierdzono zakażenie koronawirusem. Okazało się, że – szczególnie w przypadku osób w wieku od 18 do 25 lat – poszukiwanie objawów gorączki jest w zasadzie bezcelowe. Wspomniani mężczyźni byli członkami Szwajcarskich Sił Zbrojnych, a badacze monitorowali temperaturę ich ciała dwukrotnie każdej doby przez 14 dni.

Czytaj też: Co wiadomo nt. bezobjawowych nosicieli koronawirusa SARS-CoV-2?

Faktycznie, początkowo u kilku chorych występowała gorączka, ale po mniej niż tygodniu objaw ten u nich zniknął. Po pięciu dniach od postawienia diagnozy, żaden z nosicieli nie miał gorączki, mimo że w jego organizmie nadal namnażał się SARS-CoV-2. Naukowcy doszli zatem do wniosku, że badania przesiewowe skupiające się na pomiarach \ temperatury ciała są w dużej mierze nieskuteczne. A już na pewno wśród młodszych osób.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News