WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Nauka

Walka z nałogowym paleniem stanęła w miejscu i wymaga zmian

Walka z nałogowym paleniem trwa na świecie od lat. Ale w ostatnim czasie spadek osób palących zatrzymał się. Niezbędne są nowe rozwiązania i promocja mniej szkodliwych sposobów dostarczania nikotyny do organizmu. Tym zajmie się Międzynarodowe Stowarzyszenie Ograniczania Palenia i Redukcji Szkód – SCOHRE.

To nie nikotyna zabija palaczy

Nałogowi palacze nie są wcale uzależnieni od dymu papierosów. Uzależnia ich nikotyna. Ale obok niej do płuc palacza trafia ok 7 tys. różnych substancji. Z czego 93 z nich są toksynami, a 70 to szkodliwe związki rakotwórcze. Taki mały bonus, który zabija obecnie 2/3 palaczy. Ich liczba w ostatnim czasie spadała, ale… przestała.

Za 5 lat palić będzie tyle samo osób co dzisiaj

Organizacja SCOHRE została powołana przez 40 lekarzy z 21 państw. Ma swoją siedzibę w Brukseli i zajmuje się propagowaniem walki z nałogowym paleniem oraz apeluje do rządzących o wspieranie stosownych programów edukacyjnych. W organizacji zasiada dwóch Polaków – prof. dr hab. n. med. Piotr Kuna, pulmonolog oraz prof. dr hab. n. med. Andrzej Fal, alergolog i specjalista w zakresie zdrowia publicznego.

Choć w ostatnich latach liczba palaczy sukcesywnie spadała, spadek został zahamowany. SCOHRE alarmuje, że dzisiaj papierosy pali ok miliard osób na całym świecie. Za pięć lat liczba ta wyniesie… miliard osób. O ile polityka walki z nałogiem pozostanie niezmieniona.

Nałogowi palacze potrzebują pomocy. Również medycznej

SCOHRE zwraca uwagę na kilka problemów, z którymi rządzący powinni się uporać. Przede wszystkim, nałogowym palaczom trzeba pomóc. W myśl aktualnych przepisów nie są oni objęci wsparciem medycznym. Organizacja jest zdania, że żadne państwo nie może zrezygnować z leczenia osób chorych. Nawet w przypadku, kiedy sprawa dotyczy osób odpornych na farmakoterapię.

Kolejnym postulatem jest wsparcie alternatywnych metod dostarczania nikotyny do organizmu. Szczególnie osoby palące wiele lat nie mogą tak zwyczajnie z dnia na dzień przestać dostarczać organizmowi nikotynę. Przypomina mi to historię mojego dziadka. Po prawie 50 latach palenia lekarz, ze względu na problemy z płucami, nakazał mu ograniczenie zadymiania swojego organizmu. Zaznaczył jednak, że pod żadnym pozorem nie może przestać palić od razu, bo zwyczajnie tego nie przeżyje. W takich sytuacjach niezbędne jest wsparcie alternatywnych metod dostarczania nikotyny.

Ceny papierosów w górę, ceny alternatyw w dół. Plus odpowiednia edukacja

Jak zaznaczają eksperci ze SCOHRE, ceny papierosów powinny rosnąć. Do możliwie jak najbardziej zaporowych dla palaczy kwot. Dzięki temu palacze będą mniej skłonni je kupować. I może rzucą. A ja nie rzucą, to może chociaż skierują się w stronę mniej szkodliwych (i tańszych od papierosów) przebadanych alternatyw: podgrzewaczy tytoniu oraz e-papierosów. Pamiętacie jeszcze te 7 tys. różnych substancji z papierosów? W aerozolu z takiego podgrzewacza tytoniu jak IQOS jest ich około 530, przy czym ich stężenie jest zredukowane średnio o 90% porównaniu z dymem z papierosa. Idealnie nie jest, ale niezależne od przemysłu tytoniowego badania pozwalają wysnuć wniosek, że są to lepsze i mniej szkodliwe metody dostarczania organizmowi nikotyny niż papierosy.

Dlatego też zdaniem SCOHRE powinno się nie tylko ułatwiać dostęp do mniej szkodliwych alternatyw, ale dodatkowo edukować w tym zakresie. Nie każdy palący wie, że istnieją bezpieczniejsze środki od klasycznych papierosów.

Palących nie jest łatwo przekonać do porzucenia nałogu. Mam wrażenie, że palenie papierosów jest w pewien sposób już zakorzenione w naszej cywilizacji i wygranie z tym jest już w zasadzie niemożliwe. Ale skoro są dostępne mniej szkodliwe alternatywy, to do czasu wymyślenia czegoś, co szkodzić będzie w jeszcze mniejszym stopniu, trzeba je wspierać za wszelką cenę.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News