NASA wykorzystuje krążące nad Ziemią satelity do wykrywania źródeł epidemii cholery szalejącej w Jemenie. Dzięki danym z tych urządzeń specjaliści są w stanie zapobiec dalszemu rozprzestrzenianiu choroby.

Metoda zastosowana przez amerykańską agencję nie jest bynajmniej czymś nowym. Już w 1854 roku na podobnych zasadach działał brytyjski lekarz – John Snow. Zbieżność imienia i nazwiska z jednym z bohaterów Gry o Tron jest  przypadkowa, jednak londyński Snow stał się niemałym bohaterem dla miejscowej ludności. Zapisywał on bowiem lokalizacje osób chorujących na cholerę podczas epidemii, by ostatecznie dojść do jej źródła. Dzięki jego analizom udało się zatrzymać rozwój choroby poprzez zamknięcie zanieczyszczonego bakteriami miejskiego ujęcia wody.

Teraz, ponad 160 lat później, NASA używa podobnej metody, choć na znacznie większą skalę. Różnica polega na tym, że współcześni specjaliści są w stanie przewidzieć, gdzie może dojść do ataku cholery. Aby tego dokonać, naukowcy wykorzystują dane środowiskowe, takie jak ilość opadów, temperatura powietrza i poziom wody. Dzięki takim informacjom udało się uzyskać 92-procentową skuteczność w przewidywaniu kolejnych skupisk choroby.

Niestety podczas trwającej w tym roku pory deszczowej na terenie Jemenu nie udało się w porę użyć prognoz przygotowanych przez NASA. Specjaliści mają nadzieję, że w kolejnych miesiącach ratownicy wykorzystają ich informacje do zwalczenia choroby wywoływanej przez bakterię Vibrio cholerae.

[Źródło: popularmechanics.com; grafika: West Viriginia University]

Odkryto nowy szczep wirusa Eboli

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej