Test Oppo Enco X. Miodne połączenie ze szczyptą dziegciu

Test Oppo Enco X, Enco X, Oppo Enco X, test Oppo Enco X, recenzja Oppo Enco X, test Enco X, recenzja Enco X,

Trend tworzenia własnych słuchawek przez producentów smartfonów dostrzegamy już od dawna, więc nic dziwnego, że wśród Samsunga, Huawei, czy Xiaomi znalazło się również Oppo. Dziś mam więc przyjemność zaprosić Was na test słuchawek Oppo Enco X w wersji białej. 

Pudełko i dołączone wyposażenie

Nie wiem, skąd to się wzięło, ale za każdym razem, kiedy trafiają do mnie słuchawki od wspomnianych producentów, już na samym początku nastrajają do siebie pozytywnie przez świetnej jakości… pudełko. Właśnie tak – samo pudełko, które w przypadku Oppo Enco X może wręcz zachwycić. Nie przez samą obwolutę, a to, co się pod nią kryje, czyli twardy solidny karton otwierany poprzez podniesienie wieczka ozdobionego skromnie, ale imponująco, bo z udziałem srebrnych akcentów podatnych na refleksy świetlne. 

Kiedy już pozbędziemy się wieczka, naszym oczom ukaże się saszetka z informacje co do bezpieczeństwa oraz instrukcja obsługi w 12 językach, wśród których nie zabrakło języka polskiego. Poniżej zobaczymy zabezpieczone folią słuchawki w etui oraz dwie pary dodatkowych gumek (rozmiar L i S) nie w jakimś tam woreczku, a na małej tacy z wypustkami. Pod nimi czeka na nas krótki przewód USB-C do USB-A w stosownym kartoniku. 

Czytaj też: Test Mu6 Ring, czyli sportowych słuchawek otwartych

Etui Oppo Enco X

Zacznijmy może od tego, co będzie pozostawać głównie w naszej kieszeni, czyli samego etui ładującego. To przyjmuje tradycyjną formę zaokrąglonego, „płaskiego jajka” z klapką na boku i z łatwością mieści się nawet w drobnej dłoni, czy kieszeni. W wersji białej posiada na brzegach srebrną metalową wstawkę, która wizualnie łączy się z wykończeniem zawiasu, w którego środku słuchawki Oppo Enco X przypominają o tym, że zostały opracowane we współpracy z Dynaudio.

Test Oppo Enco X. Miodne połączenie ze szczyptą dziegciu

Elementy etui Oppo Enco X uzupełnia port USB-C na podstawie, dioda informacyjna i przycisk funkcyjny z krawędziami wykończonymi na połysk. Jego (połysk) z kolei modelowi zdecydowanie nie brakuje, bo został wykonany ze „śliskiego plastiku”, czyli tego typu Glossy. Po otworzeniu etui (mechanizm sprawdza się świetnie i przyjemne „trzaska” przy zamknięciu) zobaczymy typowe dwie wnęki z dobrze dobranymi magnesami (słuchawki nie latają na boki, ale też pozwalają się łatwo wyciągnąć), które skrywają styki ładujące. 

Wady? Obiektywnie dwie, bo samo etui Enco X przynajmniej w przypadku mojego egzemplarza dręczył lekki problem z dopasowaniem jednej krawędzi. Chociaż zawias sprawiał wrażenie nieuszkodzonego, to przy łączeniu klapki z korpusem występowało około jednomilimetrowe przesunięcie, które dało się skorygować siłą. Obejrzyjcie zresztą sami, wsłuchując się przy okazji w charakter działania zawiasu. 

Druga wada jest już nieco mniej denerwująca, ale warto o niej wiedzieć, bo Enco X wprawdzie cechuje certyfikat IP54, ale tego samego nie można powiedzieć o etui, które nie jest odporne na działanie wody i kurzu.

Słuchawki Oppo Enco X

W przypadku słuchawek mamy do czynienia z tym samym materiałem, którego wykorzystano do stworzenia etui, czyli śliskim. Obie wkładki douszne z charakterystycznym „pałąkiem” wykonano z trzech części tworzywa sztucznego, z czego dwie z nich budują cały korpus, a trzecia na zewnętrznej stronie pałąka jest panelem dotykowym. Całość wieńczą w przypadku białej wersji półprzezroczyste gumki z silikonu o dosyć matowym wykończeniu. Szkoda, że w zestawie zabrakło przynajmniej jednej wersji z pianki.  

Test Oppo Enco X. Miodne połączenie ze szczyptą dziegciu

Na pokładzie obu słuchawek znalazło się sporo elementów, bo wspomniany panel dotykowy, aż trzy mikrofony, srebrna siateczka dla membran i ukryty również za siatką (już gęstszą) czujnik tego, czy słuchawki są aktualnie w uszach. Na zakończeniu obu pałąków znalazły się z kolei styki odpowiadające za ładowanie w etui, a jeśli interesuje Was dokładne rozmieszczenie mikrofonów, to ten odpowiadający za zbieranie naszego głosu podczas rozmów trafił na wierzchołek pałąków, a dwa związane z ANC kolejno na górnej części pałąka i przy siatce głośnika.

Chociaż Oppo Enco X wyglądają elegancko, choć niekoniecznie specjalnie innowacyjnie, to jeśli przyjrzymy się im bliżej, rzucą nam się w oczy krawędzie łączeń poszczególnych elementów. Subiektywnie przyznam też, że zastosowane tworzywo sztuczne kompletnie do mnie nie przemawia, ale to już kwestia preferencji, bo osobiście wolę, jeśli stosuje się matowe, a nie „śliskie” wykończenie. Te w moich oczach wygląda dobrze wyłącznie w postaci skromnych akcentów. 

Funkcje Enco X

Przygodę z Enco X warto rozpocząć od przewodowego, lub bezprzewodowego naładowania (standard Qi) 535 mAh akumulatora etui i 44 mAh akumulatora słuchawek (trwa to do 110 minut), podczas czego możemy zadbać o pozostałe kwestie „przygotowania” do użytkowania. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zapoznać się z nimi od razu po rozpakowaniu. Warto jednak rzucić okiem na instrukcję i poznać szczegóły tego modelu, których jest sporo. 

Test Oppo Enco X. Miodne połączenie ze szczyptą dziegciu

Po pierwsze, jeśli nie macie konkretnych smartfonów Oppo, możecie pożegnać się ze wsparciem kodeka LHDC i szybkim parowaniem, co warto odnotować przy zakupie. W pozostałych kwestiach możecie jednak liczyć na to samo – nie ważne, czy macie Xiaomi, czy Samsunga. Mowa o szybkim przełączaniu się między dwoma urządzeniami i aplikacji HeyMelody, w której zaktualizujemy firmware słuchawek, podejrzymy poziom ich naładowania, przeprowadzimy test dopasowania gumek i podmienimy funkcje paneli dotykowych. 

Te operują na dwukrotnym i trzykrotnym stuknięciu, jak również przytrzymaniem palca na panelu przez jedną lub 3 sekundy z rozróżnieniem na obie słuchawki. W przypadku podwójnego stuknięcia możecie wybrać opcję odtwarzania/pauzy oraz następnego/wcześniejszego utworu. Trzykrotne stuknięcie, to już tylko aktywacja asystenta, a przesunięcie góra-dół po pałąku, może odpowiadać albo za regulację poziomu głośności, albo wspomnianą zmianę utworów. Przytrzymanie palcem przez sekundę pozwala wybrać między dwoma trybami (bez ANC, przepuszczanie dźwięku z otoczenia, lekkie ANC, maksymalne ANC) i przełączać się między nimi, co jest sygnalizowane łatwym do rozpoznania efektem dźwiękowym. Z kolei to długie przytrzymanie palcem umożliwia przełączanie się między dwoma ostatnio podłączonymi urządzeniami.

Czytaj też: Test Logitech G333. Pierwsze gamingowe słuchawki douszne Logitech

Warto jeszcze wspomnieć, że Enco X można używać również z jedną słuchawką w uchu, a wspomniany na początku czujnik szybko reaguje na wyciąganie/wciskanie słuchawek do uszu, co zatrzymuje lub wznawia odsłuch. Możecie mieć pewność, że uwolnicie się od opóźnień obrazu względem dźwięku podczas oglądania filmów, dzięki Bluetooth 5.2, które po wyciągnięciu słuchawek z etui błyskawicznie wznawia połączenie. 

Wrażenia z użytkowania Oppo Enco X 

Pierwsze chwile po wsadzeniu Enco X do uszu przynoszą na wskroś pozytywne emocje, bo o ważących niespełna 5 gramów słuchawkach szybko zapominamy. Dzięki konstrukcji z gumką możemy mieć pewność, że będą trzymać się w kanale słuchowym pewnie i zapewniać zarówno wysoką jakość dźwięków, jak i lepszą skuteczność wygłuszania hałasu z otoczenia. W moim przypadku przy wykorzystaniu standardowych gumek w rozmiarze M Enco nie wypadały z uszu w ogóle, nawet podczas uprawiania sportu, choć wtedy pot sprawiał, że śliski plastik stawał się jeszcze bardziej śliski, co nieco irytowało. 

Test Oppo Enco X. Miodne połączenie ze szczyptą dziegciu

Przechodząc już do tego, co najważniejsze i co według mnie jest największą zaletą Enco X, musicie wiedzieć, że wewnątrz obu słuchawek znajduje się połączenie dwóch przetworników (dynamicznego 11 mm i membranowego 6 mm), z których jeden zajmuje się wysokimi częstotliwościami, a drugi średnimi i niskimi, zapewniając nam najnowszy system dźwięku DBEE 3.0.

Test Oppo Enco X. Miodne połączenie ze szczyptą dziegciu

Nie ukrywam, że już przy pierwszym utworze szczęka nieco mi opadła, a powieki rozszerzyły. Enco X zaskoczyły mnie… w sumie wszystkim. Mówiąc ogólnie, jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że przy pierwszym kontakcie z tym modelem każdy z Was poczuje to samo. W jego brzmieniu wyróżnia się przede wszystkim nacisk na wysokie tony, co czyni z nieco brzmienie o zdecydowanie jasnym charakterze, które nie tłamsi jednocześnie pozostałych kwestii. Poszczególne tony nie nachodzą na siebie, dynamice trudno cokolwiek zarzucić, jak zresztą szczegółowości średnicy, ale mogę dać uciąć sobie rękę, że ciepły, ale nieco przygaszony charakter basu nie wszystkim przypadnie do gustu. 

W praktyce na Enco X słuchało mi się świetnie twórczości Archive, Pink Floyd (w tym przypadku eliptyczna, zwężona scena muzyczna nieco denerwowała), Manchester Orchestra, czy altj-J, ale najlepszy efekt zawsze uzyskiwałem przy utworach, gdzie dominował wysoki, damski głos, jak np. w utworach Agnes Obel, czy The Do (na czele z Dust It Off). Ciężki rock i metal przynajmniej moim zdaniem z Enco X wypadał bez rewelacji, a audiobooki słuchało się na wskroś przyjemnie, ciesząc się szczegółową średnicą.

Test Oppo Enco X. Miodne połączenie ze szczyptą dziegciu

Skuteczność ANC można ocenić na celujący z minusem, bo przy dobrej pasywnej izolacji Enco X pozwalały wyeliminować głośne dźwięki z otoczenia niskich częstotliwości (zupełnie wyciszały głośnie pracującego laptopa, czy kartę graficzną), to jego aktywacja niezauważalnie tłamsi brzmienie. Sprawia bowiem, że staje się ciemniejsze.

Jeśli z kolei o baterię idzie, to naładowanie słuchawek od zupełnego wyczerpania trwa niespełna 40 minut po włożeniu ich to etui, co podkrada temu magazynowi energii około 25%, gwarantując Wam do czterech ładowań. Jako że u mnie Enco X na jednym ładowaniu wytrzymały cały dzień 8-godzinnej pracy z małymi przerwami i w mieszanym trybie działania, mogę ocenić ich wytrzymałość na nie sugerowane 5 godzin, a dobre 6 godzin. 

Test Oppo Enco X – podsumowanie

W chwili pisania tego testu słuchawki te można kupić za 735 zł, ale znajdziemy znacznie więcej ofert za 799 złotych, co jest wysoką ceną. Chociaż osobiście nie jestem fanem tego typu „designerskich” Apple-podobnych słuchawek, to przez modele pokroju Enco X zaczynam patrzeć na nie z małym zainteresowaniem. Zwłaszcza że Oppo zapewniło nam na rynku świetny powiew świeżości pod kątem wysokiej jakości, niespotykanego za często brzmienia, które z mainstreamowego grania zwłaszcza basem, sięgnęło po na wskroś jasny charakter. 

Test Oppo Enco X. Miodne połączenie ze szczyptą dziegciu

Dźwięk jest w mojej ocenie najważniejszą cechą, przemawiającą za Enco X, jak również skuteczność trybu ANC, ogólna wygoda, solidny pokład baterii, ciekawa aplikacja i możliwość dostosowania funkcji sterujących. Co do wad, sprawa jest nieco zagmatwana, bo tego typu niedopasowanie w etui można zrzucić na bakier egzemplarza testowego, a co do samego materiału, jest to już kwestia na wskroś subiektywna i zależna od Waszych preferencji.