WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Outriders – grałem w nową grę studia People Can Fly. I już wiem, że ją kupię!

Outrisders to gra polskiego studia People Can Fly. Trzeciego najważniejszego towaru eksportowego obok CD Projekt i Techlandu. Gra nie jest innowacyjna, powiela masę schematów, ale wciąga, jest ciekawym miksem gatunków i przede wszystkim bawiłem się przy niej genialnie. I nie jestem w tym zdaniu odosobniony.

Outriders to… chyba głównie strzelanka?

Outriders gameplay pierwsze wrażenia

Jasne scharakteryzowanie Outriders nie jest proste. Lecąc stereotypowo, po przyjrzeniu się fragmentowi rozgrywki, to typowa strzelanka z widokiem z perspektywy trzeciej osoby. Ot lecimy przed siebie i prujemy z czego się da do hordy wrogów.

Ale mamy tu również elementy RPG. I to całkiem konkretne, bo mamy trzy klasy postaci, pełen ekwipunek, drzewka rozwoju umiejętności, a nawet dialogi z opcjami rozmowy do wyboru. Także nie ma co oceniać gry po opakowaniu.

Fabuła jest. Nawet niezła choć trąci Andromedą

Outriders gameplay pierwsze wrażenia
Enoch po wylądowaniu. Zielono, motylki, normalnie Mazury

Już sam opis fabuły Outriders od razu zapala w głowie lampkę – Mass Effect: Andromeda. No Andromeda jak nic! Ziemia zniszczona wojnami i zmianami klimatu. W roku 2159 w kosmos wylatują dwa wielkie statki, zapakowane po brzegi sprzętem oraz komorami kriogenicznymi. Po 80 latach statki lądują na planecie Enoch, która ma być nadzieją na ocalenie Ziemian. Jak nic Andromeda!

Na planetę schodzimy jako Outrider. Członek elitarnej jednostki o tej samej nazwie, ale w liczbie mnogiej, z „s” na końcu. Nie jak pewien słynny Jarosław bez „s”. Wraz z resztą sporej ekipy mamy się rozejrzeć po powierzchni planety i zbadać źródło tajemniczego sygnału. W trakcie poszukiwań zaskakuje nas przepotężna burza jakiej Ziemia nigdy nie widziała oraz atak wielkiej, agresywnej miejscowej zwierzyny. Następnie w wyniku, nazwijmy to małego konfliktu, nasz bohater zostaje ranny oraz potraktowany tajemniczą błyskawicą. Aby przetrwać zostaje zamknięty ponownie w komorze kriogenicznej i budzi się za 30 lat. Na tej samej planecie, ale w zupełnie innym świecie.

Outriders gameplay pierwsze wrażenia
I tyle było z Mazur po tym jak pensjonariuszom sanatorium zabrali budyń do obiadu

Wokół świat rodem z Mad Maxa. Chaos, anarchia, krew i nieskrępowana brutalność. Błyskawica, która ugodziła naszego bohatera to tzw. Anomalia. Niektórych zabija, niektórych zmienia w… to wszystko co nas będzie atakować, a niektórzy giną i odradzają się z dziwnymi mocami. W naszym przypadku wywołała ona przypływ nadludzkich mocy.

W nowym świecie musimy się odnaleźć oraz zbadać źródło tajemniczego sygnału, który jest nadawany nieprzerwanie od 30 lat, momentu lądowania na Enoch.

Nie jest to nic oryginalnego, ale przyznaję – wciągnąłem się!

Tworzymy postać i zaczynamy

Outriders gameplay pierwsze wrażenia

Grę zaczynamy od tworzenia postaci. Wybieramy płeć oraz personalizujemy wygląd. Opcji nie ma dużo, ale każdy znajdzie coś dla siebie. Ja miałem ułatwione zadanie, moja twarzy już znajdowała się w grze ;)

Outriders gameplay pierwsze wrażenia

Po przejściu epilogu połączonego z fabularyzowanym samouczkiem następuje wybór klasy postaci. Trickstera można określić mianem żywiołaka lodu. Sprawdza się zarówno do walki w zwarciu i dosłownie sieje spustoszenie na polu bitwy dzięki możliwości zatrzymania czasu i zamknięcia przeciwników w lodowej kopule. Jest też idealny do oskrzydlania rywala. Teoretycznie to postać właśnie do walki dystansowej, głównie za sprawą możliwości bardzo szybkiego poruszania się.

Outriders gameplay pierwsze wrażenia

Devastator ma coś z żywiołu ziemi. To typowy tank, wielki i ciężki, który brutalnie atakuje przeciwników. Świetny w zwarciu. Tę postać zobaczycie na naszym nagraniu w rozgrywce postacią męską.

Outriders gameplay pierwsze wrażenia

Pyromancer to władca ognia. Coś pomiędzy dwoma pozostałymi klasami. Umiarkowanie szybki, plujący ogniem gdzie tylko się da. Tę postać zobaczycie podczas naszej rozgrywki postacią kobiecą.

Outriders gameplay pierwsze wrażenia

Solo lub w drużynie. Co wypada lepiej?

Outriders gameplay pierwsze wrażenia

Kampanię możemy przechodzić samodzielnie lub w 3-osobowej drużynie. Przyznaję bez bicia, kompletny ze mnie laik jeśli chodzi o granie sieciowe. Nie wiem czy to nowe rozwiązanie, ale bardzo mi się spodobało. Otóż każdy gracz widzi osobne przerywniki filmowe, prowadzi własne dialogi, zakupy w sklepie itd. Cutscenki nie zostaną pominięte, jeśli cała drużyna się na to nie zgodzi. Za to już docelowa rozwałka to już praca wspólna.

W grupie na pewno gra się raźniej i więcej się dzieje. Nie skupiamy się tylko na eliminacji hord przeciwników, ale pomagamy partnerom i staramy się opracować wspólną taktykę. To znacznie urozmaica rozgrywkę. Strzelanie solo może być z czasem nużące, choć to już oczywiście kwestia gustu. Choć w grupie grało mi się naprawdę świetnie, to zawsze byłem zwolennikiem grania solo i pewnie tak też będą grać jak tylko gra trafi na rynek.

Nietypowa grafika cieszy oko, a dźwięki są bardzo dobre

Outriders gameplay pierwsze wrażenia

Outriders charakteryzuje się nietypową grafiką. Nie jest to pójście w stronę fotorealizmu. Mimo wszystko grafika jest bardzo szczegółowa. Kolory są utrzymanie w ciemnych, wręcz brudnych odcieniach, ale mimo wszystko można by je jeszcze delikatnie przyciemnić. Gra zyskałaby wtedy jeszcze cięższy klimat.

Pomimo szczegółowej grafiki gra działała bardzo płynnie, a spadki płynności były sporadyczne i niewielkie. Oczywiście konkretnie obciążało to komputer, który dyszał spod biurka gorącym powietrzem jak smok. Ale pamiętajmy, że to wczesna wersja gry, której daleko do finalnej optymalizacji.

Modele postaci są bardzo dobre. Poruszają się bardzo naturalnie, co też pozytywnie wpływa na sterowanie. Na filmie z rozgrywki zauważycie, że jeden z moich towarzyszy nienaturalnie się ślizga. To nie jest normalne. To błąd na wczesnym etapie produkcji, którego nie byliśmy się w stanie pozbyć. Co ciekawe, gracz sterujący postacią widział ją u siebie poruszającą się w pełni normalnie.

Dźwiękowo grze nie można nic zarzucić. Enoch żyje i słyszymy to zarówno w odgłosach natury, jak i rozmowach jej mieszkańców. A w trakcie wymiany ognia dosłownie wpadamy w środek rozwałki.

Jest The Division, jest Gears of War, jest fajnie!

Outriders gameplay pierwsze wrażenia
Ekwipunek jest dosyć rozbudowany

Podczas grania w Outriders wiele osób miało zbieżne zdania na temat gry – to wszystko już było! Fabuła z Mass Effecta, a rozgrywka to połączenia Gears od War i The Division. Przyklejamy się do zasłon jak w przeboju Microsoftu, a samo strzelanie oraz poniekąd ekwipunek to już niemal wypisz wymaluj gra Ubisoftu. Mamy tutaj też możliwość odegrania emotikonów/cieszynek rodem z Fortnite’a. Ten element twórcy gry mogli sobie darować…

Outriders gameplay pierwsze wrażenia
Drzewka umiejętności też są duże

Rozgrywka też przypomina The Division. Mamy coś na kształt bazy (nie wiadomo, czy będzie tylko jedna), w której przyjmujemy zadania, korzystamy ze sklepów i jesteśmy bezpieczni. Wychodząc na zewnątrz trafiamy do niebezpiecznego świata. Tutaj również możemy znaleźć NPC-ów, którzy mogą nam dać jakie zdanie. W udostępnionym fragmencie gry, wyjście z bazy wiązało się od razu z kolejnymi falami przeciwników. Choć miejsca, w których na spokojnie mogliśmy poszukać skrzynek ze ekwipunkiem oczywiście też występowały.

People Can Fly nie szuka sposobu na stworzenie koła na nowo i oferuje nam dobrze znane, ale też bardzo dobre elementy z innych tytułów. Wcale nie jest to wadą Outriders, bo zabawa jest naprawdę świetna. Więc teraz…

O wrażeniach z rozgrywki słów kilka

Outriders gameplay pierwsze wrażenia
A na obiad – Obcy z gryla!

Pacyfikowanie kolejnych wrogów jest w Outriders przyjemne. Bardzo! Strzelanie nie jest przy tym bezmyślne. Jedni wrogowie są lepiej opancerzeni, inni słabiej. Jedni strzelają z daleka, inni lecą na nas z toporami. Do tego strzały w głowę zadają więcej obrażeń. Trzeba ciągle kombinować, szukać osłon ociekać zza nich kiedy zbliża się do nas przeciwnik walczący wręcz. Ciągle tutaj coś się dzieje.

Walki z bossami to wyzwanie. W trakcie pokazu dostaliśmy dwóch. Pierwszy mniejszy, otoczony pomocnikami. I to było trudne. Robiliśmy do niego ładnych kilka podejść. Z jednej strony nacierają na nas przeciwnicy, z drugiej boss atakuje potężnymi atakami, które dosłownie fruwają dookoła nas, a jeszcze trzeba podnieść z ziemi konających sojuszników. Uff… trzeba było się narobić. Za to główny boss nie był już trudny, ale wymagający czasowo. Każdy z naszej trójki wpakował w niego pełne magazynki dwóch dostępnych broni i kończył starcie z nielimitowaną amunicją małego pistoletu. To było ładnych kilka minut ciągłego strzelania do jednego przeciwnika.

Drugie podejście do gry było znacznie prostsze. To zasługa tego, że nasze postaci były już na wyższym poziomie, a przeciwnicy na minimalnie niższym. Do tego mieliśmy znacznie lepszy ekwipunek. Tutaj już walka z pierwszym bossem była spacerkiem. Oczywiście lepsze skalowanie poziomów jest do dopracowania w finalnej wersji gry. Ciekawi mnie też jak będzie wyglądać poziom trudności w momencie, kiedy za takiego bossa zabierzemy się w pojedynkę.

Momentami czułem się też jak w walce z hordą zombie. Szczególnie kiedy zza zakrętu wybiega w naszym kierunku spora grupa przeciwników i strzelamy do nich niemal jak w World War Z. Ale takich sytuacji nie było dużo, a są przyjemną odmianą.

Pierwszy raz grałem klasycznie za pomocą myszki i klawiatury. Wstyd się przyznać, ale w ten sposób nie strzelałem w grze już dobre trzy lata(!). Ale było naprawdę przyjemnie. Sterowanie jest precyzyjne i intuicyjne. To jak jazda na rowerze. Drugie podejście z padem w ręce też było pozytywnym doświadczeniem. Najważniejsza dla mnie rzecz, czyli autocelowanie jest na szczęście mało inwazyjne (co można zawsze zmienić). Nie ma tutaj chamskiego prowadzenia za rączkę i domyślnego ustawiania celownika na głowie przeciwnika. Trzeba się trochę napracować żeby trafić, a odrzut mocno wyrzuca celownik w górę. Nie ma lekko. I dobrze!

Będę grał w grę! Outriders!

Outriders gameplay pierwsze wrażenia
Skutki działania sieci 5G na planecie Enoch

Pokaz Outriders zostawił we mnie ogromny niedosyt. Ja chcę więcej! Bo grało się naprawdę bardzo przyjemnie, a gra wciągnęła mnie na tyle, że na 120% kupię grę od razu po premierze. A to nastąpi stosunkowo niedługo, bo jeśli nic się nie zmieni, Outriders zadebiutuje pod koniec 2020 roku. I jeśli informacje zawarte w ustawieniach gry mówiły prawdę, pojawi się w wersji z polskim dubbingiem i napisami.

Z uzyskanych informacji wynika, że gra ma wystarczyć na aż 40 godzin zabawy. Z perspektywy miłośnika grania solo – jaram się! Koledzy od multiplayera podkreślali, że bardzo ważne będzie to, co gra zaoferuje po jej przejściu. Możliwość dalszej rozgrywki poza głównym wątkiem na pewno będzie bardzo istotna.

People Can Fly ma przed sobą na pewno jeszcze masę pracy. Ale gdyby gra wyszła w takiej formie w jakiej ją widziałem, to i tak na pewno znalazłaby masę fanów. Sprawiała wrażenie już bardziej dopracowanej niż wiele tytułów dostępnych na rynku.

Wygląda na to, że o kolejnej polskiej grze będzie głośno.