WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Publicystyka

Planszówkowe piekło

Michel Sorbet (BoardTimes/WojennikTV)

gra planszowa twilight imperium

Pozwolę sobie na kontrowersyjną opinię i jako tytuł, przy którym przeżywałem istne katusze oraz do którego nie zamierzam więcej siadać, wskażę Twilight Imperium. Zdaję sobie sprawę z tego, że gra ma wysokie notowania, zdaję sobie również sprawę z tego, że posiada rzeszę wiernych wyznawców. Dla wielu graczy, to również najlepsza gra, jaka w ogóle się okazała. Nie polemizuję z tym i nie oceniam bo każdy ma prawo własnej opinii. Wyrażam jednak i swoją – to nudny, ciągnący się jak flaki z olejem moloch. I żeby nie było: uwielbiam długie gry. Gustuję w grach wojennych, więc potrafię siedzieć nad jednym tytułem dziesiątki godzin. Tyle tylko, że nie wtedy, gdy nie widzę perspektyw zakończenia partii, a moje poczucie wpływu na sytuację na planszy jest na niskim poziomie. Co jeszcze ciekawsze lubię też bardzo gry z kosmicznym settingiem. TwiIight Imperium na papierze trafia więc w moje gusta i powinien mi się podobać. Jest jednak inaczej. Porównując ten tytuł np. do Eclipse’a zawsze wybiorę ten ostatni. Jest o wiele dynamiczniejszy, ma świetne flow i wystarczająco rozbudowany aspekt technologiczny. Przy Twilight Imperium wynudziłem się niemiłosiernie i mimo pozytywnego nastawiania przed rozgrywką, kończyłem ją mając wyłącznie poczucie straconego czasu.

gra planszowa grzybobranie

Drugi tytuł, do którego trzeba byłoby zaciągać mnie na siłę to Grzybobranie. Roll & Move w najczystszej postaci bez JAKIGOKOLWIEK wpływu gracza na rozgrywkę. Rzuć kostką i idź do przodu. Zdaję sobie sprawę, że tytuł można wykorzystać do zabawy z dziećmi, ucząc ich liczenia, ale jest tyle innych, prostych gier, które mogą spełnić tą samą rolę, że sięganie po Grzybobranie, to zwykła strata czasu.

war game Silent War

Trzeci tytuł, tym razem z kategorii gier wojennych. Ponownie nieco kontrowersyjnie, gdyż w tym przypadku również zdaję sobie sprawę z tego, że ta gra posiada wiernych fanów: Silent War. Podobnie, jak w przypadku Twilight Imperium gra posiada na papierze wszystko to, co powinno sprawić, że będę za nią przepadać: wojenny setting, silnik dla jednego gracza, motyw okrętów podwodnych. Tyle tylko, że to jest bardziej symulacja niż gra. Liczba decyzji, jakie podejmujemy w trakcie rozgrywki jest bardzo ograniczona, a tury stają się bardzo schematyczne. Każdorazowe dobieranie żetonów, dla każdego kolejnego okrętu podwodnego, sprawia, że czas, jaki tracimy na ich losowaniu (często bez żadnego efektu) urasta do podstawowej aktywności w trakcie trwania partii. Szkoda na tą grę czasu, zwłaszcza, że są lepsze o podwodniakach. Choćby wyśmienite The Hunters

Sebastian Adamiak (Kaimada

Tortura – według Słownika Języka Polskiego to „duże cierpienie fizyczne lub psychiczne”. Czy są gry, które spełniają taką definicję? Niestety w mojej opinii całkiem sporo… Piotrek poprosił mnie o wybór trzech tytułów. Rozpisując listę pojawiło się ich dużo więcej, ale ostatecznie zdecydowałem się na te, które jednocześnie są dla mnie najgorszymi grami. Prawdziwe Piekło!

„Istnieją takie rany, których czas nie wyleczy.” – Leszek Czajkowski – ‘Spotkanie z katem’

JungleSpeed

Prawo Dżungli

Na pewno znacie tę słynną imprezówkę, spiraconą w Polsce i wydaną jako Prawo Dżungli. Masa kolorów i kształtów na kartach, a pośrodku totem. Cel sam w sobie. Rzecz o którą ludzie potrafią się niemalże pobić. Dla daltonisty masa barw stanowi katorgę sama w sobie, a co dopiero gdy dodamy do tego ogromprawie identycznych kształtów… Weź tu człowieku poradź sobie w całym tym galimatiasie. Totem to kolejne problemy – ludzie wychodzą z tej gry z podrapanymi rękoma, a jak totem zacznie latać to można nawet oberwać tym w głowę, albo zbić szybę. Bezsensu. Dramatycznie źle się przy tym bawiłem i to nawet w partiach, które udało się wygrać. Najlepszą recenzją tej gry będzie cytat z mojego kolegi:

„K…a mać, ale g@#*o” – Filip A.D. 2010

Munchkin

gra karciana Munchkin

Kolejna bardzo popularna gra, której fenomenu totalnie nie rozumiem. Owszem bawią mnie te wszystkie obrazki, żarciki i ogólny humor zastosowany w każdej wersji Munchkina. Mechanika wydaje się nawet niezła – rozwijamy swoją postać, tak długo aż osiągnie maksymalny poziom i wygra potyczkę. Nie widziałem jednak gry, która cierpiałaby na poważniejszy problem bicia lidera niż Munchkin. Tutaj przez pierwsze pół godziny gramy sobie radośnie, rozwijamy, odkrywamy skarby, pokonujemy potwory. To jest ok. Niestety jak ktoś już ma zwycięstwo na wyciągnięcie ręki zaczyna się kocówa i pałowanie. I tak w kółko przez kolejne dwie godziny. Niekończąca się opowieść o bohaterach będących tuż przy celu, ściąganych przez przeciwników w dół, żeby nurzali się w tym samym bagnie co oni. Niekończąca się pętla, która bardzo szybko się nudzi i momentalnie zaczyna irytować. Pod koniec błagam już, żeby ktoś wygrał i skończył tę grę…

„Neverending story AAAAAAAH neverending story” – Limahl

SeaFall Legacy – druga połowa kampanii

seafall: legacy

Znacie moją opinię o SeaFallu. Gra pierwotnie wydawała się ok, ale z biegiem czasu… Im dalej w las tym gorzej. Pierwsza połowa kampanii, gdzie pojawiały się nowe elementy, otwieraliśmy skrzyneczki, czytaliśmy pierwsze wpisy – wszystko to nastrajało mnie optymistycznie do tej gry. Niestety później nastroje obróciły się o 180 stopni. Wpisy w Dzienniku Kapitańskim? Mało interesujące i napisane na jedną modłę. Nowe elementy? Więcej tego samego spowodowało niesamowity przerost talii doradców, co mocno utrudniło postęp gry. Kamienie milowe? Absurdalnie niezbalansowane. Punktowanie w dzienniku kapitańskim? Jeszcze bardziej niezbalansowane i powodujące olbrzymią irytację wśród pozostałych graczy. Podstawowym problemem jest jednak to, że mechanika jest po prostu zła, przestaje być emocjonująca, szybko zaczyna być męcząca, ale ponieważ jest to gra Legacy to musisz to wszystko robić co grę od początku!

Pierwsze ruchy wyglądały w każdej partii mniej więcej tak samo. Biorąc pod uwagę, że graliśmy pięć do siedmiu tur na rozgrywkę, to jeśli cztery rundy wyglądały zawsze tak samo… możecie sobie wyobrazić ile nowych rzeczy w każdej grze się wydarzyło… Pod koniec miałem tej gry totalnie dość i nachodziła mnie ochota, żeby ją spalić przed ukończeniem „przygody”. Finałowa rozgrywka była bardzo słabym żartem twórcy i absolutnie nie wynagrodziła naszej cierpliwości…

„All Of This Has Happened Before And Will Happen Again… Again… Again… Again…” – BasestarHybrid

 

Spis treści:
WRÓĆ DO STRONY 1
Pokaż cały spis treści
WRÓĆ DO STRONY 1