Zacznę od tego, że jestem ogromną fanką filmów kostiumowych. Jeśli jest to jednocześnie produkcja opowiadająca fragmenty z historii – jeszcze lepiej. Tylko z takimi filmami jest pewien problem. A właściwie, ten problem pojawił się w ostatnich latach, gdy poprawność polityczna w kinie (i nie tylko oczywiście) wzniosła się na wyżyny absurdu. Podobnie jest w filmie Maria, królowa Szkotów. Niby historyczny, ale uwspółcześniony gdzie się da. Co z tego wyszło?

Od pierwszej sceny wiemy jak to się skończy

Jeśli w ogóle nie kojarzymy kim była Maria Stuart, to pierwsza scena zdradza nam przynajmniej jak skończyła. Później dowiadujemy się reszty. Niestety, przyznam się szczerze, że właśnie ten początek w pewnym sensie rzutował mi na całej późniejszej historii. Bo oglądając późniejsze wydarzenia można pomyśleć „Na szczęście skończy na szafocie.” Abstrahując, ta scena wygląda naprawdę pięknie, światło, tempo, kolory – ah!

Maria, królowa Szkotów ma dwie bohaterki, dwie monarchinie siostrzanych krajów. Na tronie Anglii zasiada Elżbieta (Margot Robbie), do Szkocji zaś przybywa młoda Maria Stuart (Saoirse Ronan), która chce objąć władzę w imię dziedzictwa. Ich losy, wzajemnie splecione, są osią całego filmu. Choć trailer obiecywał nam jakiś wielki konflikt między nimi, to takowego zupełnie nie ma. Dwie królowe po drodze dochodzą do wniosku, że w męskim świecie mogą liczyć tylko na inne kobiety. Choć, teoretycznie, mieliśmy dostać dwie równoległe, podobnej długości narracje, to fabuła bardziej skupia się na Marii. Cierpi na tym fenomenalna Margot Robbie, bo czasem jej wątki potraktowane są po macoszemu. Film Maria, królowa Szkotów jest drogą królowej na szafot. Jest szeregiem mniej lub bardziej trafnych wyborów i decyzji. W końcu, jest to opowieść o silnych kobietach w zdominowanym przez mężczyzn świecie władzy, intryg i wojen. I byłoby wszystko dobrze, gdyby ci mężczyźni nie byli pokazani jako słabi, chutliwi  i pazerni na władzę głupcy.

Aktorsko – fenomenalnie

Margot Robbie i Saoirse Ronan robią ten film. Świetnie odnalazły się w swoich rolach. Na pozór są diametralnie różne od siebie. Elżbieta, która najlepsze lata ma już za sobą, niezamężna, mająca wiele kompleksów i przewrażliwiona na punkcie spisków. Jest to postać niezwykle tragiczna i szczerze mówiąc, wolałabym obejrzeć film o niej. Królowa rozdarta między obowiązkami a miłością, między pragnieniem pozostania niezależną a chęcią bycia matką. Jej wybory, dylematy są świetnie oddane i niezwykle wiarygodne. Jednak Robbie jedną sceną skradła moje serce. Moment, gdy dotyka ją choroba. Tak genialnie zagranej i poruszającej sceny nie widziałam od dawna.

Po drugiej stronie jest główna bohaterka, Maria Stuart. Wychowana we Francji katoliczka, która chce  rządzić państwem protestanckim. W swoich dążeniach nie ma wsparcia od nikogo. Jest sama, wierząc, że ma tyle siły, by móc rządzić. Maria, królowa Szkotów jawi nam się jako niedojrzała, lekkomyślna dziewczyna, która chce zasiąść na stołku. Lubiąca zabawę, z nieco dekadenckimi skłonnościami i na pewno feministycznymi poglądami. Jednocześnie chcąca być dobrym, wyrozumiałym władcą. W męskim świecie chce zaprowadzić kobiece porządki. Wszystkie zażalenia mam jednak do postaci, nie do aktorki. Ronan jest bardzo wiarygodna, doskonale gra swoją rolę, a jedyne braki jakie można zauważyć wynikają ze scenariusza.

Nie do końca tego chciałam

Po trailerze oczekiwałam czegoś nieco innego, historii skupionej na dwóch królowych, która, patrząc na te dwie osobowości, wyszłaby mistrzowsko. Dostałam coś zgoła innego, może nie złego, ale na pewno dalekiego od ideału. Wspomniałam na początku o poprawności politycznej. No właśnie. Feminizm zrozumiem, zwłaszcza, że pokazane jest to tutaj niezwykle wiarygodnie. Może nie jest to najsubtelniejszy wątek, bo jednocześnie w opozycji mamy słabych mężczyzn, ale nadal ciekawy. Tylko czy naprawdę trzeba było wplatać tu wątek homoseksualny? Nie każdy film tego wymaga, a Maria, królowa Szkotów tym bardziej. Zwłaszcza niepotrzebna i nieprawdziwa jest ogromna samoświadomość i tolerancja Marii. Wiecie, w tamtych czasach i w tamtych realiach, kiedy przyłapało się męża królowej w łóżku z mężczyzną raczej nie było się pobłażliwym. Do tego dochodzą czarnoskórzy lordowie w XVI wiecznej Anglii i Szkocji. Ja nie oczekuję jakiegoś turbo realizmu, ale jednak tworząc film w realiach historycznych, pewnych rzeczy wypadałoby się trzymać. Fabularnie robi wrażenie uwspółcześnionego na siłę.

Maria, królowa Szkotów

Maria, królowa Szkotów to perełka wizualna

Wizualnie film Maria, królowa Szkotów jest naprawdę bardzo ładny. Krajobrazy Anglii, a przede wszystkim Szkocji zapierają dech, można oglądać je godzinami. Do tego wnętrza, bardzo dobrze odwzorowane stroje i charakteryzacja. Podobał mi się wygląd Elżbiety, gdy za pomocą pudru starała się zakryć oszpeconą twarz. Twórcy nie pokusili się o współczesny makijaż. Królowa miała zaschniętą maskę, która jeszcze bardziej uwydatniała jej mankamenty. Dodawało to realizmu. Ogólnie rzecz biorąc aktorstwo i wizualna strona są bardzo na plus. Także muzyka idealnie harmonizuje z obrazem.

Maria, królowa Szkotów

Mogłabym się nieco przyczepić do reżyserii. Debiutująca brytyjska reżyserka, Josie Rourke, stworzyła dość nierówny obraz. Mamy sceny przepiękne, wręcz obrazkowe, ze statyczną kamerą i długimi ujęciami. A zaraz kamera skacze, wszystko przyspiesza, a film momentami przypomina coś w rodzaju dokumentu. To wszystko sprawia, że ciężko się wczuć w klimat i złapać rytm oglądania. Te nagłe zmiany sprawiają również, że po szybkiej akcji powolne sceny stają się po prostu nudne i strasznie się dłużą.

Podsumowując

Maria, królowa Szkotów daleka jest od ideału. Ogląda się ten film nierówno, miejscami się dłuży i nudzi. Aktorstwo jest bardzo na plus, zwłaszcza Margot Robbie, która choć miała mniej czasu ekranowego, zrobiła na mnie wrażenie. Ale również Saoirse Ronan spisała się bardzo dobrze. On może się spodobać, zwłaszcza od strony wizualnej. Jednak scenariusz, jak dla mnie, działa na jego niekorzyść.

Maria, królowa Szkotów

Ja ani nie polecam, ani polecam. Nie wywarł na mnie wielkiego wrażenia, ale też nie odrzucił od siebie. Czekam na Faworytę, bo to zdecydowany kostiumowy faworyt najbliższych miesięcy.

Czytaj też: Recenzja filmu VICE – twórca Big Short powraca

Zdjęcia i trailer: Universal Pictures 

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!