Programuj roboty, aby zdobyć jak najwięcej punktów. Brzmi całkiem ciekawie, prawda? Troszkę niebezpiecznie, biorąc pod uwagę jak to wyszło w Terminatorze albo na żywo z niektórymi pośpiesznie wyłączanymi SI, ale ciekawie. A jak wyszło? Odpalamy Sentient!

Zawartość pudełka

Sentient mieści się w średnich rozmiarach pudle, w środku zaś znajdziemy trochę drewnianych znaczników, kostki, karty i składane planszetki graczy. Całość prezentuje się nieźle, ale mam pewne zastrzeżenia.

Sentient pudło

Przede wszystkim szkoda, że na kartach mamy jedynie 5 ilustracji. Z jednej strony jest to wygodne i dzięki temu łatwiej jest nam ogarnąć jaki rodzaj karty właśnie wybieramy, z drugiej – szybko staje się to monotonne dla oka. Drugą rzeczą są plaszetki gracza. Aby ją złożyć musimy połączyć dwa wybrane przez nas elementy. Fajnie, ale… to nie robi żadnej różnicy, poza wizualną. A można było chociaż zmienić kolejność kolorów. Ostatnią rzeczą jest kolorystyka. Troszkę razi mój męski gust natężenie różowego i fioletowego.

Sentient planszetka

Żeby nie było, że tylko narzekam – te 5 ilustracji jest naprawdę niezłych. Karty jakościowo nie odbiegają od standardów, a kostki wyglądają bardzo fajnie. Słowem, jest porządnie, ale prawdopodobnie wyglądem nikogo Sentient nie kupi.

Zasady (skrót)

Celem Sentienta jest zdobycie jak największej liczby punktów. Te zaś zdobywamy dzięki punktom za „programowanie” robotów na naszych planszetkach oraz przekonywanie Inwestorów (czyt. zbieranie kart w zestawach i zdobywanie mnożników) do wsparcia naszej firmy. Runda gracza jest bardzo prosta. Pobieramy jedną z 4 wyłożonych na stole kart, a następnie umieszczamy ją w wybranym przez nas miejscu na planszetce albo pasujemy (raz na rundę), dzięki czemu wymieniamy owe karty ze stołu. Tyle teorii, bo o praktyce będzie dalej.

Sentient kości

Wrażenia

„Znaczy bierzesz kartę, umieszczasz na planszetce i już”? Niby tak, ale jednak nie do końca. Bo rozmieszczenie kart w Sentient to cholernie trudne zadanie. Zaczynamy od rzutu kośćmi w różnych kolorach, umieszczamy je na planszetce… i to ostatnie rzuty kośćmi w tej grze. Dalej następuje czysta matematyka oraz kombinowanie. Kości bowiem wskazują nam konkretne wartości, natomiast aby zapunktować z kart na naszych planszetkach musimy spełnić odpowiednie wymagania. Na przykład suma dwóch sąsiadujących kości musi dać nam wynik równy 6. To nadal nie byłoby takie trudne, gdyby nie jeden mały haczyk…

Sentient pionki

…każda zagrana karta modyfikuje w jakiś sposób sąsiednie kostki. Wtedy zaczyna się w Sentient prawdziwa jazda, bo nie dość, że musimy sensownie karty ułożyć „na teraz” to jeszcze warto by było pozostawić sobie jakieś pole do manewru na przyszłość. Protip – łatwiej ułożyć najpierw skrajne kości. Oczywiście mamy możliwość zablokowania zmian z kart tzw. asystentami. Cały problem polega na tym, że…

…asystenci przydają się do pozyskiwania Inwestorów. Pomiędzy kartami możliwymi do zebrania ze stołu znajdują się odpowiednie żetony Inwestorów. Daną one mnożniki za każdą kartę w danej kategorii, dlatego też w Sentient nie tylko odpowiednie ułożenie kart na własnej plaszetce jest ważne. Równie ważne, jeśli nie ważniejsze, jest zbieranie robotów z odpowiednich miejsc. Dzięki temu nagle wartość naszych kart może drastycznie wzrosnąć.

Mówiąc krótko, Sentient mimo prostych zasad potrafi być naprawdę ostrym, matematycznym mózgotrzepem. I to mi się w nim bardzo podoba. Na tyle, że wady gry schodzą na dalszy plan. Niemniej jednak wiem, że nie wszystkim moim współgraczom chociażby brak jakiejkolwiek bezpośredniej interakcji pomiędzy graczami.

Czas trwania gry, skalowanie, regrywalność

Rozgrywka w Sentient trwa zwykle do godziny. Wszystko zależy oczywiście od graczy, bo tutaj naprawdę jest nad czym myśleć. Gra oferuje nam możliwość rywalizacji w gronie 2-4 osób, jednak nie widzę za bardzo rozgrywki czteroosobowej. Planowanie działań w Sentient jest bardzo ważne, a w pełnym składzie trudno jest coś zaplanować, skoro co chwilę znikają nam najlepsze kąski ze stołu. Natomiast w 2 i 3 osoby gra się świetnie.

Sentient żetony

Trafiłem w sieci na pewną opinię w kwestii regrywalności. „Fajna gra, ale na raz”. I jestem w stanie ją rozumieć. Z prostego powodu, Sentient od razu odkrywa przed nami wszystkie swoje atuty oraz wady, każda kolejna rozgrywka mechanicznie nic nowego nam nie zaoferuje. Nie będzie nowych taktyk. Mówiąc krótko, „take it or leave it”. Natomiast jeśli najważniejsza jest dla nas logiczna łamigłówka w celu zdobycia jak największej ilości punktów, to Sentient ma wystarczająco dużo zmiennych (żetony inwestorów, układ kart, startowych układ kości).

Podsumowanie

Sentient to bardzo przyjemna, abstrakcyjna gra, która mimo prostych zasad może przepalić nam zwoje. Czy mogła być lepsza? Jasne. Spokojnie można było dorzucić kilka dodatkowych zmiennych, może jakieś dodatkowe zasady. Mimo to nawet w obecnej formie prezentuje się dobrze i sam bardzo chętnie zagram, mimo zupełnego braku bezpośredniej interakcji, której jestem ogromnym fanem.

Sentient żetony

Dziękujemy wydawnictwu Portal za przesłanie gry do recenzji!

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!