Zdarzenia z przeszłości, uwiązane w splot tworzący narodową historię, odnajdują odzwierciedlenie w szerszym dyskursie społecznym poprzez różnorakie media. Malarstwo, teatr czy film, to najważniejsze przykłady, gdzie taki zabieg posiada pewną aprobatę społeczną i jest szerzej sankcjonowany przez kręgi osób zajmujących się badaniem przeszłości. Są jednak media wymykające się typowym narzędziom analizy, wykraczające poza utarte stereotypy, trafiając przy tym do jeszcze większego grona odbiorców, niedostępnego dla tradycyjnych form przekazu. W ten nurt idealnie wpisuje się lektura komiksu Dong Xoai, Vietnam 1965.

Każdy kraj na świecie ma zapisany na kartach swojej historii temat trudny do przepracowania, opierający się tradycyjnym formom opisu, będąc często spychanym na margines społeczny, do strefy tzw. tabu. Dla Polski takim kawałkiem historii jest choćby Holokaust, lub szerzej pojęty antysemityzm. Kraje Bałkańskie wciąż drąży trauma po krwawej wojnie lat 1991-1995, zaś Japonia nadal szuka metod do okiełznania wydarzeń wojny na Pacyfiku i jej „spektakularnego” zakończenia w postaci bomby atomowej. Słowem przykładami możemy sypać jak z rękawa. Co jednak z Stanami Zjednoczonymi? Czy i oni posiadają pewien kawałek historii, o którym by woleli zapomnieć, zakopać pod ziemią, zamknąć w szafie i wyrzucić klucz? Oczywiście, że tak, jest tego nawet dość sporo, ale szczyt tej listy zajmuje zdecydowanie wojna w Wietnamie.

Dziesięć lat zaangażowania amerykańskiej machiny wojennej na półwyspie Indochińskim przyniosło raczej mizerne rezultaty. Wojna, która wpisywała się w szerszą doktrynę walki z wrogim totalitarnym systemem spowijającym niemal połowę drugiej półkuli ziemskiej, do dziś stoi ością w gardle społeczeństwu, zawdzięczającemu swój dziejowy status sile militarnej. Po bezapelacyjnym sukcesie wojny na Pacyfiku, i względnym kompromisie w Korei (1951-1953) Wietnam pogrzebał ostatecznie mit o potędze, który względnie odbudowano dopiero dwie dekady później w Iraku.

Dong Xoai_05

Słowem jeszcze o faktach historycznych, zaznaczyć jednak trzeba, że na wietnamskim froncie amerykańska armia odnosiła bardzo znaczące sukcesy, a straty przeciwnika były wielokrotnie większe. Medialny przekaz pokazywał jednak coś całkowicie innego, zaś upływające kolejne lata drażniły społeczeństwo znużone wojną, której nie rozumiało do końca. Pamiętajmy jednak, że Wietnam to także konflikt okupiony oddaniem i heroizmem młodych żołnierzy, co z całą stanowczością chciał opisać Joe Kubert.

Kubert, pochodzący z żydowskiej rodziny, urodził się w 1926 roku na dawnych terenach Polski, dziś należących już do Ukrainy. Jego rodzina wyemigrowała na zachód, zaś po przeprowadzce szerzej zainteresował się rysunkiem i komiksem. Rozpoczynając swoją karierę w bardzo młodym wieku w następnych latach dał się poznać, jako twórca utalentowany, pracując nad seriami Marvela i DC. Jego szczególnym konikiem były opowieści bazujące na historii skupionej głównie wokół czasów wojny. Nie inaczej jest z komiksem Dong Xoai, opisującym zdarzenia z początku czerwca 1965 roku. Tytuł książki pochodzi od nazwy bazy Dong Xoai, stanowiącej ważny punkt tranzytowy w południowym Wietnamie, w tamtym okresie tworząc zaporę broniącą Sajgon od nacierających sił Wietkongu.

W latach 1963-1965 amerykanie podczas ich oficjalnego wkładu w konflikt odbywającego się na krańcu świta, ograniczali się do niewielkich grup naziemnych pełniących rolę sił wpierających i szkoleniowych dla Wietnamczyków z południa oraz do masowych bombardowań z powietrza. Utworzona w pośpiechu jednostka A-342, wchodząca w skład Sił Specjalnych, na dziewięć miesięcy swojego funkcjonowania cztery spędziła w lasach Wietnamu. To właśnie o niej, a raczej jej członkach znajdziemy opowieść w komiksie Kuberta.

Dong Xoai_01

Pierwotnie wysłani w roli obserwatorów i doradców dla armii z południa i powstających cywilnych grup oporu, ostatecznie stoczyli zaciętą walkę z miarzdząco przeważającą ilością wroga. Scenariusz dla komiksu pisała jak najbardziej historia, jednak ta opowiada jedynie szerszy kontekst. Jeśli idzie o dokładne relacje pomiędzy żołnierzami, lub względem ludności cywilnej, tu pewne luki musiała uzupełnić wyobraźnia autora, celem przedstawienia pewnej sensownej nadbudowy fabularnej. Naturalnie zanim nastąpiły jakiekolwiek prace przeprowadzono szereg rozmów z weteranami pamiętającymi tamte zdarzenia, jednak to wciąż punkt widzenia jednej osoby, starającej się ogarnąć szerszą perspektywę. Co więcej, niektóre nazwiska występujące w komiksie zostały celowo zmienione na życzenie żołnierzy, chcących pozostać anonimowymi.

Czym szczególnie Dong Xoai wyróżnia się na tle innych komiksów, szczególnie historycznych, to warstwa wizualna. Ilustracje wykonano przy pomocy węgla na szarym papierze nadając całości unikalnego klimatu. Zrezygnowano także z tradycyjnego podziału kadrów, tworząc tym samym zupełnie inny dynamizm akcji, niż ten spotykany w typowych opowieściach obrazkowych. Dialogi stanowią jedynie część uzupełniającą, choć treści zamieszczonej na kartach komiksu jest bardzo dużo, szczególnie uwzględniając narrację autora, objaśniającego kolejne wydarzenia, czy też zawiłości planów taktycznych. Na dokładkę czytelnik pod koniec lektury otrzymuje sporą dawkę dokładnych informacji dotyczących tamtego okresu, celu misji oraz samej jednostki wraz z zdjęciami archiwalnymi przedstawiającymi członków oddziału i skutków późniejszego oblężenia. To bardzo istotny zabieg, mający na celu uzupełnienie wiedzy nabywcy o treść bardzo merytoryczną, zazębiającą się z komiksem tworząc tak sensowny obraz zdarzeń z 1965.

Powiem szczerze, że takiego komiksu historycznego jeszcze nie czytałem. To z całą pewnością wyjątkowa perełka o charakterze, co najmniej kolekcjonerskim, ale także mogąca z powodzeniem wypełniać rolę dydaktyczną. Razić może, co prawda pewna doza patetyzmu, przenikającego tu i tam, jakby celowo pomijając ten gorszy aspekt obecności amerykańskiej w Wietnamie, choćby bezsensowne akty brutalności płynące z obydwu stron walczących. Innymi słowy żołnierze Kuberta wypełniają trochę mit, przez wiele lat kultywowany przez kino amerykańskie, o dzielnych, sprytnych i oddanych sprawie i honorowi wojakach. Jednakże lektura burzy wizerunek komiksu, jako medium infantylnego, niemogącego podejmować tematyki trudnej, pokazując jak w sposób ciekawy i co najważniejsze merytoryczny opowiadać o wydarzeniach z przeszłości kolejnym pokoleniom.

Za udostępnienie komiksu do recenzji dziękujemy księgarni Multiversum

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej