Polski komiks obchodzi swoje stulecie. Co prawda symboliczne, ale to niebywała okazja do pokazania dorobku naszej rodzimej twórczości. Na tej fali płynie trzeci tom Antologii Opowieści Rysunkowych czasopisma Relax.

Magazyn „Relax” publikowano w latach 1976-1981 i obok Tytusa czy Żbika zalicza się do wąskiego grona pop-kulturowych ikon Polski Ludowej. Grzegorz Rosiński, pierwszy kierownik artystyczny pisma, miał wielkie plany i pomysły, co do kierunku, jaki redakcja powinna była obrać. Niestety rzeczywistość szybko zweryfikowała ambicje całego zespołu. Niemniej, wpływ pisma na społeczeństwo – szczególnie jego młodszą część – był bardzo istotny. Na tyle, że Adam Radoń (dyrektor MFKiG) mówi o swoich rówieśnikach „pokolenie Relaksu”.

Powrót do przeszłości

W 2016 roku na łódzkim festiwalu komiksu i gier został zaprezentowany pierwszy tom antologii. Od tamtej pory minęły trzy lata a klasyka polskiego komiksu wydaje się przechodzić istny renesans. Przez ten czas do księgarń zdążył wrócił choćby Binio Bill i Tytus, którego zresztą wznawiano wielokrotnie na różne sposoby. W PRL przez pięć lat zdołano wydać zaledwie trzydzieści egzemplarzy „Relaxu”. Pismo znikało z półek kiosków w zawrotnym tempie, choć do czasów nam współczesnych niewiele egzemplarzy zachowało się w przyzwoitym stanie. To czyni magazyn prawdziwym kolekcjonerskim rarytasem a wszelkie wznowienia będą mile widziane przez starszych fanów komiksu.

Czy antologia ma jednak do zaoferowania coś więcej, aniżeli tylko niewyczerpane pokłady nostalgii dla starszych pokoleń? Na 160 stronach zamieszczono kilkadziesiąt historyjek obrazkowych różnych autorów. Wśród nich są oczywiście osoby znane, takie jak Christa, Rosiński czy Wróblewski, ale jest to także sposobność do zobaczenia prac innych twórców, o których dziś mało, kto pamięta. Ogólnie zaprezentowane historie w tomie trzecim przedstawiają bardzo zróżnicowany poziom, o czym więcej słów za chwilę. Natomiast, co zasługuje na pochwałę to przygotowanie całego tomu od strony technicznej. Począwszy od twardej oprawy, dużego formatu, jakości papieru a kończąc na odpowiednio żywych kolorach dających drugie życie przedstawionym opowieściom.

Uwaga! Propaganda

Komiks w PRL łatwego życia nie miał. Przez krótki okres po wojnie rozwijał się dość prężnie. Niestety wraz z wprowadzeniem stalinowskiej doktryny stał się wrogiem publicznym, zresztą jak wszystkie inne przejawy kultury zachodniej. Po odwilży październikowej (1956) opowieści rysunkowe ponownie wracają, tym razem niekiedy nawet znajdując aprobatę władz. Powód był oczywisty, mianowicie komiks to tani, ale skuteczny środek perswazji. Od tej chwili opowieści rysunkowe miały pełnić określoną rolę w budowaniu socjalistycznego społeczeństwa. Jednocześnie, przemawiał jeszcze argument korzyści finansowych. Wszakże komiks potrafił rozchodzić się w niebywałych nakładach. W latach 70. „Relax” nie był odstępstwem od tego kierunku.

Dlatego podchodząc do Antologii trzeba być wyczulonym na propagandowy przekaz. Zresztą już pierwszy komiks „Wywiadowca XX wieku” posiada dość specyficzną narrację. Można by wręcz powiedzieć typową, dla polityki historycznej tamtego okresu. Między innymi, dlatego niektóre fabuły będą dość trudno strawne dla młodszego pokolenia, wychowanego w zupełnie innej rzeczywistości. Jednocześnie, odcedzenie różnych treści wymaga nie tylko skupienia, ale i pewnych określonych kompetencji. Mając ten fakt na uwadze, jak i siłę perswazji komiksu, dziwię się, że niektóre opowieści nie zostały wzbogacone odpowiednim komentarzem. Pomogłoby to, chociaż młodszym zrozumieć nieco lepiej dawną epokę i jej symbolikę.

Oczywiście nie wszystkie komiksy zamieszczone w tym zbiorczym wydaniu to propaganda. Mamy również pokaźną dawkę science fiction oraz ciekawego humoru. Niektóre pozycje pokazują, w jaki sposób autorzy próbowali bawić się konwencją, tworząc przekaz niekiedy dość unikatowy w stosunku do pozostałej kultury popularnej PRL-u. Pamiętajcie jednak, że nawet pomijając wszelkie względy ideologiczne itd., zawarte w Antologii opowieści mają już na karku przeszło 40 lat. I podobnie, jak swoje odpowiedniki zachodnie z tamtego okresu, niektóre opowieści zestrzały się dość dobrze zaś inne trącą już archaizmem – od strony rysunku jak i narracji. Jednak dzięki temu tym bardziej będziemy w stanie docenić postęp, jaki poczyniły kolejne pokolenia rodzimych twórców.

Komuna w komiksowych kadrach

„Relax” u swoich postaw miał być komiksowym okienkiem na świat, pokazując nie tylko dorobek rodzimy, ale i krajów sąsiednich. Pierwszym ciosem dla czasopisma była rezygnacja Rosińskiego. Dużo później problemy zdrowotne Adama Kołodziejczyka przełożyły się na słabnące morale redakcji. Decyzja o zamknięciu periodyku zapadła na długo przed wydrukowaniem finalnego numeru. Z jednej strony upadek upatruje się biurokratycznej machinie urzędniczej wpływającej na każdy aspekt pracy zespołu. Nie można także zapomnieć o próbach jeszcze większej indoktrynacji czytelników. „Uczyć nie nużąc” – główne motto magazyny szybko obróciło się w nachalną propagandę (szczególnie w historiach wojennych czy o II RP) a także nadmierny dydaktyzm.

Nim jednak do tego doszło „Relax” dał nam kilka naprawdę ciekawych opowieści rysunkowych i wypromował nowych autorów, którzy na stałe wpisali się do kanonu polskiego komiksu. Wystarczy wspomnieć choćby o Tadeuszu Baranowskim i jego prześmiewczym Orient Menie. To, co kiedyś było dla Polaków szansą odskoczni od szarej rzeczywistości, dziś przypomina nam o dość bogatej oraz ciekawej historii rodzimego komiksu. Mimo pewnych zastrzeżeń, a także faktu, że nie każdy będzie w stanie przebrnąć przez wszystkie zaprezentowane opowieści, jest to lektura ciekawa i warta polecenia.

Za udostępnienie egzemplarza dziękujemy wydawcy Egmont

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!