Jeśli przejadł się wam nazbyt rozdmuchany Marvel i pompatyczny DC Comics, mam w takim wypadku ciekawą alternatywę. Na polskim rynku nakładem wydawnictwa KBOOM poznamy ofertę Valiant Comics. Przygodę z nową serią należy rozpocząć od tomu Waleczni.

Valiant świeżynką na amerykańskim rynku nie jest, bowiem posiada już trzydziestoletni staż w opowiadaniu wciągających historii rysunkowych. Wydawnictwo zakłada w 1989 roku Jim Shooter – były redaktor naczelny Marvel. Valiant nigdy potentatem rynku komiksowego nie był, ale po 2012 stanowczo nabiera wiatru w żagle. Liczne nagrody, a także kontrakt na prawa autorskie do adaptacji filmowych są tego niezbitym dowodem. Tym samym polski czytelnik powinien cieszyć się, że ma szansę zaznajomić się z solidną alternatywą dla oferty superhero od Egmontu, a to wszystko dzięki dopiero debiutującemu, małemu wydawnictwu z miasta Kartuzy.

W poszukiwaniu alternatywy

Z Marvel i DC jest taki problem, że gdy przeczytacie kilka serii oraz eventów wydawanych wręcz masowo w ostatnich latach, to zasadniczo widzieliście już wszystko. Rozdmuchane uniwersa, pędzące na złamanie karku od jednej kosmicznej katastrofy do następnej potrafią znużyć czytelnika. Do tego liczne głupotki scenariuszowe, brak konsekwencji, przesadny patos i irytujące resety, by na nowo odsmażyć dawne historie potrafią nadszarpnąć zaufanie nawet najbardziej oddanych fanów. Valiant Comics, trudniący się zasadniczo opowieściami okołobohaterskimi, to zawodnik zupełnie innej klasy, o czym możecie przekonać się czytając opowieść Waleczni.

waleczni

„The Valiant” – bo tak brzmi w oryginale tytuł komiksu – to pojedynczy tom, wprowadzający czytelnika do nowego komiksowego uniwersum. Będąc bardziej precyzyjnym, jest to raczej wstęp do nieco odświeżonego świata. Waleczni zostali wydrukowani w konsekwencji inicjatywy „Valiant Next” zainicjowanej pod koniec 2014 roku. W ramach jej rozwinięcia po polsku możecie przeczytać już Bloodshot Odrodzenie oraz XO Manowar. Recenzowany komiks z przytupem, ale zachowaniem umiaru, wprowadza nas do nowego świata. Tak poznajemy najpierw Gilana – Wiecznego Wojownika, stąpającego po ziemi od tysięcy lat. Nieśmiertelny do perfekcji opanował wszelakie sztuki walki i posługiwanie się dowolną bronią, zaś jego umiejętności mają służyć obronie Geomantów. Są to osoby rodzące się raz na kilka tysiącleci, a ich rolą jest strzeżenie i dbanie o matkę Ziemię.

waleczni okładka

Każde równanie ma dwa końce. Także i w tym przypadku mamy do czynienia z alternatywną siłą. Nieśmiertelna istota, będąca na swój sposób emanacją niszczycielskich sił natury, wraca do naszego świata, gdy tylko pojawi się nowy Geomanta. Wiedziony pierwotnym instynktem, przyjmując postać koszmarów swoich ofiar, poluje na obrońców Ziemi. Gilan ponosił porażkę w swojej misji trzykrotnie, co za każdym razem skutkowało nadejściem mrocznych wieków dla ludzkości. Pytanie, czy ludzie przetrwają czwartą katastrofę? Na szczęście tym razem stojący na straży wojownik do następnej walki nie stanie w pojedynkę, ale asyście zdolnych sojuszników.

To nie jest kolejny superhero

U swoich podstaw Waleczni to faktycznie komiks o bohaterach, ale nie takich, jakich znacie z typowych opowieści Marvel czy DC Comics. To, co oni rozbiliby na dwa wielkie wydarzenia i kilka mini-serii, scenarzysta Jeff Lemire zmieścił w jednym, zwartym tomie. Wykonał kawał solidnej roboty, bowiem nie funduje nam klasycznego „origin” każdej z występujących postaci. Zamiast tego otrzymujemy konkretne spojrzenie na każdą sylwetkę, poznając jej motywacje, leki i pragnienia. Akcja nie biegnie na złamanie karku, ale postępuje żwawo zachowując sens przyczynowo-skutkowy. Komiks stroni od wydumanego patosu, wielkich przemów oraz bezsensownej przemocy, tylko po to, aby czymś wypełnić kadry.

Mówiąc oględnie, dostajemy lekturę zwartą i konkretną w swoim przekazie. Pod koniec natomiast funduje dość solidny oraz emocjonalny zwrot akcji. Nie spodziewajcie się typowego amerykańskiego „happy end’u”. Opowieść jest nieco mroczna, a humorem autor operuje dość oszczędnie, ale w końcu tematem przewodnim była katastrofalna siła mogąca powalić na kolana cywilizację. Co więcej, Valiant słynie z bardzo konsekwentnego budowania swojego świata. Dlatego nie liczcie na nagłe zmartwychwstania czy niespodziewane resety, bo takie tanie zabiegi fabularne zostawmy dla innych.

waleczni okładka

Komiks narysował Joe Rivera wraz z synem Paolo. Z zadania wywiązali się na piątkę, choć w tym konkretnym przypadku to bardziej pokaz rzemieślniczego kunsztu niż artystycznych zapędów. Tak, czy inaczej, recenzowaną lekturę czyta się przyjemnie za sprawą warstwy wizualnej. Pod koniec otrzymujemy jeszcze sporą dawkę materiału dodatkowego ze szkicami uzupełnionymi komentarzem rysownika, opisującego swoje przemyślenia na temat konkretnych scen. Zresztą samą formułę i styl wydania komiksu Waleczni, wraz zachowaniem przystępnej ceny przez KBOOM, wypada docenić.

Powiew świeżości

Polski rynek komiksowy nieustannie rośnie, dlatego wydawcy prześcigają się w ofertach nowości, nadrabiając również nasze braki z przeszłości. KBOOM weszło do gry z dość jednoznacznym przesłaniem. Mierzy w czytelnika wychowanego na historiach o superboahetrach, ale poszukującego tym razem czegoś innego, bardziej dojrzałego w swoim przekazie.

Walecznych przeczytałem z zainteresowaniem od deski do deski, dostając jednocześnie konkretny obraz tego, co czeka nas w najbliższych miesiącach. Jeff Lamire, wraz z towarzyszącymi rysownikami, wykonał kawał świetnej roboty. Za komiks powinni sięgnąć nie tylko doświadczeni czytelnicy, ale również nowicjusze, dzięki czemu nieco krytyczniej spojrzą na ulubione serie innych wydawców.

Za komiks dziękujemy wydawnictwu KBOOM

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej