Reklama

Recenzja Wiedźmin Ronin. To azjatycki twist z „Geraltem” w roli głównej

Na „azjatyckiego Geralta” czekaliśmy długo, bo pierwsze wieści na temat komiksu Wiedźmin Ronin trafiły do nas w 2021 roku. Właśnie mieliśmy okazję zapoznać się z tym dziełem i tym samym dowiedzieliśmy się, jak Biały Wilk odnalazł się w kraju Kwitnącej Wiśni, a raczej zgromadzonej wokół niej mitologii.

Geralt z japońskim twistem, czyli komiks Wiedźmin Ronin

Jakościowo do komiksu Wiedźmin Ronin nie można się jakkolwiek przyczepić i sam fakt czytania go „od tyłu” jest ciekawym kulturowym smaczkiem. Jest oprawiony w twardą okładkę, skrywającą zszyte kartki o wysokiej jakości wydruki, które jednak (jak na moje oko) są bardzo, ale to bardzo pozbawione życia przez wyblakłe kolory.

Nie jest to jednak błąd wydruku, a po prostu charakter samego komiksu, w którym to postawiono na zimną, stonowaną paletę kolorów. Potwierdzają to dodatkowe grafiki zamieszczone na końcu, na których można zawiesić oko na zdecydowanie dłużej, niż na którąkolwiek grafikę, przedstawiającą historię. Chyba że akurat zawiesicie się na niektórych fragmentach, próbując zrozumieć „co autor miał na myśli”. Jeśli z kolei już o samej historii mowa, to ta, no cóż… Ameryki nie odkrywa.

Czytaj też: Oceniam Sny wielkiego miasta, czyli nowy komiks w świecie Cyberpunk 2077

Utarty schemat przygód Geralta i misja poszukiwania zaginionej kobiety, to coś, co już widzieliśmy, dlatego takie połączenie w ogóle mnie nie przekonało. Historia w Wiedźmin Ronin jest jednak poprowadzona świetnie z perspektywy kogoś, kto z tym bohaterem albo nie miał w ogóle styczności, albo miał jej niewiele. Za to wielki plus, jak również za wplecenie całości w japoński folklor i legendy.

Jednocześnie muszę przyznać, że, jako iż Geralt to moja ulubiona fikcyjna postać, jej „roninowa” wersja jakoś mnie nie przekonała. Może to przez brak surowości, którą ten bohater emanuje na lewo i prawo w oryginale nie tylko swoim wyglądem, ale też zachowaniem, a może przez moje uprzedzenia co do niego. Pewny jednak jestem tego, że w takim wydaniu Geralt-Ronin w ogóle nie wywołał u mnie tego czegoś, co wywołał znacznie lepiej nakreślony „słowiański Geralt”. To ot kolejny bohater, któremu na łamach tego komiksu brakuje głębi, charakteru i „tego czegoś”, co w oryginale nadało postaci ogromnej dozy realizmu.