WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Testy

Test Samsunga Galaxy Z Flip. Nowa definicja kompaktowego smartfonu

Duże wymiary i wysokie ceny składanych smartfonów zniechęciły do siebie wielu miłośników nowych technologii. Rynek potrzebował czegoś innego. Czegoś takiego jak Galaxy Z Flip? Być może, bo skoro ekrany smartfonów mogą się rozkładać do 8 cali, to dlaczego nie mogą się składać do bardzo kompaktowych wymiarów? Koncepcja jest bardzo ciekawa. Czy udało się ją zrealizować? Sprawdźmy.

Specyfikacja

Galaxy Z Flip dotarł do mnie zapakowany w zawiniątko z folii bąbelkowej, więc kwestię zestawu musimy pominąć. Takie już bywają uroki egzemplarzy testowych.

Specyfikacja:

  • wymiary po złożeniu – 87,4 x 73,6 x 17,3mm, po rozłożeniu – 167 x 73,6 x 7,2mm, masa 183 gramy,
  • ekran główny AMOLED o przekątnej 6,7 cala i rozdzielczości 1080 x 2340 pikseli, obsługa HDR10+,
  • ekran zewnętrzny Super AMOLED o przekątnej 1,1 cala i rozdzielczości 112 x 300 pikseli,
  • układ Qualcomm Snapdragon 855+ z 8-rdzeniowym procesorem, grafia Adreno 640,
  • 8 GB pamięci RAM, 256 GB pamięci wbudowanej, brak gniazda karty pamięci,
  • aparat główny o rozdzielczości 12 Mpix (F/1.8, 27mm, 1/2.55″, OIS), aparat szerokokątny o rozdzielczości 12 Mpix (F/2.2, 12mm), nagrywanie filmów w 4K@60fps,
  • aparat przedni (w ekranie) o rozdzielczości 10 Mpix (F/2.4, 26mm),
  • łączność Bluetooth 5.0, Wi-Fi ac, NFC, USB-C, LTE kategorii 16 (1000/150 Mb/s), czytnik linii papilarnych na boku obudowy,
  • akumulator o pojemności 3300 mAh, obsługa szybkiego ładowania o mocy 15W,
  • Android 10,
  • cena 6 600 zł.

Składany smartfon, który mnie nie stresuje

Zarówno Galaxy Fold, jak i Huawei Mate Xs wywoływały u mnie niezdrowy stres. Drogie, strasznie delikatne, wielkie… przyzwyczajenie się do nich zawsze wymagało dłuższej chwili. Galaxy Z Flip jest na ich tle bardzo przystępny. Taki zwykły smartfon z opcją złożenia na pół. Tylko tyle, ale jednocześnie aż tyle. Bo zmienia całkowicie sposób podejścia do urządzenia.

Złożonego Flipa można traktować jak zwykły smartfon. Mamy tu w końcu obudowę wykonaną ze szkła i metalu. Jedyne na co musimy uważać to wrzucenie go do wody lub piasku. Czyli w zasadzie jak w przypadku zwykłego smartfonu. Bo nawet pomimo certyfikatów odporności, raczej nikt nie robi tego celowo.

Galaxy Z Flip był w zasadzie moim drugim podejściem do telefonu z klapką. Pierwszym była długie lata temu Motorola K1. Wówczas tak duże oddzielenie małego ekranu od klawiatury szybko zaczęło mi przeszkadzać. Klapka z dużym, dotykowym ekranem to znacznie lepszy i ciekawszy sprzęt. To naprawdę bardzo miła odmiana mieć w kieszeni tak małe urządzenie. Szczególnie, że przed i po użytkowaniu Flipa mam aktualnie same modele ważące ponad 200 gramów. Z wielkimi obudowami wystającymi z kieszeni większości spodni.

Zawias jest znacznie lepszy niż w Galaxy Fold

Fold miał ten problem, że jego zawias nie utrzymywał połówek smartfonu w sztywnej pozycji. Po złożeniu obudowy całość przesuwała się na boki, co mocno przeszkadzało w trakcie prowadzenie rozmów. Galaxy Z Flip jest idealnie sztywny. Zarówno po złożeniu, jak i rozłożeniu obudowy nie ma tu żadnych nieprzewidzianych wychyleń na boki.

Sam zawias porusza się bardzo płynnie, choć nie bezgłośnie. Słychać delikatne trzaski, ale to wbrew pozorom miłe dla ucha odgłosy. Podobnie jak klekot zamykanej klapki. W pozycji zamkniętej utrzymują ją magnesy, choć nie aż tak silnie jak w Galaxy Foldzie, ale też bez problemu smartfon przykleja się do metalowych powierzchni. Niestety nie da się go użyć zamiast magnesu na lodówce. Zsuwa się.

Klapką możemy dosłownie trzaskać. Niewielkie gumowe wypustki na dolnej połowie skutecznie chronią obudowę przed zbyt dynamicznym zamykaniem.

W materiałach promocyjnych Samsung informował o specjalnych szczotkach, które zatrzymują kurz, który mógłby się dostać do wnętrza obudowy na jej grzbiecie. Obok wygrawerowanego logo firmy. I faktycznie coś tam musi być. Jeśli przejedziemy paznokciem po krawędziach po obu stronach logo usłyszymy charakterystyczny dźwięk drapania chropowatej powierzchni. Jakbyśmy drapali winyl, albo lepiej – magnes z obrazkiem 3D.

Ekran to element bardzo dyskusyjny

Bez względu na to, czy Z Flipa brała do ręki osoba kompletnie zielona, jak i mocno zainteresowana technologią, pierwsza czynność zawsze była taka sama. Czy widać to zgięcie? Nooo… widać, ale różne osoby różnie do niego pochodzą.

Miejsce zgięcia ekranu jest faktycznie widoczne i jest to cecha składanych konstrukcji. Na dzisiaj nie ma na to rady. Reakcje na ten element są różne. Żyjący technologiami nasz redaktor naczelny od razu powiedział, że to wygląda strasznie i nie mógłby na to patrzeć. Przeciętni użytkownicy smartfonów stwierdzali zazwyczaj, że szybko można się przyzwyczaić i to przecież żaden problem. Ilu ludzi, tyle opinii.

Bliżej mi jest zdecydowanie do tej drugiej opinii. Miejsce zgięcia faktycznie jest widoczne. Ale nie na tyle, aby np. przekłamywało kolory lub załamywało obraz w trakcie oglądania filmów. Ten faktycznie załamuje się, ale dopiero w momencie lekkiego przymknięcia klapki. Bardziej przeszkadza, choć i do tego idzie się przyzwyczaić, wyczuwanie zgięcia pod palcem. W rozkładanych smartfonach, jak Galaxy Fold i Mate Xs, miejsce zgięcia biegnie po ekranie pionowo. Więc nie dotykamy go tak często. W przypadku Z Flipa zgięcie jest poziome. Więc zawsze w trakcie przewijania np. stron internetowych cały czas przesuwamy po nim palcem.

Sam wyświetlacz jest dobrej jakości. Zapewne to zasługa tego super cienkiego szkła, które Samsung tak promował w przypadku Z Flipa. Powoduje ono, że wyświetlany obraz jest lepszej jakości niż ten w Galaxy Foldzie. Kolory są lepsze, a czerń głębsza. Również w dotyku ten panel jest przyjemniejszy. Bliżej mu do szkła niż w przypadku Folda. Taka powierzchnia nie stwarza żadnych problemów z odblaskami światła, dzięki czemu ekran jest czytelny w każdych warunkach. Choć wypada to nieco słabiej niż w przypadku szklanych paneli.

Elastyczny ekran jest oczywiście bardzo delikatny i tak, można go zarysować paznokciem. Testowany egzemplarz idealnie to pokazuje. Widać na nim, że ktoś ewidentnie próbował. W kwestii trwałości mieszane uczucia wzbudza we mnie ramka wokół ekranu. Nie wygląda tandetnie, czego najmocniej bałem się przed premierą. Nie wygląda też źle i nie jest zbyt gruba. Ale jest plastikowa i błyszcząca. A to powoduje, ze zdecydowanie zbyt łatwo pokrywa się zarysowaniami.

Elastyczny ekran w klapce to… fajna sprawa

Klapka w połączeniu z ekranem, który można ustawić pod prawie dowolnym kątem spowodowały, że zacząłem korzystać z telefonu… inaczej. Do oglądania filmów ustawiałem Flipa delikatnie zgiętego i położonego na boku. A podczas przeglądania Internetu często zostawiałem klapkę delikatnie zgiętą. Już tak mam, że jak coś czytam na telefonie to zawsze robię to na górnej połowie ekranu, więc pasowało to idealnie.

Choć na co dzień nie korzystam z wideorozmów, to osoby często korzystające z tej funkcji bardzo chwaliły możliwość ustawienia Flipa w formie mikro-laptopa. Jestem w stanie rozumieć, że jest to faktycznie wygodne rozwiązanie.

Nie jestem fanem ekranu zewnętrznego, ale miło że jest

Zewnętrzy ekran Galaxy Z Flipa, z racji swoich wymiarów, ma bardzo ograniczoną funkcjonalność. Zobaczymy na nim godziny, symbole powiadomień oraz bardzo okrojone fragmenty ich treści. To trochę taka mocno zminiaturyzowana belka powiadomień Androida.

Nie jestem specjalnie przekonany do tego rozwiązania. Wolałbym znacznie większy ekran, jak w Motoroli RAZR. Nie mniej jednak to naprawdę wygodne, że np. do sprawdzenia godziny nie muszę otwierać klapki. Obiektywnie to bardzo dobre rozwiązanie. No i można też wykorzystać ten ekran do robienia selfie. Wymaga to jednak przyzwyczajenia, bo prezentowany obraz nie oddaje pełnego kadru, który rejestruj aparat.

Fajnie się rozmawia, pisze się tragicznie

Galaxy Z Flip zaskakująco dobrze radzi sobie z bardzo słabym zasięgiem mojego mieszkania. Robi to lepiej niż Galaxy S20, który momentami potrafił zgubić sieć. Choć zazwyczaj dla pewności wolałem się przełączyć na Wi-Fi Calling i ta funkcja działa bez zarzutów. Podobnie jak trzymanie sygnału sieci Wi-Fi.

Głośnik został umieszczony bardzo klasycznie nad ekranem. Dzięki temu dźwięk jest emitowany prosto do ucha. Jest głośno, bardzo czysty. Zero zastrzeżeń. Podobnie jak w przypadku pozostałych typów łączności. Smartfon stale był sparowany z zegarkiem, a wszelkie problemy z połączeniami wynikały wyłącznie z tego, że Wear OS tak ma. Sprawnie działa też GPS i czytnik linii papilarnych, który tutaj mamy na prawym boku.

Pisanie jakichkolwiek tekstów, w tym wiadomości, jest katorgą. Nie jest to wina telefonu, a klawiatury. Od dłuższego czasu za nic nie mogę się dogadać z klawiaturą Samsunga, której autokorekta… jest ale jakby jej nie było.  Nawet po dwóch tygodniach użytkowania korekta błędów wypada tragicznie. Jakby miał dłużej używać telefonu, to wymiana klawiatury na Gboarda byłaby obowiązkowa.

Prawie flagowa wydajność i przyjemny interfejs

Nigdy nie byłem wielkim fanem interfejsu Samsunga, ale on pewnego czasu One UI jest naprawdę przyjazny użytkownikowi. Jest przejrzysty, konfigurowalny i kolorowy. Co rzadko mi się podoba, ale w przypadku Samsunga jest to zrobione naprawdę mile dla oka. Zgrzytem od zawsze są motywy. Jest ich dużo, ale często są bardzo przekombinowane oraz duża ich część jest płatna.

Nie zabrakło tutaj znanej z serii Galaxy S20 i Galaxy Folda belki wysuwanej z boku ekranu. Można w niej umieścić skróty do wybranych aplikacji i z tego miejsca łatwo można uruchamiać je na podzielonym ekranie. Przycisk wywołujący belkę skrótów jest nieduży, słabo widoczny i bardzo trudno jest go uruchomić przypadkiem. Więc jeśli z niego nie korzystamy, a go nie wyłączymy, łatwo jest o nim zapomnieć.

Kompletnie nie rozumiem dlaczego Samsung zostawił w opcjach tzw. podświetlenie krawędziowe. To forma powiadomień, która jest sygnalizowana przez podświetlenie krawędzi ekranu. W przypadku składanej konstrukcji nie ma to żadnego sensu, bo krawędzie ekranu i tak nie są widoczne, a od powiadomień mamy wyświetlacz zewnętrzny.

Galaxy Z Flip jest wyposażony podzespoły typowe dla ubiegłorocznego flagowca, co ma odzwierciedlenie w testach wydajności.

W codziennym użytkowaniu smartfon działa bez zarzutów. Nie odczułem żadnych zmian w stosunku do Galaxy S20.

Tylko dwa aparaty, ale robią robotę

Smartfon z wysokiej półki i tylko dwa aparaty? Cóż, lepiej dwa bardzo dobre niż cztery, w tym jeden do makro, drugi do ustawiania ostrości. Dokładnie tak można scharakteryzować aparat w Galaxy Z Flipie.

Klapka Samsunga robi zdjęcia… jak Samsung. To typowa charakterystyka koreańskich smartfonów. Mamy tu ładnie podbite kolory, wysoki kontrast, dzięki czemu zdjęcia wydają się jeszcze lepszej jakości. Zdjęciom z aparatu głównego niewiele można zarzucić, choć przydałoby się nieco więcej szczegółów bardziej oddalonych obiektów. Aparat szerokokątny, jak to aparat szerokokątny, gubi ostrość na bokach kadru i mocno szumi w rogach. Rynkowy standard.

W przypadku filmów przydałoby się trochę stabilizacji i mniej smużenia przy ruchu telefonem, ale jakość obrazu i poziom rejestrowania szczegółów pozostaje bardzo wysoki.

Aparat pozwala też wykonywać zdjęcia przy użyciu zewnętrznego ekranu. Wystarczy wcisnąć jeden guzik w Menu aparatu. Dodatkowo jeśli złożymy obudowę do 90 stopni, okno kadrowania automatycznie zajmie pół ekranu.

Zdjęcia wykonane telefonem, zmniejszone do szerokości 1300p.

Ale ta bateria jest mała! No i co z tego?

Akumulator o pojemności 3300 mAh we współczesnym

smartfonie to faktycznie skromny wynik. Ale idealnie pasuje tutaj sformułowanie – mały, ale byk! Ogniwo bez problemu jest w stanie zapewnić zasilanie przez nieco ponad 14 godzin w trakcie oglądania filmów lub przeglądania Internetu. To wyniki, które nie odbiegają od innych flagowców z większymi akumulatorami.

Flipa musiałem ładować w zasadzie codziennie. Przy 30-40 minutach rozmów, kilkudziesięciu wiadomościach, przeglądaniu Internetu przez 1,5-2 godzin, słuchaniu muzyki przez kolejną godzinę, ze stale aktywnymi komunikatorami i pocztą, do tego cały czas sparowanym zegarkiem, wieczorem zostało mi ok 16-25% naładowania akumulatora. W okolicach godziny 23. Nie jest to specjalnie wybitny wynik, ale przy tam niedużym akumulatorze wygląda to lepiej niż dobrze.

Galaxy Z Flip obsługuje skromny wariant szybkiego ładowania, o maksymalnej mocy 15W. Ładowanie akumulatora do pełna trwa ok 1,5 godziny.

Samsung Galaxy Z Flip to światełko w tunelu

Podobnie jak w przypadku pozostałych składanych smartfonów na rynku, ciężko jest je jednoznacznie ocenić. W mojej ocenie są to cały czas w dużym stopniu działające i dopracowane prototypy, których zadaniem jest badanie rynku. Dlatego też ciężko jest się w ich ocenie odnosić do klasycznych konstrukcji. Gdybyśmy tak zrobili z Z Flipem, narzekania byłoby sporo. A to specyfikacja rodem z 2019 roku, a to wysoka cena, delikatny ekran z widocznym miejscem zgięcia, aparat mógłby być jeszcze lepszy, ładowanie szybsze, akumulator większy, obudowa nie jest wodoszczelna…

Ale Samsung Galaxy Z Flip to nie jest zwykły smartfon. To urządzenie, które pokazuje potencjalny kierunek rozwoju smartfonów i jest to kierunek bardzo słuszny. Zmniejszenie dużego ekranu, typowego dla dzisiejszych czasów do rozmiarów puderniczki, o istnieniu której łatwo zapomnieć po wrzuceniu do kieszeni. Choć nie lubię tego zdania, to po części faktycznie jest to trochę definiowanie smartfonu na nowo. Wyszło to Samsungowi dobrze i znacznie lepiej niż w przypadku Galaxy Folda.

Nowe technologie nigdy nie są idealne, ani też tanie. Dlatego też Galaxy Z Flip jest dla mnie formą przetarcia szlaku i wyznaczeniem nowego kierunku rozwoju. Mam nadzieje, że w ślady Samsunga pójdą kolejni producenci. Składane smartfony powinny się rozwijać równolegle w dwóch kierunkach. Jako urządzenia składane do wymiarów kompaktowych  i rozkładane do wymiarów tabletów.

A jeśli masz wolne 6 600 złotych i nie jest to wydatek, który mocno nadwyręży Twój budżet, śmiało możesz kupować. Galaxy Z Flip to naprawdę bardzo przyjemny smartfon.

Galeria zdjęć smartfonu: