Test Audictus Conqueror, czyli bezprzewodowych słuchawek

Test bezprzewodowych Audictus Conqueror, słuchawek Audictus Conqueror, Audictus Conqueror, test Audictus Conqueror

Sprzęt od Audictus już nie raz lądował na naszej stronie w formie testów, więc i najnowszego nabytku w ofercie nie może „u nas” zabraknąć. Zapraszam więc na test bezprzewodowych słuchawek Audictus Conqueror. 

Pudełko i dołączone wyposażenie

Audictus na szczęście nie zawiódł pod kątem wyposażenia, bo w tradycyjnym dla marki pudełku w obwolucie w kolorystyce zdominowanej przez charakterystyczny odcień szarości, znajdziemy zabezpieczone pianką twarde etui powleczone materiałem na zamek. 

Wewnątrz znajdziemy 50-centymetrowy gumowy przewód USB-A do USB-C z myślą o ładowaniu, cienki 1,2-metrowy USB-C do jack 3.5 mm do przewodowego trybu i instrukcję obsługi. 

Najważniejsze cechy Audictus Conqueror

  • Ogólne
    • Przeważający materiał: tworzywo sztuczne
    • Waga: 250 gramów
    • Słuchawki wokółuszne zamknięte
    • Regulacja muszli na trzy sposoby
    • Tryb bezprzewodowy poprzez Bluetooth 5.0
    • Zasięg do 15 metrów
    • 900 mAh bateria o wytrzymałości do 30 godzin
    • Szybkie ładowanie 10 W poprzez USB-C
    • Adapter do dwóch złączy jack 3,5 mm
    • Przyciski funkcyjne na muszlach
    • Tryb ANC i Sound Passthrough
  • Przetworniki neodymowe Hi-Fi
    • Średnica: 40 mm
    • Impedancja: 32 Ohm
    • Pasmo przenoszenia: 20 – 20 kHz (choć strona produktu wspomina o 20-22 kHz)
    • Dynamika
    • 100 dB +/-3 dB
  • Mikrofon
    • Na prawej słuchawce

Design, materiały i wykonanie

Mobilny zestaw słuchawkowy z takim bogactwem funkcji wyceniony na 300 złotych nie jest czymś, po czym możemy oczekiwać topowego wykonania i rzeczywiście choć jest nieźle pod kątem wyposażenia, wykonanie Audictus Conqueror nie zadowoli wszystkich. Jest jednak i tak solidne, sprowadzając się do dobrze dopasowanego pałąku obitego na górze sztuczną skórą ze sporą ilością pianki, czego połączenie znalazło się na może nie największych owalnych nausznikach (niewymiennych), ale wystarczających do pokrycia całych małżowin. Wewnątrz ich znalazła się materiałowa siateczka z symbolem prawej i lewej słuchawki (R i L). 

Boczna obudowa muszli razem z pałąkiem z ozdóbką w postaci białego logo producenta zostały wykonane z tego samego, twardego plastiku, bo zapewnia swego rodzaju spójność produktu, którego metalowe elementy sprowadzają się tylko do mechanizmu regulacji rozstawu muszli i zewnętrznych osłon fazowanych radialne wstawek o ciekawym efekcie załamywania światła. Na ich szczycie znalazła się dziurka (zapewne dla mikrofonu) w kształcie małego tic-taca, ale to nie jedyne „dziurki” na muszlach. Te znalazły się też na ich szczycie, tuż pod widełkami i są najpewniej otworami chłodzącymi/dyfuzyjnymi.

Test Audictus Conqueror, czyli bezprzewodowych słuchawek

Jeśli idzie o całe centrum dowodzenia, czyli to, jak sterujemy Audictus Conqueror, to jest tutaj dosyć nietypowo. Po pierwsze, na lewej słuchawce znalazł się przycisk do ANC i związana z nim dioda powiadomień, a na prawej zestaw trzech przycisków związanych z zatrzymywaniem, wznawianiem, podgłaśnianiem/ściszaniem i przesuwaniem piosenek, ale też cofnięty na tył przycisk on/off. Gdyby tego było mało, na podstawie znajdziemy port USB-C, diodę sygnalizującą i dziurkę, pod którą znajduje się mikrofon do rozmów. 

Czytaj też: Test MSI Immerse GH20, czyli lekkiego gamingowego headsetu
Czytaj też: Recenzja Asus ZenBook Duo 14. Dwa ekrany w nowej odsłonie
Czytaj też: Test słuchawek TCL 500 TWS. Jak dobrze, że nie grają wygladem

Całościowo Audictus Conqueror sprawiają przyzwoite wrażenie, ale diabeł tkwi niestety w szczegółach. Większość elementów obudowy jest przyjemna w dotyku, ale są też i takie krawędzie, które zamiast być obłe, są ostre i choć zranić raczej nie zranią, to są. Dodatkowo choć słuchawki sprawiają dosyć solidne wrażenie, to ich złożenie w pełni sprawia, że potrząśnięcie słuchawkami generuje sugerujący coś budżetowego klekot. 

Warto podkreślić, że choć muszle można obrócić o 90 stopni w lewo i w prawo, to nie posiadają przegubów, aby je złożyć i choć Conqueror są stworzone z myślą o trybie bezprzewodowym, to można je połączyć z telefonem, a nawet komputerem poprzez port jack 3,5 mm. Niestety dołączony w tym celu przewód jest tak cienki, że aż prosi się o uszkodzenie. 

Test Audictus Conqueror, czyli bezprzewodowych słuchawek

Test dźwięku Audictus Conqueror 

Jako że model Conqueror może działać zarówno w trybie przewodowym, jak i bezprzewodowym, moje pierwsze zadanie sprowadziło się to porównania tych trybów i co tu dużo mówić… jest dziwnie. W przypadku połączenia poprzez Bluetooth 5.0, które nie jest wspomagane żadnymi kodekami o wysokiej przepustowości, brzmienie tych słuchawek różni się kompletnie od trybu przewodowego.

Podczas gdy odsłuch w trybie bezprzewodowym oferuje brzmienie modelu wręcz amatorsko-monitorowe o równym brzmieniu i okazalszej scenie dźwiękowej względem trybu przewodowego, który już spłyca nieco scenę, ale zapewnia charakterystykę stricte basową (o ciepłym wydźwięku), zapewniając bardziej mainstreamowe, rozrywkowe brzmienie. Sam nie wiem, czy uznać to za wadę, czy zaletę, bo jeden znienawidzi te różnice, a drugi będzie cieszył się ze swoistego 2w1.

Wrażenia z użytkowania

Muszę przyznać, że jak dla mnie model Conqueror wręcz potrzebuje jakiejś aktualizacji firmware, bo przy jego obecnym stanie cyfrowym jest pełen niedoróbek. Zacznijmy jednak od tych bardziej fizycznych kwestii, bo ich częścią jest nawet sam port USB-C, który nie został odpowiednio zaimplementowany, co sprawia, że przy wpięciu złącza „na odwrót” (tak, wiem jak to brzmi przy USB-C), zamieniamy sobie kanał lewy z prawym. Trzeba więc pilnować, aby miejsce połączenia metalowego złącza USB-C było skierowane „na zewnątrz”. 

Test Audictus Conqueror, czyli bezprzewodowych słuchawek

Dodatkowo znajdujące się na górze muszli otwory sprawiają, że Conqueror, choć uznawane za zamknięte, są w rzeczywistości dosyć otwarte, co powoduje słabą izolację dźwięków. Kłóci się to z kolei z trybem ANC i trybem wzmocnienia dźwięków z otoczenia, bo po prostu do naprawdę skutecznej zabawy z tymi funkcjami trzeba zapewnić słuchawkom możliwie najwyższy poziom izolacji. Część z nich rzeczywiście jest odfiltrowywana (zwłaszcza tych w dolnych rejestrach), a na szczęście aktywacja ANC nie wpływa ogólnie na samo brzmienie i nie doprowadza do dyskomfortu, generująć tradycyjnie cichy szum możliwy do usłyszenia w chwilach ciszy. 

Wracając do stanu cyfrowego, tak jak wspominałem, brzmienie Audictus Conqueror znacząco zmienia się w trybie przewodowym i bezprzewodowym, ale to nie jedyne, co ulega zmianie. Po pierwsze, w trybie przewodowym przyciski kompletnie nie działają, a przycisk od ANC/Surround Sound zachowuje się tak, jakby chciał, bo jego naciśnięcie powoduje krótką ciszę, jakby nie do końca usunięto tę funkcjonalność, która jest związana z na dodatek niedziałającym wbudowanym mikrofonem. Ten zresztą sprawuje się okropnie podczas rozmów telefonicznych, a nawet prosta wymiana zdań w cichym środowisku wymagała ode mnie kilkukrotnego powtarzania słów drugiej stronie. 

Test Audictus Conqueror, czyli bezprzewodowych słuchawek

Mogę też narzekać na duży skok poziomu głośności po wciskaniu przycisków (przejście z 0 do 100% wymaga 17 naciśnięć), czas czuwania do około 20 godzin od rozłączenia ze smartfonem, dziwnie długą, bo aż 5-sekundową potrzebę wciśnięcia przycisku on/off, aby słuchawki wyłączyć, choć ich włączenie wymaga tylko 2-sekundowego wciśnięcia, jak również przeciętnie sprawdzający się ANC, czy niepotrzebny Sound Passthrough, który najlepiej „przepuszcza” do naszych uszu szum wiatru, czy buczenie odkurzacza. 

Chociaż lista wad jest długa, Audictus Conqueror jest w stanie zachwycić dużą wygodą przy minimalnym efekcie „grzania się uszu”, działaniem na baterii, które rzeczywiście dobija do tych 30 godzin na jednym ładowaniu, obecnością trybu szybkiego ładowania z kompatybilną ładowarką 10W i świetnego brzmienia. 

Test Audictus Conqueror – podsumowanie

Obecnie najtaniej można zgarnąć Audictus Conqueror za 250 złotych, a więc o 50 złotych taniej względem ceny producenta, który oczywiście oferuje 2-letnią gwarancję. Jest to jednocześnie model niekoniecznie idealny, bo mający swoje wady spowodowane głupimi błędami producenta, ale też zalety. Jeśli więc nie będą dręczyć problemy tego modelu, o których pisałem, a szereg zalet Was do nich przekona, to myślę, że w tej cenie się nie zawiedziecie. 

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News