WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ

Test Genesis Lith 400 RGB – klawiatura rodem z laptopa

Test Genesis Lith 400 RGB – klawiatura rodem z laptopa

Genesis zawitał na rynek z ciekawą membranową klawiaturą, której cena 179 złotych może zaskoczyć, ale to nie jedyne, co w modelu Lith 400 RGB zaskakujące.

Pudełko i dołączone wyposażenie

Tak jak zwykle klawiatury docierają do nas w okazałych pudłach, Lith 400 RGB zmieściła się do smukłego kartonu o charakterystycznych dla Genesisa kolorach, który informuje nas zwłaszcza o zastosowanym mechanizmie pod klawiszami. 

Nie znalazły się pod nimi przełączniki mechaniczne, a niskoprofilowa (spójrzmy  prawdzie w oczy)  nożycowa „membranówka” rodem z laptopów. W środku nie czeka nas nic oprócz samej klawiatury oraz instrukcji obsługi. 

Najważniejsze cechy Lith 400 RGB

  • Klawiatura pełnowymiarowa o niskim profilu
  • Materiał: tworzywo sztuczne i metal 
  • Przełączniki: niskoprofilowe, ciche X-SCISSORS
  • Wymiary: 465 x 195 x 25 mm
  • Waga: 845 gramów
  • 180-centymetrowy przewód USB w materiałowym oplocie
  • Podświetlenie RGB
  • Wsparcie aplikacji
  • Przyciski multimedialne ukryte pod F1-F12
  • Anti-ghosting dla 19 klawiszy
  • Dodatkowy port USB oraz karta dźwiękowa
  • Uchwyt na telefon
  • Gwarancja: 2 lata

Materiały, design i wykonanie

Chociaż klawiatury membranowe zwykliśmy kojarzyć z dosyć prostymi modelami, Genesis zrobił z Lith 400 RGB model, który trafi w gusta graczy niespecjalnie zakochanych w przełącznikach mechanicznych. Oczywiście odejście od nich ma swoje minusy, ale o tym za chwilę – teraz skupmy się na naprawdę sporej bryle, jaką przyjął model Lith 400 RGB, bo to zdecydowanie szeroka klawiatura.

Genesis poszerzył ją nie bez powodu, bo dzięki dodatkowej powierzchni chciał stworzyć zintegrowaną podkładkę pod nadgarstki”, która jak to zwykle bywa w takich praktykach, jest zwyczajnie za mała dla większych dłoni. Oparcie nadgarstków na niej sprawia bowiem, że nie jesteśmy wtedy w stanie sięgnąć komfortowo palcami do pierwszych dwóch dolnych rzędów.  

Jednak przejaw tego poszerzenia jest również widoczny na górnej sekcji, gdzie znalazła się wielka, wyłożona gumą wnęka na telefon. Szczerze? Nigdy nie spotkałem się z tego typu podstawką wbudowaną w klawiaturę, ale oto i ona, a na dodatek sprawia wrażenie dosyć przydatnej, o ile pragniecie być ciągle w zasięgu telefonu nawet podczas patrzenia na monitor. Po wsadzeniu telefonu w tę wnękę, funkcja rozpoznawania twarzy stanie się Waszą zmorą. 

Z wierzchu, pomijając podkładkę i podstawkę, Lith 400 RGB niczym więcej nie ciekawi, oprócz ściętymi pod kątem rogami obudowy. Tradycyjny zestaw 104 klawiszy razem z sekcją czterech diod informujących o aktywacji scroll-, caps- i numlocka razem z blokadą klawisza Windows, to jedyne, co na niej ujrzycie, patrząc “z góry”. Znacznie więcej dzieje się na krawędziach.

Genesis postarał się nie tylko o podświetlenie klawiszy, ale też spoiny między górną i dolną podstawą z tworzywa sztucznego. Ta rozświetla się tymi samymi barwami, co klawisze, zapewniając dodatkowy zastrzyk RGB naszemu stanowisku. Z tyłu (skąd wypełza 180-cm, solidny przewód USB w materiałowym oplocie) znalazł się też zestaw portów – jednego USB-A oraz tradycyjny duet jack 3,5 mm dla zestawu słuchawkowego. Słodko!

Obracając z kolei Lith 400 RGB do góry nogami, ujrzymy tylko zestaw pięciu antypoślizgowych podkładek, które sprawiają się dobrze zarówno na blacie, jak i podkładce materiałowej oraz oczywiście duet “nóżek”, zapewniających tylko nieco większy kąt ustawienia klawiatury. Na nich również nie zabrakło antypoślizgowej nakładki. 

Jeśli mam być szczery, Lith 400 RGB nie porwało mnie designem, ale po obcowaniu ze zdecydowanie zbyt wieloma mechanikami, miłą odmianą było mieć pod dłońmi coś, co przypominało klawiaturę laptopa. Największy problem? Nieco zbyt wyraźne uczucie niskiej wytrzymałości modelu, której obudowa nawet przy użyciu znikomej siły, wygina się, jak na kursie salsy. 

Oprogramowanie

Genesis nieco rozbawił mnie dołączoną do Lith 400 RGB aplikacją, która przypomniała mi czasy programowania w szkole średniej. Nie owijając w bawełnę – apka wygląda jak skrojony na szybko przez licealistę, który liznął nieco grafiki oraz programowania, projekt na zaliczenie. Chociaż jest zachowana najważniejsza funkcjonalność, to samo wykonanie pozostawia wiele do życzenia.  

Braki w intuicyjności oraz momentami zbyt nieczytelna czcionka, nie uniemożliwiają jednak przypisywania do klawiszy nowych funkcji, czy makr oraz zabawy kilkoma wbudowanymi efektami podświetlenia. Nie zabrakło też wbudowanej pamięci oraz profili. 

6-strefowy system podświetlenia

Klawiatury membranowe mają twardy orzech do zgryzienia w myśl ostrego podświetlenia. Diody bowiem nie znajdują się pod każdym przyciskiem, jak to jest rozwiązane w mechanicznych modelach, przez co muszą radzić sobie z szeregiem diod rozłożonych pod membraną, które usilnie starają się rozświetlić czcionkę i przestrzeń między nią. W modelu Lith 400 RGB uzyskany efekt jest… przyzwoity w porównaniu do modelu mechanicznego i świetny sam w sobie.

Genesis najwyraźniej postarał się o odpowiednią liczbę diod, dzięki czemu wielka czcionka na klawiszach jest dobrze podświetlona, choć na specjalny efekt “wow” nie liczcie, bo jasność diod jest niezbyt wysoka. W razie czego możecie podświetlenie wyłączyć, dostosować poziom jego jasności, czy wybrać jeden spośród kilku trybów razem z kolorem. 

Test przełączników

Lith 400 RGB oferuje „niskoprofilowe, ciche przełączniki X-SCISSORS”, które możecie znać zwłaszcza z laptopów pod nazwą mechanizmu nożycowego. Genesis w opracowaniu własnego wariantów, postarał się o wysokie dopasowanie, dzięki której przełączniki zachowują „swoją niesamowitą wygodę użytkowania i bardzo cichą pracę”. Cechuje je minimalny wręcz poziom pracy oraz wymóg naciśnięcia ich z siłą 55 gramów.

Same w sobie nie są najcichsze, na jakich było mi dane pracować, jeśli o przełączniki nożycowe idzie. W porównaniu do zwyczajnych klawiatur membranowych są wprawdzie od nich bardziej ciche, ale nie aż tak bardzo, jak tego oczekiwałem. Sam mechanizm działa z kolei bez zastrzeżeń, ale poziom generowanego dźwięku przy każdym puknięciu w klawisz zdecydowanie nie jest specjalnie cichy. 

Podsumowanie, czyli coś dla laptopowych fanatyków

Lith 400 RGB, to zdecydowanie klawiatura nie dla każdego. Swoim niskoprofilowym stylem i mechanizmem znanym z laptopów może zachęcić głównie tych, którzy przywykli do tego typu klawiatur i poszukują czegoś z gamingowym sznytem. Dodatek ciekawej podstawki na telefon oraz portu USB razem z parą jack 3,5 mm, to również coś, co może przesądzić o jej zakupie.

Największe minusy Lith 400 RGB? Osobiście uważam, że tylko jeden – cena oraz materiał, bo jak dla mnie wydanie 179 złotych za coś, co ugina się na biurku, to delikatna pomyłka. Nie powinno to przeszkadzać jednak tym, którzy nie mają “cięższych dłoni” podczas pisania albo tym, którzy zwyczajnie się tym nie przejmują. Panel z aluminium na górze byłby jednak tutaj wskazany. No cóż, taka cena kompaktowości…