Huawei na dobre wyszedł już z cienia Samsunga i Apple, oferując świetne urządzenia, w rozsądnych cenach. Jednak dla chińskiego producenta to za mało i od zeszłego roku stara się być pionierem, próbując wyznaczać nowe standardy na rynku. W tym roku udało się to osiągnąć modelem P20 Pro, z rewolucyjnym aparatem. Czy najnowszy Mate 20 Pro również jest w stanie Nas zachwycić? Czy warto wydać na niego 4300 zł? Po odpowiedzi zapraszam do naszej recenzji.

 

Design i jakość wykonania

Huawei Mate 20 Pro prezentuje się przepięknie i to nie są słowa rzucone na wiatr. Zaoblenia, zagięcie ekranu na krawędziach, zmiana położenia modułu aparatu głównego itp. sprawiają, że prezentuje się dużo nowocześniej od P20 Pro. Pomimo dużego, 6,4 calowego ekranu, wymiary urządzenia wynoszą 157,8 x 72,3 x 8,6 milimetra, przy 189 gramach wagi. Korpus został wykonany z aluminium, a z przodu i z tyłu mamy do czynienia ze szkłem Corning Gorilla Glass. Obudowa spełnia normę wodo- i pyło- szczelności IP68, wersja zielona (niedostępna w Polsce) i niebieska nie zbierają specjalnie łatwo odcisków palców. Nie jest też nadmiernie śliska, a urządzenie stabilnie leży w dłoni. To zasługa drobnego, prążkowanego wzoru na tylnej tafli szkła.

Jedyny minus, wynikający z polityki firmy Corning (stawiany na zabezpieczenie przed zbiciem szkła, a nie przed rysami) jest wg. doniesień dość duża podatność na zarysowania. Ja tego nie odnotowałem, ale to zapewne z powodu dbałości o egzemplarz testowy. W obudowie umieszczono port USB C 3.1, nie ma za to złącza miniJack. No cóż – znak czasów. Tacka na karty nanoSIM skrywa z kolei nowość, czyli obsługę kart NM (Nano Memory) o wymiarach identycznych jak standardowa karta nanoSIM. Tak, do smartfonu nie włożymy karty microSD. Dodatkowo Dual-SIM jest rozwiązany hybrydowo. Czy nowe karty pamięci się przyjmą na rynku? Czas pokaże. Kończąc temat obudowy, na polskim rynku będzie ona dostępna w trzech wariantach kolorystycznych. Niebieskim, czarnym oraz Twilight.

Wyświetlacz

OLED i wszystko jasne. Perfekcyjna czerń, świetne kąty widzenia i nasycone barwy. To jednak nie wszystko, bowiem dzięki rozdzielczości 3120 x 1440 mamy to do czynienia z zagęszczeniem pikseli na poziomie 538 ppi. Przekłada się to na wręcz wzorcową ostrość obrazu na 6,4 calowym wyświetlaczu o proporcjach 18,5/9. Jasność zarówno minimalna, jak i maksymalna stoją na bardzo dobrym poziomie, a w razie potrzeby możemy skorzystać z filtra światła niebieskiego. Regulacji podlega również rozdzielczość. Warto również wspomnieć że ekran jest zagięty na krawędziach, ramki naokoło niego są bardzo cienkie, a notcha można „wyłączyć” w ustawieniach. W przypadku ekranów OLED to „wyłączenie” prezentuje się bardzo przekonywująco. Reasumując Mate 20 Pro posiada zdecydowanie jeden z najlepszych ekranów na rynku!

 

Wydajność i wyposażenie

 Na pokładzie znajdziemy najnowszego, ośmiordzeniowego Kirina 980 (2 x Cortex A76 2,6 GHz + 2 x Cortex A76 1,92 GHz + 4 x Cortex A55 1,8 GHz) wspartego grafiką Mali-G76 oraz dwurdzeniowym układem NPU (sztuczna inteligencja). Nie zabrakło 6 GB pamięci RAM oraz 128 GB pamięci wewnętrznej UFS 2.1 (realnie jedynie 107 GB). Warto wspomnieć, że procesor został wykonany w unikatowym, 7nm procesie technologicznym, podobnie jak Apple A12 Bionic. Całość sprawuje się rewelacyjnie, nie odnotowałem najmniejszych spowolnień animacji. W Antutu Benchmark 7.1.0 smartfon wykręca ok. 271 000 pkt, co stawia go w ścisłej czołówce najbardziej wydajnych smartfonów. Ustępuje w zasadzie tylko najnowszym Iphonom od Apple.

Z wyposażenia wymienić należy ponadto Bluetooth 5.0, Wi-Fi zarówno w paśmie 2,4 Ghz, jak i 5 Ghz, oraz LTE kat.21. W aplikacji Speedtest  w sieci Orange udało mi się osiągnąć nawet 119 Mb/s przy pobieraniu oraz 39,2 Mb/s przy wysyłaniu. To bardzo dobre rezultaty. Nie należy zapominać również o porcie podczerwieni oraz module NFC. Wbudowane głośniki stereo stanowi głośnik do rozmów oraz drugi, ukryty w porcie USB C. Grają one całkiem przyzwoicie i mają niezłą barwę dźwięku, niemniej nie grzeszą maksymalnym poziomem głośności. Po podłączeniu słuchawek pod port USB C, jakość reprodukowanego dźwięku jest już bardzo dobra. Możemy to zrobić również przez dołączoną do zestawu przejściówkę na złącze miniJack.

Czytnik linii papilarnych i Android 9

Huawei to pierwszy producent, któremu udało się umieścić czytnik linii papilarnych pod wyświetlaczem. Konkurencja po raz kolejny została w tyle. Ok, a jak działa on w praktyce? Telefon po odczytaniu naszego odcisku odblokowuje się bardzo szybko, a ilość prób udanych za pierwszym razem oscyluje w granicach 7 na 10. Jest więc tylko dobrze, ale jestem przekonany, że zostanie to poprawione w nadchodzących aktualizacjach. Technologia zdecydowanie ma potencjał. Drugą istotną informacją jest fakt, że smartfon jako jeden z pierwszych na rynku od wyjęcia z pudełka działa pod kontrolą najnowszego Androida Pie. Oczywiście z nakładką producenta w wersji 9.0. Jeśli ktoś korzystał z telefonów Huawei w ostatnich 2 latach, bardzo szybko się w nim odnajdzie. System działa bardzo szybko i stabilnie.

Aparat fotograficzny

Smartfon został wyposażony w trzy obiektywy z optyką Leica. Aparat główny ma 40 Mpx, rozmiar 1/1.7” i jasność f/1.8. Dodatkowy 20 Mpx szerokokątny, f/2.2 oraz 8 Mpx odpowiedzialny za zoom optyczny 3x, f/2.4 ze stabilizacją optyczną. W porównaniu z P20 Pro zrezygnowano z matrycy monochromatycznej, na rzecz szerokiego obiektywu. Trybów pracy jest cała masa, łącznie z profesjonalnym, z czasem naświetlania do 30 sekund i trybem AR, w którym animowana postać naśladuje nasze grymasy twarzy.

Sama jakość zdjęć jest świetna, zarówno w dzień, jak i przy sztucznym oświetleniu. Zarówno obiektyw szerokokątny, jak i zoom optyczny spisują się perfekcyjnie. W ujęciach nocnych nadal mamy topowy poziom, niemniej w mojej ocenie efekt lekko ustępuje P20 Pro, ze względu na zbyt podbite barwy i ciut mniejszą szczegółowość. Zdjęcia z przedniej kamery wychodzą po prostu dobrze, natomiast filmy możemy kręcić oczywiście w 4K. Ich jakości nie mogę nic zarzucić. Na uwagę zasługuje również filtr AI, dzięki któremu nagramy efektowne, czarno-białe filmy z ludźmi oddanymi w kolorze. Reasumując Mate 20 Pro ma jeden z najlepszych aparatów na rynku. Koniec, kropka.

Bateria i ładowanie indukcyjne

Zastosowane ogniwo o pojemności 4200 mAh, pozytywnie zaskakuje biorąc pod uwagę wielkość ekranu. 2,5 dnia w cyklu mieszanym lub ponad 1,5 dnia bardzo intensywnej pracy to czasy zdecydowanie w zasięgu tego modelu. SOT w zależności od intensywności użytkowania i uruchamianych aplikacji wacha się w granicach od 6 do 8 godzin. Producent chwali się, że przy pomocy dołączonej do zestawu 40W ładowarki naładujemy urządzenia od 0 do 70% w ok. 30 min. I faktycznie tak jest! Smartfon można ładować również bezprzewodowo w standardzie Qi, ale co ciekawe sam również może pracować jako taka ładowarka.

Podsumowanie

Odpowiedź na pytanie „Czy warto?” jest prosta i oczywista – ależ oczywiście, że TAK. Oczywiście pod warunkiem, że mamy na zbyciu wolne 4300 pln i nie posiadamy jeszcze żadnego tegorocznego flagowca. W przeciwnym wypadku radziłbym poczekać kilka miesięcy i nabyć go już w cenie z trójką z przodu. Konkurencja musi teraz gonić chińskiego producenta i jego rozwiązania z zakresu chociażby czytnika linii papilarnych czy ładowania bezprzewodowego. Oczywiście telefon ma pewne mankamenty, ale większość z nich zapewne zostanie poprawiona aktualizacjami. Huawei Mate 20 Pro to model, który podobnie jak wcześniej P20 Pro, wyznacza trendy na rynku i jest zdecydowanie godny polecenia.

 

Testowany telefon był w wersji zielonej, która jest niedostępna w Polsce. 

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!