WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Testy

Test klawiatury Logitech Pro

Gamingowych klawiatur mechanicznych na rynku nigdy za wiele, więc propozycję Logitecha w ramach modelu Pro trudno pominąć, kiedy została nawet stworzona specjalnie z myślą o profesjonalistach. Warto od razu jednak zaznaczyć, że oficjalnie Logitech zaczął już sprzedaż modelu Pro X, choć w nim zmiany są dosyć marginalne.

Pudełko i dołączone wyposażenie

Logitech Pro Gaming Keyboard do tanich nie należy, więc producent zadbał o odpowiedni “feeeling” już w pierwszych minutach. Pudełko, w którym otrzymujemy klawiaturę skrywa się tak naprawdę pod gustowną obwolutą, a w nim samym znajdziemy zabezpieczoną klawiaturę, papierologię oraz przewód microUSB. 

Najważniejsze cechy Logitech Pro

  • Klawiatura TKL
  • Materiał: tworzywo sztuczne
  • Przełączniki GX Blue
  • Wymiary: 360 x 153 x 34,3 mm
  • Waga: 980 gramów bez przewodu
  • Odczepiany 180-centymetrowy przewód USB w nylonowym oplocie
  • Podświetlenie RGB
  • Wsparcie aplikacji Logitech G Hub
  • Przyciski multimedialne i funkcyjne 
  • 26-klawiszowy N-Key Rollover
  • Gwarancja: 2 lata

Materiały, design i wykonanie

Logitech w swoim modelu Pro poszedł w nieco innym kierunku, niż większość producentów, stawiając nie na aluminiowy/metalowy korpus, a ten plastikowy. Pachnie to oczywiście oszczędnością i trudno się w takim wyborze jej nie doszukać, ale trudno doczepić mi się do tego tworzywa sztucznego, ponieważ jego gładka faktura i wysoka wytrzymałość bez podatności na wyginanie świadczy o materiale z wyższej półki. Może ta klawiatura okaże się zbawieniem dla tych graczy, którzy nie przepadają za chłodem metalu?

Jednak nawet pomimo postawienia na wszechobecny plastik, Logitech Pro jest naprawdę ciężką klawiaturą, która waży prawie jeden kilogram. To naprawdę dużo i to zwłaszcza pod kątem struktury TKL, a więc pozbawionej bloku przycisków numerycznych. Tych większość graczy i tak nie potrzebuje, dlatego też w myśl idei esentalizmu uznaje to za plus, bo miejsca na biurku nigdy za wiele. 

Tradycyjnie wyższą półkę czuć także przy samych nakładkach na przełączniki, które zostały wykonane ze zdecydowanie przyjemnego tworzywa sztucznego. Nie zapomniano przy tym o stosownych wyżłobieniach oraz przygotowania czcionki na trudy codziennego grania. 

Pod kątem samego designu jest zadziwiająco prosto i estetycznie, bo matową obudowę dopełnia tylko połyskująca krawędź, a nieco niestandardowego wyglądu klawiaturze Pro nadaje wysunięta górna ramka. To na niej znalazło się podświetlane logo marki w lewym górnym rogu, dwa dodatkowe przyciski w prawym górnym (również podświetlane) oraz diody informacyjne o caps- i scrollocku. Wspomniane przyciski służą kolejno do aktywacji trybu gamingowego oraz wyłączania/włączania podświetlenia. 

Pod klawiaturą znajdziemy z kolei pięć masywnych podkładek antypoślizgowych, które sprawdzają się nienagannie oraz trendujące ostatnio rozwiązanie na „nóżkach” Te opiewają na trzy ustawienia pochylenia klawiatury i jeśli intuicja mnie nie myli, mowa o 3 stopniach bez rozsunięcia nóżek, 7 stopniach przy rozłożeniu tych mniejszych i całych 11 przy największych. Czego więcej chcieć?

Oczywiście przewodu, który w modelu Pro sprowadza się do 180-centymetrowego interfejsu USB-A do microUSB w nylonowym, solidnym oplocie. Z jednej strony nie jestem przekonany do zastosowania starego złącza microUSB, ale przekonują mnie dodatkowe „widełki”, które zwiększają jego stabilność oraz fenomenalny dodatek na osłonce złącza USB-A, przedstawiający niewielką klawiaturę. Wiecie, w plątaninie przewodów za komputerem czasem trudno się połapać. 

Oprogramowanie

Po stronie software Logitech również nie zawodzi, oferując dla modelu Pro aplikację w postaci jednego wielkiego HUBu. W pierwszej zakładce czeka nas zabawa z podświetleniem w ramach trzech głównych menu, wśród których to opcja stworzenia swojej własnej animacji wydaje się najciekawsza:

Następnie otrzymujemy dziwnie okrojone menu przypisywania nowych funkcji do klawiszy… ale tylko od F1 do F12. Nie mam pojęcia, dlaczego Logitech postawił na takie ograniczenie, ale wiem, że nie niespecjalnie mi się to podoba. Na szczęście nie zabrakło kreatora makr:

W trzeciej zakładce czeka nas możliwość eksperymentowania z trybem gamingowym, w którym decydujemy o tych klawiszach, które zostaną zdezaktywowane.

Logitech Pro posiada wbudowaną pamięć, dlatego też wymaga od nas małej zabawy w oprogramowaniu, aby zapisać podstawowy tryb podświetlenia, aby ten nie zmieniał się przy każdym włączeniu komputera.

System podświetlenia

Chociaż podświetlenie w Logitech Pro oceniłbym na mocne 7/10 (do perfekcyjnej „8” jeszcze mu daleko), to jest to spowodowane tylko i wyłącznie nieco zbyt stłamszoną jasnością, która nie zachwyca. Same odwzorowanie kolorów i rozlewanie się podświetlenia po czcionce jest nienaganne i doceniam podświetlane logo, przyciski oraz diody informacyjne zależnie od ogólnego podświetlenia, ale ta jasność mogła być nieco lepsza.

Widać to zwłaszcza w tych klawiszach, które oprócz głównego znaku mają jakiś poboczny – ten został zaślepiony mlecznym materiałem i nie przepuszcza światła, a mógłby, gdyby tylko Logitech postarał się o „wyciągnięcie” diody ze środka przełącznika nieco wyżej. 

Test przełączników GX Blue

Logitech Pro zachęca do siebie tradycyjnym wariantem przełączników o charakterze „blue”, które w wydaniu Logitecha przyjmują nazwę GX Blue… i co tutaj dużo mówić, sprawdzają się fenomenalnie.

W nich najważniejszymi cechami pracy jest zarówno słyszalne kliknięcie w momencie aktywacji, jak i wyczuwalna pod palcem reakcja mechanizmu. Całościowo GX Blue pokonują 4 milimetrów drogi, ale aktywują się już w połowie po użyciu siły rzędu 60 gramów. Powinny wytrzymać Wam z kolei całe 70 milionów kliknięć. 

Nie zostawię Was jednak tylko z tymi informacjami, bo warto też wspomnieć o technologii KSP Logitecha, która stanowi pieczę nad tymi przełącznikami. Jest ona o tyle ważna, że ponoć zapewnia Wam o całe 10 ms szybszą reakcję na aktywacje klawisza, “niż w przypadku konkurencji”.  

Czy klawiatura Logitech Pro jest warta swojej ceny?

Chociaż klawiatura Logitech Pro została wycofana z oficjalnej sprzedaży Logitech na rzecz modelu X, to ciągle można ją dorwać w sklepach trzecich za około 470 zł. To oczywiście spora kwota i nie ma co się z tym kryć, ale coś czuję, że miłośnicy tej marki już się do niej przyzwyczaili. W tym modelu najważniejsze cechy sprowadzają się do minimalistycznego, stonowanego designu, kompaktowości, wysokiej wytrzymałości – choć okraszonej plastikowym, a nie metalowym sznytem – oraz ogólnego wrażenia czegoś z górnej półki. Chociaż Logitech nie odkrywa tutaj Ameryki na nowo, to standard serwuje nam w świetnym stylu i nie powinniśmy na to narzekać – w ostatnich latach trudno o rewolucję na rynku klawiatur mechanicznych.