Coraz częściej możemy spotkać opinie, które mówią, że rynek smartfonów ze średniej półki jest zapełniony po brzegi. Trudno się z tym nie zgodzić, dlatego towarzysząca premierze każdego modelu masa testów z pewnością pomoże Wam w wyborze tego jedynego i najlepszego. Czy będzie nim dzisiejszy bohater, czyli Motorola G6?

Pudełko i dołączone wyposażenie

Na początek rzućmy tradycyjnie oko na karton, w jakim do dociera do nas Motorola Moto G6 oraz zapewnione do niej wyposażenie. Samo prostokątne pudełko zostało utrzymane w jaskrawych, baśniowych wręcz barwach, co nawiązuje do „lekkości”, z jaką to Motorola podchodzi do swoich produktów. W przypadku zestawu możemy liczyć oczywiście na telefon, ładowarkę z przewodem USB typu C, kluczyk (nieco dłuższy od tych standardowych) do tacki, instrukcję obsługi oraz książeczkę informacyjną.

 

Hello Moto!

Motorola G6 może pochwalić się raczej typowymi rozmiarami, które wynoszą: 153.80 x 72.30 x 8.30 mm. Jego waga sięga 167 gramów. Oczywiście lwią powierzchnię frontu (~75%) zajmuje 5,7-calowy ekran IPS o proporcjach 18:9 i rozdzielczości 1080 x 2160 pikseli. Daje to gęstość pikseli rzędu 424 punktów na cal i generowanie do 16 milionów kolorów. Ekran został zabezpieczony szkłem Gorilla Glass 3, ale równie dobrze prezentujące się szkło otacza tak naprawdę całą obudowę. Z kolei zastosowanie typowo zaokrąglonych plecków po bokach zapewnia pewny chwyt w każdej sytuacji.

Tafle szkła (pomimo pewnej powłoki oleofobowej) odgrywają rolę idealnego magnesu na zabrudzenia. Jednak efekt, jaki sprawiają jest warty tego grzechu. Właśnie dlatego Motorola G6 sprawia wrażenie czegoś z górnej półki cenowej. Sama wytrzymałość ekranu jest raczej przeciętna, bo mój egzemplarz testowy przywitał mnie widokiem powstałych wcześniej rys, które ujawniają się dopiero pod sporym kątem nachylenia. Mam przez to nadzieję, że każdy użytkownik Motoroli G6 zdecyduje się przynajmniej na tylne etui (dostajemy jedno w zestawie), które przez bardzo odstające od reszty kółko z aparatami wydaje się po prostu przymusem. Przymykam jednak na to oko kształtem buźki, jaką zaserwowali nam projektanci.

Producent zdecydował się na tradycyjne belki na dole i górze, rezygnując jednocześnie z popularnego ostatnio nocha. Dodatkowe miejsce na ekranie zapewniły wbudowane w ekran trzy przyciski funkcyjne, które zależnie od stanu urządzenia wyświetlają się lub znikają. Na górnej części swoje miejsce zagrzał 8 Mpx aparat, lampa doświetlającą i głośnik. Zaś na dole producent upchnął mikrofon oraz wąski czytnik linii papilarnych pod banderą nazwy producenta. Boczne ramki oczywiście występują, ale ich grubość nie jest przesadnie duża. W kwestii pozostałego wyposażenia możemy liczyć na dwa tradycyjne przyciski z prawej strony. Jeden dwuczęściowy odpowiadający za zmianę poziomu głośności, a drugi pełniący funkcję zwyczajnego włącznika. W obu przypadkach stabilność nie budzi zastrzeżeń, a dodatkowa faktura na mniejszym przycisku zasługuje na uznanie, bowiem pomaga nam w jego lokalizacji oraz identyfikacji. Mała zmiana, a cieszy.

W przypadku złącz postawiono na dwa – tradycyjnego jacka 3.5 mm oraz USB typu C. Ten wspomaga szybkie ładowanie TurboPower. Oba znajdują się w dolnej części telefonu, co dla jednych jest plusem, a dla drugich minusem – kwestia przyzwyczajenia. W przypadku tacki mamy aż trzy miejsca – dwa na działające jednocześnie karty nanoSIM oraz jedną na kartę microSD/HC/XC do 128 GB.

Pokaż Moto, co masz w środku

Na pokładzie Motoroli G6 zagrzał swoje miejsce 8-rdzeniowy procesor Qualcomm Snapdragon 450 o bazowym taktowaniu 652 MHz, które wskakuje na 1804 MHz w razie potrzeby. Wiecie – energooszczędność ponad wszystko. Procesor centralny wspiera układ graficzny Adreno 506. Nie są to więc topowe podzespoły, a coś z niższych segmentów średniej półki. Całość wspomaga 3 GB pamięci RAM i 32 GB pamięci masowej, co możemy rozwinąć do kolejno 4 GB i 64 za pomocą odpowiedniej wersji smartfonu. Wszystko to napędza bateria Li-ion o pojemności 3000 mAh. W pełni naładowana wytrzymuje od 4 do 7 godzin nieustannej aktywności. Oczywiście zależnie od aplikacji i włączonych funkcji pokroju GPS. Jej naładowanie do pełna zabiera z kolei ~95 minut, przy czym pierwsze 30 minut pozwala nam na uzupełnienie zapasu energii o ~35 procent.

Przedstawiona wyżej specyfikacja plasuje Motorolę G6 raczej wśród średnich modeli z tego samego segmentu. Jednak optymalizacja systemu odwaliła kawał dobrej roboty, która w moim przypadku przekładała się na brak jakichkolwiek dłuższych niż ułamek sekundy zastanowień smartfonu. Jeśli jesteście z tych, którym obecny telefon nie radzi sobie z odpaleniem YouTube i dymków chaty z Messengera, to przesiadając się na Motorolę G6 macie pewność, że zjawisko to nie wystąpi. Wyniki testów przedstawiam poniżej, a z praktycznych kwestii mogę przytoczyć przykład gry PUBG Mobile, który to bez żadnych zacięć śmigał na ustawieniach balanced. Oczywiście do momentu przemierzania mapy w samochodzie. Wtedy doczytywanie się tekstur na naszych oczach było nieustannym urozmaiceniem zabawy. Smartfon rozgrzewał się przy tym całkiem mocno, co w niektórych przypadkach (długich sesji z grami) powodowało okazjonalny throttling.

Co skrywa software?

Nadszedł chyba najwyższy czas na sprawdzenie, co pod kątem oprogramowania ma nam do zaoferowania Motorola G6. W kwestii wyposażenia i czujników warto wymienić NFC, akcelerometr, czytnik linii papilarnych, żyroskop i magnetometr. W kwestii oprogramowania możemy liczyć na tradycyjnego Androida w wersji 8.0.0, w którego producent specjalnie nie ingerował. Nie licząc oczywiście autorskiej aplikacji Moto, gdzie znajdziemy funkcję Moto Key (dostęp do kont za pomocą odcisku palca), akcje gestów (pokroju włączenia latarki, czy aparatu), poleceń głosowych oraz użytecznych opcji ukrytych pod zakładką wyświetlacza Moto. W nim znajdziemy ekran nocny, uważny (nie wygasza się, gdy na niego patrzymy) i „wyświetlacz Moto” wyświetlający energooszczędne powiadomienia. W samej aplikacji znajdziemy również informacje o dostępnej pamięci, pojemności baterii oraz kilku ciekawych poradach. Z wbudowanych aplikacji możemy jeszcze liczyć na cały zestaw Googla, czyli gmail, mapy i dysk. Te są użyteczne, ale obecność Outlooka i LinkedIn Motorola mogła sobie darować.

Foto i video

Ten akapit mógłbym dosłownie przenieść z testu innego stosunkowo nowego smartfonu w podobnej cenie. Motorola G6 została wyposażona w dwa tylne aparaty 12 Mpx i 5 Mpx z kolejno 76 i 79 stopniowym kątem widzenia i lampą błyskową LED oraz jeden przedni – 8 Mpx z 80 stopniowym kątem widzenia i pojedynczą diodą LED. Istnieje możliwość tworzenia zdjęć w różnych proporcjach (najlepszym jest 4:3 w 12 Mpx). W przypadku filmów mówimy o pełnym Full HD w 60 klatkach na sekundę. Ogólnie wszystko jest dobrze i sprawia świetne wrażenie (oczywiście jak na aparat ze smartfonu)… do momentu, aż światła nie przygasną albo nie zaczniemy bawić się zoomem.

Wtedy to występowanie szumów, rozmyć i problemów ze szczegółowością pojawiają się jak grzyby po deszczu, co jednak jest bolączką większości (jak nie wszystkich) niewyspecjalizowanych telefonów do 2000 złotych. Jeśli jednak zadbamy o dobre oświetlenie otoczenia i na dodatek pobawimy się trybem profesjonalnym, to będziemy w stanie uzyskać taką oto jakość (wrażliwych przepraszam – żaden ze mnie fotograf):

Filmy prezentują się z kolei tak (boli brak nawet programowej stabilizacji obrazu, ale tryb slow-motion wypada naprawdę dobrze):

W kwestii ustawień możemy liczyć na całkiem sporo trybów. Mowa o portretowym (rozmazującym tło fotografowanego obiektu, dzięki zastosowaniu drugiego aparatu), wycinku zdjęcia (usuwającym tło na podstawie kontrastu), panoramy i skanera tekstu. Oczywiście to wszystko zostało opatrzone możliwością dostosowania parametrów trybu profesjonalnego. Znalazło się również miejsce na filtry na twarz, jej sztuczne upiększanie, oraz możliwość strzelenia grupowego selfie. To ostatnie polega po prostu na obracaniu telefonu na boki. Innymi słowy – mini panorama.

Wrażenia z użytkowania

Na początek sprawa klawiszy funkcyjnych… a raczej ich kompatybilności z aplikacjami. Połowa z nich kompletnie nie wykorzystuje tego dodatkowego miejsca i w ich miejsce wstawia zwyczajny czarny pasek. Do jego pełnych funkcjonalności wracamy przytrzymując na chwilę czytnik linii papilarnych. Fajnie, że ten nie służy tylko do odblokowywania telefonu, ale również do zarządzania nim. Jeśli już jesteśmy przy odblokowywaniu, to warto wspomnieć o przeciętnym wykrywaniu twarzy, bo musimy przy nim zbliżyć telefon naprawdę blisko. Denerwował mnie też brak diody informacyjnej, co zostało wynagrodzone wbudowanym „wyświetlaczem Moto”, który pojawia się za każdym razem po podniesieniu ekranu.

Z kolei ekran wypadł po prostu dobrze. W ostrym słońcu kontrast i jasność ekranu zdawała egzamin, a pod kątem jakości nie mam nic do zarzucenia. Najlepszymi ustawieniami ekranu okazało się dla mnie połączenie barwy ciepłej ze standardowym wyświetlaniem kolorów. Domyślny tryb jaskrawy w połączeniu z neutralną barwą sprawiał wrażenie jakby sztucznego. No dobra, jedyną wadą, o której warto wspomnieć jest odwzorowanie czerni, która nie należy do tych najgłębszych. Z kolei dźwięk płynący z pojedynczego (głośnego!) głośnika i słuchawek jest po prostu dobry. Nie doszukałem się specjalnych wad, ale również nie wyczułem czegoś naprawdę wspaniałego. Polepszenie efektu możemy uzyskać za pomocą niestandardowych profili we wbudowanej aplikacji Dolby Audio.

Ogółem oceniam więc Motorolę Moto G6 pozytywnie, bo ten smartfon nie tylko sprawia świetne wizualne wrażenie, ale również radzi sobie z typowym użytkowaniem, średniozaawansowanymi grami i ogó

Podsumowanie

Czas więc odpowiedzieć na pytanie, czy warto w ogóle kierować swój wzrok na Motorolę G6. Szczerze mówiąc, nie jest specjalnie wybredny, jeśli idzie o smartfony, ale te niezbędniki każdego człowieka muszą się naprawdę postarać, aby zyskać moją sympatię. Czy zrobiła to Motorola swoją G6? Z jednej strony tak, ale z drugiej już niekoniecznie. Jest to po prostu dobra propozycja do 1000 złotych, która łączy w sobie najważniejsze cechy smartfonów w tym segmencie cenowym. Mowa o eleganckim i zdecydowanie efektownym wyglądzie, dobrej wydajności pomimo nienajlepszej specyfikacji, całkiem udanym aparacie z wieloma ustawieniami i dostatecznie wytrzymałą baterią. Ogólnie więc wszystko jest takie, jakie być powinno i nikt nie powinien zawieść się na wyborze Motoroli G6. Nie powinien też oczekiwać żadnych rewolucji – ot porządny smartfon za przystępne pieniądze.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!