Wiecie, czego nienawidzę w przypadku rynku smartfonów z niskiej i średniej półki cenowej? Powtarzalności, która sprawiła, że od kilkunastu miesięcy prywatnie korzystam z jakiegoś taniego smartfonu LG, który w zupełności mi wystarcza, a nabyłem go za jakieś 450 złotych. Każdy więc smartfon oceniam chłodnym okiem bez specjalnych zachwytów, ale w końcu w moje ręce wpadło coś, na co mógłbym wymienić swojego leciwego LG… nawet pomimo tego, że nadal używałbym modelu Motorola Z3 Play wyłącznie do korzystania z dysku Google i PDFów.

A więc zaczynajmy!

A jest to początek bardzo owocny, bowiem Motorola wyróżnia swoje produkty już w momencie projektowania pudełka. Odcień czerwieni w połączeniu z czernią zwiastuje iście gamingowy charakter i wydajne (ale czy na pewno?) podzespoły. Zresztą – przecież to Z3 PLAY, więc producent sugeruje nam, że otrzymujemy sprzęt skrojony pod gry, które nawet jak na mobilne tytuły momentami swoje wymagają. Samo opakowanie otwieramy za pomocą wysuwanej bocznej „półeczki”, która skrywa dobrze zabezpieczony smartfon, słuchawki na złącze jack 3.5 mm, przejściówkę z USB typu C właśnie na tradycyjnego jacka, ładowarkę i stosowny przewód. Całość dopina kilka papierków i kluczyk do tacki na karty i (uwaga) oddzielne etui w formie specjalnego modułu Motoroli, który pełni zarówno rolę ochronną, jak i funkcję inteligentnego powerbanka.

Wstęp

Motorola Z3 Play prezentuje się, szczerze mówiąc, minimalistycznie, ale w tym eleganckim słowa znaczeniu. Postawiono tutaj na dwie taflę szkła – zarówno na przodzie, jak i na tyle, którą spaja polerowane aluminium na każdej z krawędzi. Wszelkie łączenia są trudne do wyczucia. Całość jest lekka (156 gramów) i niewielka, jeśli chodzi o grubość, ale spora w kwestii szerokości i długości. Przy niezamontowanym module mówimy tutaj o wymiarach rzędu: 156.50 x 76.50 x 6.70 mm, które zdecydowanie zawyża (w przypadku grubości) okropnie wysunięta wstawka z aparatami i diodami LED na tyle. Każdy z rogów został przyjemnie zaokrąglony, a szkło ekranu (chronionego Gorilla Glass 3) i panelu tylnego (bez potwierdzonej ochrony) zostało wykonane w technice 2,5D. To tyle z fizycznych aspektów widocznych na pierwszy rzut oka. Czas więc wejść głębiej w to, co kryje każda strona Z3 Play.

Zacznijmy tradycyjnie od plecków – znajdziemy na nich logo producenta na środku, moduł z dwoma aparatami i podwójną lampą błyskową w formie wysuniętej okrągłej wstawki zaraz nad nim, a na samym dole kilka tradycyjnych znaków towarowych oraz specjalny szereg siedemnastu connectorów/połączeń z pojedynczą luką w celu utrzymania stabilności dodatkowych modułów. O nich jednak pogadam jeszcze w zupełnie innym nagłówku. Przejdźmy zatem na górną krawędź, a więc miejsce gdzie producent umieścił tackę dual nanoSIM, z czego jedno miejsce możemy zamienić w tradycyjny slot na kartę pamięci microSD o pojemności do 2 TB (w przypadku microSDXC).

Na lewej krawędzi również nie znajdziemy nic innowacyjnego, ot pojedynczy przycisk służący do włączania smartfonu o charakterystycznej fakturze. Z prawej zaś czekają na nas oddzielone od siebie przyciski regulacji głośności, a pod nimi – wcięcie. Ale nie byle jakie, ponieważ pełni ono rolę czytnika linii papilarnych, którego nie dało się upchnąć na przodzie i tym bardziej na tyle. Zaś na dolnej krawędzi umieszczono złącze USB typu C i… tyle. Nie uświadczymy tutaj złącza jack 3,5 mm. Warto wspomnieć o charakterystycznych wyżłobieniach otaczających każdy z zaokrąglonych rogów. Nie są to zwyczajne ozdóbki, a anteny.

Wyświetlacz

Ten w modelu Motorola Z3 Play, to Super AMOLED o wielkości 6-cali i rozdzielczość rzędu 1080×2160 px, co poniekąd wymusza proporcje 18:9. Przekłada się to na wykorzystanie 77,6% powierzchni ekranu głównego. Nie robi to specjalnego wrażenia, ale w praktyce wypada to naprawdę dobrze. Z kolei kąty widzenia, odwzorowanie kolorów i kontrast prezentuje się bez żadnych zarzutów. Ochroną zajmuje się Gorilla Glass, którego wykończono we wspomnianej technice 2,5D. Polega to po prostu na tym, że każda z krawędzi jest odpowiednio zaokrąglona, a nie nagle „ścięta”, co zapewnia (przynajmniej moim zdaniem) pozytywną iluzje wielkości ekranu. Dodatkowo wzbogaca go możliwość rozciągnięcia wyświetlanych filmów, co może i pozbawia nas odrobinę kadru, ale zdecydowanie jest tego warte.

Same ramki nie należą zarówno do najcieńszych, jak i tych najgrubszych. Są zwyczajnie akceptowalne, będąc jednocześnie znacznie cieńsze od górnej i dolnej belki. Na tej pierwszej umieszczono przedni aparat, główny głośnik, lampę doświetlającą oraz bliżej niezidentyfikowany czujnik. Z kolei na tej dolnej producent zamieścił swoją nazwę oraz – wnioskuje że – dwa głośniki z czego jeden może być po prostu atrapą. Jednak i tak zapewnia odpowiednią jakość podczas rozmów telefonicznych.

Rzut oka pod maskę

To podobno największa wada Motoroli Z3 Play, ponieważ na tle innych smartfonów w podobnej jej specyfikacja ma prezentować się zwyczajnie słabo. Wydaje mi się jednak, że specjalnie źle nie jest. Mamy tutaj do czynienia z układem Snapdragon 636, na którego składa się 8-rdzeniowy procesor centralny Kryo 260 o taktowaniu 1,8 GHz i rdzeń graficzny Adreno 509. W kwestii pozostałych podzespołów możemy liczyć na 4 GB pamięci operacyjnej i 64 GB pamięci masowej.

W przypadku łączności możemy liczyć na dwuzakresowe Wi-Fi, LTE, Bluetooth w wersji 5.0 oraz NFC. Lokalizacja zaś jest zapewniana za pomocą modułu GPS, BEIDOU i GLONASS. Nie zabrakło również tradycyjnego żyroskopu, kompasu, czujnika ultradźwiękowego, akcelerometru i czujnika światła.

Aparat i jakość zdjęć

Główny aparat tylny ma rozdzielczość 12 Mpx i jasność F/1.7, a drugi (służący wyłącznie do głębi kadru) 5 Mpx. Największy problem? Brak stabilizacji optycznej (ta jest zarezerwowana wyłącznie do nagrywania w 1080p i 30 FPS), która w przypadku wymagających nagrań wymaga dodatkowego gimbala. Pomimo tego jakość zdjęć i filmików jest jak najbardziej zadowalająca i nie budzi żadnych zastrzeżeń. Oczywiście w oczach normalnego użytkownika. Co ciekawe, nawet w nocy, choć zauważenie szumów nie należy do najtrudniejszych czynności.

W przypadku konfiguracji mamy spore możliwości co do ustawień, jak i trybów. W przypadku tych drugich mamy do wyboru panoramiczny, portretowy, „wycinkowy”, kolor spotowy to zupełna podstawa. Jednak całość dopełnia nowinka w postaci bezpośredniego strumieniowania do serwisu YouTube. Nagrania wykonujemy w maksymalnej rozdzielczości 4K w 30 FPS.

Moduły, czyli najważniejsza cecha Z3 Play

Dobra, może to odrobinę przekoloryzowany nagłówek, ale jak najbardziej na miejscu. Jest to bowiem ten element, który zwyczajnie wyróżnia propozycje Motoroli spośród innych smartfonów. Oczywiście i tak jesteśmy zmuszeni je kupić i wybierać spośród niezbyt rozbudowanej oferty Motoroli, ale nie zmienia to faktu, że taki dodatek jest niecodzienny na rynku. Całość opiera się na szeregu pinów na tle, które służą do współdzielenia zarówno informacji, jak i energii. Montaż modułów jest jednak prosty i trudno wywołać jakieś uszkodzenia normalnym użytkowaniem. Każdy z modułów posiada bowiem magnesy, które przyciągają się z tymi na telefonie, a naszą jedyną rolą jest obrócenie modułu tak, aby pasował pod kątem fizycznym. W razie błędnego montażu nie spowoduje to specjalnych uszkodzeń, ponieważ obecne na telefonie połączenia są wytrzymałe, a piny na modułach składają się w momencie nacisku. Pod kątem realizacji jest więc wręcz idealnie. A jak to z użytecznością?

O tym możemy już przekonać się na początku, ponieważ producent dorzuca do zestawu podstawowy moduł w formie etui, który pełni również rolę zapasowej baterii albo innymi słowy – nieinwazyjnego powerbanku. Ten posiada twardą plastikową osłonę w granatowym kolorze oraz samo logo producenta w formie ozdoby. Możemy za to fizycznie podejrzeć poziom jego naładowania, który i tak jest precyzyjniejszy w przypadku smartfonu. Tak też go ładujemy – po prostu podłączając ładowarkę do telefonu. Ten moduł pozwala na załadowanie telefonu od 1% do około 83% przy włączonym telefonie, co nie jest specjalnie złym wynikiem. Oczywiście w trybie niewydajnym, ponieważ obok niego istnieje jeszcze inny, który utrzymuje baterię na poziomie 80%. Jednak przez brak wsparcia dla ładowania TurboPower i nawet pomimo mniejszej pojemności 2220 mAh ładuje się nieco dłużej od samego smartfonu. Zajmuje to około 90 minut, co przy jednoczesnym ładowaniu Z3 Play od 0% daje około 2 godzin i 30 minut.

System i wydajność

Z3 Play napędza Android w wersji 8.1 bez zbędnych udziwnień. Producent dorzucił od siebie jedynie aplikację Moto oraz Moto Z Market. Oczywiście nie zabrakło tradycyjnego zestawu od Google, co moim zdaniem nie jest żadnym problemem. System w wykonaniu Motoroli oznacza dla nas pełne wsparcie gestów Moto, tryb nocny, odblokowanie telefonu za pomocą rozpoznawania twarzy i odcisku palca, niewygaszanie się ekranu, gdy na niego patrzymy i pewnej wariacji „Always on display” od Samsunga. Porównanie raczej marne, ponieważ tutaj całość polega wyłącznie na tym, że przy podniesieniu telefonu wyświetla nam się godzina, dzień, poziom naładowania baterii i powiadomienia, ale podobieństwo w samym wyglądzie od razu przyniosło mi to na myśl.

Warto również poruszyć kwestię działania czytnika linii papilarnych i funkcji odblokowywania za pomocą twarzy. Ponownie w obu przypadkach możemy liczyć na całkiem szybką reakcję, ale to odczytywanie twarzy momentami mnie zaskakiwało. Wszystko przez bezproblemowe odczytanie w niezbyt dobrych warunkach oświetleniowych oraz szybkości, z jaką się to odbywało. Innymi słowy, kolejny plus Motoroli Z3 Play.

Telefon działa bardzo sprawnie i szczerze mówiąc, nigdy nie byłem świadkiem zauważalnego zawieszenia się systemu. Całość sprawdzałem również w grach i pomimo niskiej wydajności w ARK: Survival Evolved (to raczej problem wszystkich smartfonów) grało mi się wręcz idealnie. Zaś w mobilnej wersji PUBGa spadek płynności występował wyłącznie przy poruszaniu się pojazdem. Ogólnie więc jest dobrze, a wielozadaniowość dla Z3 Play nie jest żadnym wyzwaniem. Oczywiście w granicach rozsądku.

Bateria

W grę wchodzi pojemność 3000 mAh, czyli raczej tradycyjna i niezbyt spektakularna. Nie oznacza to jednak, że beznadziejna. W moim przypadku w połączeniu z dołączonym modem wystarczała na cały tydzień użytkowania, a w nieco bardziej wymagających warunkach dobiła ponad 13 godzin „screen on time”. Jest to jednak raczej zawyżony o 2 godziny wynik, ponieważ test przy braku dodatkowego zasilania z modyfikacji zaowocował wynikiem ponad 6 godzin. Tam jednak zapewniłem Z3 Play nieco więcej do roboty (pełna jasność, łączność WiFi, Bluetooth, gotowość sieci, aplikacje w tle i odtwarzanie filmów). Tak czy inaczej praca z dodatkowym zasilaniem jest wręcz idealna, ponieważ ta utrzymuje poziom baterii na poziomie 80% i ładuje się przy regularnym podłączaniu telefonu. To (wyłącznie dla baterii w smartfonie) trwa około godziny, dzięki ładowarce 18W dołączonej w zestawie. Pomimo oszklonych „plecków” ten smartfon nie oferuje ładowania bezprzewodowego.

Podsumowanie

W końcu dotarliśmy więc co najważniejszego momentu, czyli odpowiedzi na pytanie „Czy warto?”. Prostej i jednoznacznej odpowiedzi niestety nie jestem Wam zapewnić, ponieważ kupno smartfonu w dzisiejszych czasach nie jest czymś szczególnym. Zazwyczaj coś za 500 zł i wzwyż działa, ale może niektórym nie odpowiadać pod kilkoma względami. W przypadku Motoroli Z3 Play plusów jest sporo, a minusów niespecjalnie wiele. W sumie znalazłem jedynie dwa główne – brak stabilizacji przy nagrywaniu w 4K i nie najlepsze podzespoły za 2000 zł. Te są jednak wystarczające i godnie napędzają zarówno czystego Androida, jak i wymagające gierki. Do tego dochodzi (pozwólcie na nadużycie) ponad 5000 mAh bateria w połączeniu z dodatkowym modułem, co jest wręcz niesamowite. Z3 Play działa przecież przez ponad 12 godzin nieustannie działającego ekranu i aplikacji w tle! Ja gorąco polecam i przed zakupem radzę rzucić oko na oferowane moduły.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!