WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Testy

Test słuchawek Steelseries Arctis 1

Jako że moja intensywna przygoda z testami powoli zbliża się do dwóch lat, to już czuję, że trudno mnie zdziwić, a jednak. Pierwszy raz z Steelseries Arctis 1 po prostu pozytywnie mnie zaskoczył. 

Pudełko i dołączone wyposażenie

Początek swojej przygody z Arctis 1 rozpoczynamy o tyle dobrze, że już na pierwszy rzut oka widzimy w nich sprzęt Steelseries. Ot, marce udało się wryć w nasze postrzeganie nawet pudełka, które w tym przypadku zachęca do zakupu mianem Najlepszego Gamingowego Zestawu Słuchawkowego. Przynajmniej według redakcji PCGamer, choć opinie testerów zdobią jeden z boków pudełka w zatrważającej liczbie. 

W środku jednak Arctis 1 niespecjalnie zachwycają. Świetnie zabezpieczony zestaw, demontowalny mikrofon na pałąku oraz dodatkowy przewód z jack 3,5 mm do jack 2×3,5 mm. 

Najważniejsze cechy Arctis 1

  • Ogólne
    • Przeważający materiał: tworzywo sztuczne
    • Słuchawki wokółuszne zamknięte
    • Regulacja rozstawu muszli
    • Długość zintegrowanego przewodu jack 3,5 mm – 130 cm
    • Długość przedłużki z jack 3,5mm do jack 2×3,5 mm – 140 centymetrów
    • Oba przewody w gumowych osłonkach
    • Kontroler poziomu głośności+mikrofon na muszli
    • Brak oprogramowania
  • Przetworniki neodymowe
    • Impedancja: 32 Ohm
    • Pasmo przenoszenia: 20 – 20 kHz
    • Czułość: 100 Db
  • Mikrofon
    • Odpinany na elastycznym pałąku
    • Dwukierunkowy z usuwaniem dźwięków z otoczenia
    • Pasmo przenoszenia 100 – 10000 Hz
    • Czułość: -38dB

Design, materiały i wykonanie

Chociaż Arctis 1 są kierowane zwłaszcza do graczy, to na darmo szukać w nich tych wszystkich “gamingowych” wodotrysków w postaci podświetlenia, dziwacznych kształtów i krzyczenia dookoła „HALO, JESTEM GAMINGOWY!”. Jedynymi ozdóbkami są tak naprawdę ciemno-szara nazwa i logo producenta na muszlach.

Cała bryła tego zestawu słuchawkowego jest zdecydowanie elegancka i wykonana z przyjemnego w dotyku i całkiem dobrze prezentującego się tworzywa sztucznego, które buduje wzmocniony stalą pałąk oraz obie muszle, choć tam jakość plastiku jest nieco wyższa. Same muszle bazują z kolei na tradycyjnym mechanizmie zapadkowego rozstawu muszli, ale dodatkowo o wygodę dba automatyczna regulacja „na boki”  i “góra, dół”. Warto też zaznaczyć, że Arctis 1 pozwalają na rozłożenie muszli od około -6 do 90 stopni. 

Nie można też pominąć szczegółów, a więc wpisującego się w design odpinanego mikrofonu dwukierunkowego na elastycznym, ale utrzymującym się w miejscu wysięgniku, czy gumowemu przewodowi. Tak – gumowemu. Oczywiście szkoda, że nie został umieszczony w materiałowym oplocie, ale znów, nie mogę powiedzieć, że ten plastik jest jakiś „tani w dotyku”. Tak naprawdę sprawia dobre wrażenie i to nawet na złączach, więc źle nie jest. Choć nie potrafię pojąć, dlaczego nie możemy odczepić przewodu od muszli. No cóż, ciekawie. 

Kwestie techniczne dopełnia małe centrum dowodzenia z tyłu lewej muszli, gdzie znalazł się solidny, ale w moim guście zbyt płynny, potencjometr (na szczęście odseparowany od głośności systemowej) oraz prosty przełącznik on/off dla mikrofonu. Nadszedł więc czas na to, co najważniejsze pod kątem strukturalnym.

Wygodne, jak podniebne chmurki?

Jak na zestaw słuchawkowy, Arctis 1 waży nie tak dużo, żeby martwić się o zmęczenie głowy czy karku. Zwłaszcza, że na głowie leży po prostu świetnie o co dba wspomniany mechanizm regulacji muszli, ale oczywiście również dobrej jakości skórzane wypełnienie na pałąku, a przede wszystkim materiałowe nauszniki. Początkowo myślałem, że będą za małe i niezbyt wiele pianki zwyczajnie się nie sprawdzi. Ale całe uszy mieszczą się w nich bez problemu, podczas gdy delikatny nacisk ze strony pałąka idealnie dociska nauszniki do naszej głowy.

Wynik? Dzięki materiałowemu obiciu niezbyt gęstej pianki nie odczuwałem zmęczenia podczas korzystania z Arctis 1 nawet po kilku godzinach z rzędu. Jako mobilne cacko sprawdzą się więc świetnie, bo warto tutaj dodać, że są przeznaczone dla głównych na rynku konsol, smartfonów oraz oczywiście laptopów/komputerów. 

Cenowo świetnie, a jednak się wyróżniają

Rozwodzenie się nad dźwiękiem w słuchawkach gamingowych do 300/400 złotych zwykle jest jak docenianie walorów smakowych prostego kebaba z budki na rogu. Można, ale po co, skoro da się to ocenić praktycznie w binarnym ujęciu? Jednak skłamałbym, gdybym powiedział, że Arctis 1 grają po prostu dobrze, jak na swoją cenę. 

Ba, wręcz przeciwnie, bo już od razu zauważyłem, że jakby nieco lepiej radzą sobie z odseparowaniem poszczególnych źródeł dźwięku i uwypukleniem sceny muzycznej w ujęciu głębokości, a nie szerokości. To drugie jest zapewne spowodowane prozaicznym elementem, jakim są nie najlepiej tłumiące nauszniki. Nie jest źle i cholernie daleko im do w pełni otwartych konstrukcji, ale przy nieco wyższym poziomie głośności możecie być pewni, że usłyszycie otoczenie, a otoczenie, przynajmniej delikatnie, to co wy akurat słyszycie. 

Po stronie typowej charakterystyki ewidentnie mamy tutaj do czynienia z podkreślonym dobrym basem, który w gamingowym stylu dominuje całe pasmo, choć nie oznacza to, że góra prezentuje się źle – wręcz przeciwnie. Nie brakuje jej wiele, jak zresztą tonom średnim, które serwują nam bardzo dobrą jakość wokalu.  

Mikrofon Arctis 1

  • Dobrze słychać? 
  • Tak.

Tak w skrócie mogę opisać jakość mikrofonu w Arctis 1, na którą nie narzekał mój rozmówca zarówno na tradycyjnym komunikatorze głosowym na PC, jak i przy rozmowach telefonicznych. Jeśli jednak nie wierzycie mi na słowo, to proszę, oto nagranie:

Warto, czy nie warto? Czyli Arctis 1 w zakupowym szale

Trudno nie przyznać, że Steelseries jako marka wyrobił już sobie u nas opinię świetnego producenta (chyba, że czegoś nie wiem? Dajcie znać w komentarzach). Jednak nawet bez niej, podchodząc do finalnej oceny zestawu Arctis 1 nie trudno nie dostrzec w nich świetnej propozycji za 230 złotych. Łączy w sobie sporą uniwersalność, zachowując kompatybilność z najważniejszymi sprzętami i podkreśla ją ponadczasowym oraz stonowanym designem. 

Wszystko w Arctis 1 po prostu “gra”, choć chciałoby się dostać w zestawie jeszcze parę wymiennych nauszników z lepiej tłumiącej dźwięki skóry i materiałowy oplot na przewodzie, który zresztą powinien być również odpinany, a nie zintegrowany. Tak czy inaczej, polecam, jeśli szukacie czegoś wygodnego i niekoniecznie tylko do gier.