WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ

Test zestawu słuchawkowego Genesis Argon 600

Test zestawu słuchawkowego Genesis Argon 600

Tani zestaw słuchawkowy do 150 złotych, to już segment headsetów, w którym możemy wybaczać wiele. Jak wiele więc przyjdzie nam wybaczyć nowemu zestawowi Genesisa o nazwie Argon 600?

Pudełko i dołączone wyposażenie

Jak to zwykle bywa ze sprzętem Genesis, ten dociera do nas w tradycyjnym dla tego producenta kartonie, dzierżąc połączenie ciemnych barw z czerwienią. To jednak tylko obwoluta, która skrywa wewnątrz znacznie solidniejszy karton, gdzie znalazły się słuchawki Argon 600, przewód w formie przejściówki 1 do 2 jack 3,5 mm, karta informacyjna oraz worek w myśl transportu.

Najważniejsze cechy Argon 600

  • Ogólne
    • Przeważający materiał: tworzywo sztuczne
    • Waga: 350 gramów
    • Słuchawki wokółuszne zamknięte
    • Regulacja muszli w trzech płaszczyznach
    • Długość zintegrowanego przewodu – 150 cm
    • Długość przejściówki na dwa złącza jack 3,5 mm – 100 cm
    • Oba przewody w nylonowych oplotach
    • Kontroler poziomu głośności i mikrofonu wbudowany w przewód
    • Brak oprogramowania
  • Przetworniki neodymowe
    • Średnica: 50 mm
    • Impedancja: 32 Ohm
    • Pasmo przenoszenia: 20 – 20 kHz
  • Mikrofon
    • Na chowanym wysięgniku
    • Pasmo przenoszenia 30 – 16000 Hz
    • Czułość: -38 dB

Design, materiały i wykonanie

Argon 600 pod kątem wyglądu i wykonania najłatwiej opisać tym, że jest on podobny do szeregu modeli dostępnych na rynku. Całość wykonano dwóch rodzajów tworzywa sztucznego, z czego tylko to wykorzystane przy produkcji “widełek”, łączących muszle z pałąkiem, można nazwać czymś dobrej jakości. Muszle i sam pałąk zostały wykonane z czegoś o klasę, może nawet i dwie niżej, co widać, a nawet czuć w dotyku. Tragedii wprawdzie nie ma, ale przeciętność aż z tego bije. 

Idąc dalej, Argon 600 bazuje na tradycyjnym połączeniu pałąka z regulowanym rozstawem muszli osadzonych na “widełkach”. Ten bazuje na pracującym dosyć topornie mechanizmie regulacji na siedmiu poziomach zaznaczonych miarką (szkoda tylko, że na zewnętrznej stronie). Za ozdobniki w tym modelu możemy uznać logo Genesis na muszlach, które okala mleczny okrąg (zapewne pozostałość po modelu z podświetleniem) oraz delikatny frez na pałąkach.

Mikrofon znalazł się we wnęce na lewej muszli i aby go wykorzystać, musimy wyciągnąć go z jego “kryjówki”. Po pierwsze – jak na jedną tak małą dziurkę, ta konstrukcja posiada za krótki wysięgnik, przez co trudno ustawić mikrofon idealnie przy naszych ustach. Po drugie, naprawdę Genesis? Tak kiczowato wyglądające, czerwone zakończenie mikrofonu? No cóż, kwestia gustu, ale są przecież granice.

Nauszniki oraz wyłożenie pałąku z pianki i sztucznej skóry, przypominającej gładki plastik, uzupełnia tylko 150-cm cienki przewód w nylonowym oplocie. Ten jest zakończony 4-pinowym złączem jack 3,5 mm, a jakieś 30 centymetrów od wejścia w słuchawki zwisa lekki kontroler z przełącznikiem on/off mikrofonu oraz prostym pokrętłem regulacji głośności. Jego jakość? No cóż, plastico-unfantastico i to w najgorszym, bo w podrzędnym wydaniu typu glossy. 

Dzięki 4-pinowemu złączu mini jack oraz przejściówce, Genesis zapewnił modelowi Argon 600 szeroką kompatybilność, co oznacza tyle, że ten zestaw zadziała Wam na telefonie, konsolach oraz oczywiście komputerze osobistym. 

Przyjemne w noszeniu? No może przez chwilę

Chociaż Argon 600, to zestaw pozbawiony bajerów i dosyć prosty, waży sporo, bo całe 350 gramów. Próżno mi doszukiwać się powodów takiej wagi, ale zrzuciłbym je na bakier samego tworzywa sztucznego, którego niższa jakość wymusiła zastosowanie jego większej ilości do zachowania wytrzymałości konstrukcyjnej.

Waga daje odrobinę o sobie znać, ale rozkłada się równomiernie na głowie za sprawą znów po prostu „przeciętnych” rozwiązań w myśl komfortu. Pianka zastosowana w nausznikach i na trzech sekcjach na pałąku jest „zwyczajna”, a jej wysoka sprężystość zapewnia naprawdę dalekie od pianki memory uczucie okalania naszych uszu i głowy. 

Dorzućmy do tego naprawdę podrzędnej jakości skórę naturalną, pałąk wywierający nieco za inwazyjny na naszą głowę nacisk oraz mierne tłumienie dźwięków z otoczenia (pomimo odpalonej głośnej muzyki z Argon 600 na głowie, pisząc te słowa, stuknięcia w klawiaturę mechaniczną słychać bardzo dokładnie) i ten zestaw nie wypadnie najlepiej. 

Oferowaną przez niego wygodę określiłbym na poziomie 5/10, bo choć uszy nie krwawią, a głowa nie zaczyna boleć, to zdjęcie Argon 600 z głowy po kilkudziesięciu minutach zawsze jest ogromnym wytchnieniem. Na szczęście nauszniki zapewniają odpowiednią ilość miejsca na nasze małżowiny, dzięki czemu nie uciskają ich po bokach. 

Brzmienie Argon 600

Przechodzimy tym samym do najważniejszego – jak Argon 600 “gra”? Jak to zwykle bywa w tym segmencie, trudno zagłębiać się w szczegóły brzmienia, bo to tak, jakby opisywać bukiet smaków w winie z kartonu. 

Argon 600 pod kątem dźwięku oferuje więc to, co najważniejsze – od słuchania z tym zestawem muzyki nie zacznie nas boleć głowa. Idąc dalej, zapewniają naprawdę wysokie poziomy głośności, na których dźwięk nie traci aż tak bardzo na jakości, bo nie wplata w muzykę przesterów, czy słyszalnych szumów.

wiedzmin 3 dziki gon

Zestaw radzi sobie dobrze z reprodukcją dźwięków w przestrzeni, jak również z rozdzielaniem poszczególnych źródeł w skomplikowanych utworach. Na precyzyjną dokładność może i nie liczcie, ale w grach określenie skąd dochodzą kroki, nie powinno być wielkim problemem.

Samo brzmienie zdecydowanie nie odbiega od zwykle obieranego przez producentów konsumenckich modeli nurtu. Liczcie więc na tradycyjne brzmienie, wpisujące się w mainstreamowe, czyli podkreślenie niższych tonów razem ze średnicą. Można więc powiedzieć, że Argon 600 grają dobrze, ale w moim guście w jego bass posiada zbyt mało głębi, brakuje głębi, a tony średnie są niezbyt szczegółowe. 

Test mikrofonu

Mikrofon Argon 600 z kolei nie zdał zbyt dobrze egzaminu. Jak wspominałem na początku, jego wysięgnik jest zbyt krótki, aby ustawić mikrofon blisko ust, co sprawia, że w domyślnej pozycji brzmi tak:

Innymi słowy, cicho i to za cicho. Nawet w momencie, kiedy ustawimy go poprawnie względem naszych ust. 

Argon 600 – hit, czy kit?

Kupując zestaw słuchawkowy w segmencie do 200 złotych, można znaleźć na rynku kilka modeli, które rzeczywiście złe nie są. Nie oznacza to jednak, że wybierając taki zestaw, możemy zapomnieć o szeregu ustępstw, na jakie będziemy musieli przymknąć oko. Argon 600 zdecydowanie nie jest najlepszym modelem do 149 złotych, ale do najgorszego też mu daleko.

Jego największy minus? Zdecydowanie zbyt cichy mikrofon, a pozostałe wady, to już bardziej moja uszczypliwość, bo tak naprawdę trudno o naprawdę wygodne, dobrze brzmiące i świetnie wykonane słuchawki w tej cenie. Dlatego pozostaje mi je polecić, choć sugeruję polowanie na jakąś przecenę.