Reklama
aplikuj.pl

Test Xblitz Master One. Tak zaawansowanego głośnika bezprzewodowego nie widzieliście

Test Xblitz Master One.

Producenci nieustannie zachodzą w głowę nad wymyślaniem produktów, które porwą klientów za serca i okażą się bestsellerami. Tak oto firma Xblitz wpadła na niecodzienny pomysł uczynienia z bezprzewodowego głośnika czegoś wyjątkowego. Pytanie tylko, czy coś „do wszystkiego” w stosunkowo niskiej cenie, to aby nie niemożliwy do dobrego zrealizowania przerost formy nad treścią?

Pierwsze chwile z Xblitz Master One

Zaliczający się w ofercie Xblitz do głośników Bluetooth model Master One trafia do nas w niepozornym pudełku, na którym możemy wręcz utonąć we wszystkich funkcjach, które ten produkt ma do zaoferowania. Nie jest to bowiem prosty bezprzewodowy głośnik, którego łączymy ze smartfonem czy laptopem po Bluetooth (tutaj w wersji 5.0), a istne „centrum rozrywki audio”… i nie tylko. Wszystko to w prostopadłościanie o zaokrąglonych krawędziach i rogach, który mierzy 172 x 54 x 75 mm i waży 476 gramów. 

Czytaj też: Test zestawu słuchawkowego Skullcandy Plyr, czyli jedno wielkie zaskoczenie

Producent dumnie chwali się, że Master One to bezprzewodowy głośnik mobilny, radio, odtwarzacz muzyki, termometr, a nawet cyfrowy zegar z dodatkiem alarmu. Właśnie tak – w cenie ledwie 129 złotych dostajemy tak niecodzienne połączenie, że z początku nie byłem pewny, od czego powinienem zacząć test tego modelu i na czym się skupić. 

Dlatego też na samym początku postanowiłem zrobić z Master One to, co wydało mi się najbardziej sensowne… uczynić z niego cyfrowe radio. Nie bez powodu, bo po prostu jego forma (błyszczące twarde tworzywo sztuczne) sprawia wrażenie, jakby miejscem Master One była właśnie sypialnia, a nie plener, jak zdaje się uważać producent. Zwłaszcza że błyszczący plastik zbiera zabrudzenia, jak magnes i dosyć łatwo łapie ryski. 

Xblitz Master One na co dzień

Naładowałem więc jego wbudowany 1200-mAh akumulator do pełna, co trwało jakieś trzy godziny, a następnie włączyłem w „tryb zegara” i zostawiłem na półce około 7 rano. Zdziwiłem się kilkanaście godzin później, bo około przed 19 Master One rozładował się, mówiąc jednoznacznie, że zegara z niego nie zrobię. Funkcja budzika ustawianego na konkretną godzinę (producent zapewnia dwa ustawienia) również mnie rozczarowała, jako że emitowała zwyczajnie niski poziom hałasu. 

Czytaj też: Test gamingowego fotela KFA2 GC-03

Innymi słowy, z Master One zegara i budzika zrobić się nie da, ale znów nie taka jest jego rola. Dlatego też w następnym etapie aktywowałem tryb radia, pozwoliłem modelowi przeprowadzić automatyczne wykrywanie stacji w mojej lokalizacji i przeleciałem wszystkie jedna po drugiej (większość nie dręczyły żadne szumy), więc ten test Master One zdecydowanie zdał. Podobnie mogę powiedzieć o trybie Bluetooth, bo po połączeniu głośnika z komputerem spisywał się bez zarzutu. 

Na tym jednak funkcje Master One się nie kończą, bo głośnik ma z tyłu nie tylko port micro-USB dla ładowania, ale też slot na kartę pamięci oraz port USB-A na pendrive. Innymi słowy, dzięki tym dwóm ostatnim rozwiązaniom, możecie przerzucić swoje ulubione utwory na pamięć zewnętrzną i odtwarzać je bezpośrednio z poziomu radia. Kontrolę nad wszystkim uzyskacie z poziomu pięciu tradycyjnych przycisków na górze, które pozwalają zmieniać tryb działania Master One, manipulować poziomem głośności oraz playlistą i ewentualnie ustawiać wspomniany czas budzików. 

Czytaj też: Test płyty głównej MSI MAG B650M Mortar WIFI

W tym wszystkim jest jednak jeden mały problem – jakość dźwięku Master One z dwoma 5-watowymi głośnikami, to żadna „najwyższa jakość”, jak zapewnia producent, a jakość bardzo przeciętna. Tak przeciętna, że tylko użytkownicy prostych radiów nie będą zniesmaczeni. No cóż, z drugiej jednak strony, ileż można oczekiwać za 129 złotych? Niestety nieprecyzyjnego termometru nie da się już wytłumaczyć, bo wygląda na to, że wbudowany w mój egzemplarz czujnik zawsze zawyżał temperaturę o 4-5 stopni (a okazjonalnie nawet więcej) podczas odtwarzania muzyki. Czyżby czujnik znalazł się zbyt blisko laminatu i układów elektronicznych?

Test Xblitz Master One – podsumowanie

Master One to zdecydowanie nie sprzęt idealny. Może wiele, ale akurat w jego konkretnym przypadku sprawdza się powiedzenie, że jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Wprawdzie wielkiej tragedii nie ma, bo spełnia rolę prostego głośnika Bluetooth oraz radia, ale dodatkowe funkcje, jak budzik, wyświetlacz cyfrowy oraz czujnik temperatury, to coś, czego sensu nie dostrzegam. Jeśli jednak czegoś takiego właśnie potrzebujecie, tym wyborem nie powinniście się rozczarować.