Kolekcja DC Deluxe wydawana w ramach Egmont Polska rośnie w oczach. Ostatnio do zbioru komiksów o superbohaterach dołączyła Wonder Woman. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, jakoby premiera została zaplanowana na czas ukazania się filmowej adaptacji przygód Diany z Themysciry. Jak wypada półbogini na tle Supermana, Batmana i innych herosów DC?

W maju tego roku na ekrany kin trafił film Wonder Woman. Podczas gdy włodarze wytwórni szukają winnych za jego dobry poziom, i niekwestionowany sukces celem ukarania winowajców (śmiech), rodzimy wydawca Egmont idzie za ciosem prezentując nowy komiks. Mimo masowego zalewu opowieści rysunkowych z Ameryki w latach 90., Diana z Themysciry, tak jak kilku innych bohaterów, nie doczekała się własnego zeszytu. Ten stan rzeczy uległ zmianie stosunkowo niedawno. Lepiej później niż wcale, bo jeśli nie wiecie, nasza półbogini jest jedną z najbardziej kanonicznych postaci w świecie komiksu.

Złoty trójkąt

DC Comics, które kilka dekad temu powstało z połączenia trzech różnych wydawnictw, ma swoją trójkę wręcz ikonicznych bohaterów, od których wszystko się zaczęło. Pierwszym był oczywiście Superman, debiutując jeszcze przed wybuchem II Wojny Światowej. Później na karty komiksu dostał się Batman. A kim jest trzecia osoba? Spokojnie, dam wam chwilę… Jeśli obaj herosi to ojcowie uniwersum DC, to matką jest Wonder Woman. Jako trzecia postać debiutuje pod koniec 1941 roku. Początkowo przewidywano, że jako kobieta w medium skierowanym do chłopców i nastolatków, czyli generalnie mężczyzn, nie będzie mieć powodzenia. Nic bardziej mylnego, bowiem Diana radzi sobie znakomicie już siódmą dekadę i nic nie zapowiada końca jej kariery.

Za kreację postaci odpowiada nietypowy duet. Na pomysł wpadł William Moulton Marston – amerykański psycholog, mający jednocześnie ogromny wkład w rozwój wariografu (wykrywacza kłamstw). To właśnie jego zafascynowanie ludzką psychiką, a także rozróżnienie między kłamstwem a prawdomównością podsunęło pomysł o atrybucie bohatera mogącego bez wysiłku pozyskać prawdę od każdego. Tak właśnie powstało choćby słynne lasso Diany, choć podobno rekwizyt ten ma się również wiązać z dość nietypowymi zainteresowaniami psychologa na innym polu…

O warstwę wizualną zadbał Harry G. Peter, a Wonder Woman pierwszy raz rozprawiła się przestępczością w All-Star Comics vol. 1. Od tamtego czasu gości nieustannie na łamach komiksów DC, zaś sama sylwetka jest znakomitym studium przemian w obyczajowości, emancypacji kobiet, czy wzrostu ich roli społecznej przez następne dekady. Wystarczy wspomnieć, że debiutowała w okresie, gdy amerykańskie kobiety silnie zaangażowały się w życie społeczne i rozwój przemysłu, co wynikało z potrzeb prowadzania wojny w Europie i na Pacyfiku.

Bogini, która zasłużyła na miano bohatera

No dobrze, ale dość tej historii przejdźmy do konkretów. Seria DC Deluxe to zestaw kanonicznych, tudzież najbardziej uznanych komiksów amerykańskiego wydawcy. W ten sposób został nam już sprezentowany m.in. Azyl Arkham, Kryzys na nieskończonych Ziemiach, a także fenomenalny Czerwony Syn. Recenzowana Wonder Woman, to przedruk zeszytów publikowanych w okolicach 2004 roku, a wiec ponad dekadę temu. Całość scenariusza ukuł Greg Rucka – postać znana w branży, uhonorowana choćby trzema nagrodami Eisnera. Greg od lat jest związany z DC Comics i ma na swoim koncie sporo ciepło przyjętych pozycji. Podczas tworzenia Wonder Woman asystowało mu czterech rysowników: J.G. Jones, Drew Johnson, Stephen Sadowski i Shane Davis. Jak na mój gust każdy wywiązał się z zadania na piątkę.

Opasły tom, gruby na niemal 370 stron, skrywa wewnątrz nie jedną, lecz kilka ciekawych historii powiązanych między sobą. Łączy w sobie zeszyty od 195 do 205, plus samodzielną opowieść „Hiketeia”, będącą tak naprawdę pierwszym podejściem Grega do tematu Wonder Woman. Rysunki wykonał J.G. Jones, a opowiedziana historia została utrzymana w tonie greckiej tragedii. Diana, poprzez dawny rytuał zwany Hiketeią, została związana z dziewczyną o imieniu Danielle Wellys. Danielle ma swoje powody udając się pod opiekę bogini, zaś jej tropem z samego Gotham podąża Batman, który łatwo nie odpuści. Na błąd Diany, lub próbę złamania rytuału czekają Erynie – greckie boginie zemsty. W ten sposób nasza bohaterka zostaje zamknięta w potrzasku, między poczuciem sprawiedliwości, a obowiązku. Pytanie, jak rozwiąże całą sytuację?

Resztę, czy raczej większą całość, tomu stanowią epizody utkane w spójną linię przyczynowo skutkową. Opowieść składa się z kilku warstw, podobnie jak kształtują się role Diany. Pełni ona funkcję ambasadora Themysciry – ojczyzny Amazonek – przy ONZ. Z tego powodu ma styczność z różnymi osobistościami, w szczególności oficjelami rządu amerykańskiego. W trakcie realizowania zadań dyplomatki, ma również swoje obowiązki, jako członkini Ligi Sprawiedliwości, robiąc to, co heros potrafi najlepiej, czyli ratując każdy kolejny dzień od katastrofy. Jednocześnie Diana nie spoczywa na laurach i przygotowuje się do wydania swojej książki – zbioru esejów, o swoich przekonaniach i wartościach moralnych, co jak pewnie się domyślacie wywoła sporą burzę medialną.

Diana, mimo swoich dobrych intencji, ma zarówno wielu zagorzałych zwolenników, jak i przeciwników nieakceptujących tego, co sobą przedstawia. Jednocześnie ktoś działając zakulisowo realizuje misternie ukuty spisek przeciw greckiej półbogini, mający ostatecznie szersze konsekwencje. Żeby było tego mało, nie tylko musi martwić się o „świat patriarchalny”, należący do śmiertelników, ale zdążą o osobie przypomnieć jeszcze staży bogowie, z Aresem na czele.

Komiks wielowymiarowy

Podobnie jak siedem dekad temu William Moulton Marston, tak dziś Greg Rucka postanowił wejść w buty psychologa, pokazując nam bohaterkę na wielu płaszczyznach. Nie jest to typowa historia o idolce tłumu, bowiem prócz niewątpliwe atrybutów boskich Diana targana jest również rozterkami moralnymi typowymi dla zwykłego człowieka. Gdzie przebiega linia między poczuciem obowiązku, oddaniem tradycji, a pełnieniem roli w nowym, zupełnie innym świecie niż ten, z którego się wywodzi?

Ponadto, całość nie skupia się wyłącznie na Dianie, bowiem na kartach komiksu zobaczymy znacznie więcej ciekawych postaci, jak również konkretnych zwrotów akcji. Tym samym lekturę z pełną stanowczością mogę uznać za sycącą. Komiks, jaki mam nadzieję chwycicie do rąk, ukazuje o wiele późniejsze wcielenie Wonder Woman, aniżeli te klasyczne z lat 40. Po półwieku nieustannych perypetii bohaterka okrzepła, jest otoczona przez liczne grono sprzymierzeńców jak i zaciekłych wrogów. Pewność siebie i doświadczenie to jej główne atrybuty, pozostając jednocześnie wierną tradycji i twardym zasadom, ale jednocześnie musi odnaleźć się w współczesnym, nowoczesnym, ulegającym ciągłym zmianom ładzie. Czy nie brzmi to czasem, jak alegoria roli kobiety w obecnym świecie? Z pewnością tak, zwłaszcza że Wonder Woman by Greg Rucka pełna jest odwołań również do filozofii antycznej, jak i współczesnego sposobu myślenia społeczeństw Zachodu. Słowem, jest grubo i mięsiście. Z całą odpowiedzialnością polecam lekturę.

Za udostępnienie komiksu do recenzji dziękujemy wydawnictwu Egmont