Można by powiedzieć, że robot ukradł robotę kilku mnichom, ale im niespecjalnie to przeszkadza… nie to co odwiedzającym. Wszystko dlatego, że ten android recytuje pisma buddyjskie w 400-letniej świątyni Kodai-ji w Kioto i to nie od wczoraj, a już od przeszło 8 miesięcy. 

Czytaj też: Jeśli tak będzie wyglądać PlayStation 5, to zaczniecie kręcić nosem

Nie jest to jednak wyłącznie jakiś tam system ukryty w głośnikach. Mnisi zdecydowali się na w pełni fizycznego i „widzialnego” androida, który łączy w sobie robotyczny korpus z twarzą, dłońmi i ramionami z elastycznego silikonu. Jego wygląd nie jest przy tym przypadkiem, ponieważ android ten ma reprezentować bodhisattwę – archetypowe buddyjskie bóstwo, ucieleśnienie miłosierdzia.

Jak to z androidami i sztuczną inteligencją bywa, taka robotyczna bodhisattwa będzie rozwijać się z kazania na kazanie. Jeden z mnichów uważa, że:

Ten robot nigdy nie umrze, po prostu będzie się aktualizował i ewoluował. To piękno robota. Może przechowywać wiedzę na zawsze i bez ograniczeń.

Robot świątynny recytuje fragmenty Sutry Serca, jednego z najbardziej znanych pism buddyzmu. Są to jednocześnie dosyć drogie recytowania, ponieważ jego opracowanie kosztowało prawie milion dolarów w ramach projektu prowadzonego przez świątynię i Hiroshi Ishiguro, profesora robotyki na Uniwersytecie Osaka. Finalnym owocem jest świetnie odwzorowana twarz, ale już potraktowane po macoszemu ciało.

Oczywiście maszyna nie ma duszy, ale wiara buddyjska nie polega na wierze w Boga. Chodzi o podążanie ścieżką Buddy, więc nie ma znaczenia, czy reprezentuje ją maszyna, złom czy drzewo.

Jedni z odwiedzających są zachwyceni takim pomysłem, a drugi (głównie ci spoza Japonii) już nieszczególnie, porównując go nawet do Frankensteina.

Czytaj też: Spider-Man poza MCU – jak Sony poprowadzi swoją markę teraz?

Źródło: Live Science

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej