Antarktyda z temperaturami o kilkadziesiąt stopni powyżej normy. Przyszłość rysuje się w czarnych barwach

globalne ocieplenie

Zarówno biegun południowy jak i północny są w większym stopniu narażone na zmiany klimatu. I choć ostatniej fali upałów nie da się jednoznacznie powiązać z globalnym ociepleniem, to faktem jest, że panujące tam temperatury są naprawdę wysokie.

Fala upałów na Antarktydzie jest bezpośrednio związana z intensywnym układem wysokiego ciśnienia występującym na południowy wschód od Australii. To właśnie za jego sprawą nad Antarktydę trafiły ogromne ilości ciepłego i wilgotnego powietrza. Jakby tego było mało, chmury nad tamtejszym płaskowyżem lodowym zatrzymały ciepło promieniujące z powierzchni.

Czytaj też: Antarktyda niczym Śląsk. Na tamtejszym śniegu zbiera się coraz więcej sadzy

Na stacji Wostok zmierzono temperaturę wynoszącą -17,7 stopnia Celsjusza, która jest o około 15 stopni Celsjusza wyższa niż dotychczasowy niechlubny rekord. Z kolei w obrębie stacji Concordia, udokumentowano temperaturę o około 40 stopni Celsjusza wyższą od średniej dla marca. Tego typu wartości dotyczą głębi lądu, podczas gdy na wybrzeżach spadł niedawno… deszcz.

Sytuacja niewiele różni się po drugiej stronie, czyli w Arktyce. U północno-wschodnich wybrzeży Stanów Zjednoczonych zaczął się tworzyć intensywny układ niskiego ciśnienia. Na jego styku z sąsiednim układem wysokiego ciśnienia powstała rzeka atmosferyczna, czyli wąski obszar wilgoci skoncentrowany w atmosferze. W konsekwencji w Svalbardzie odnotowano nowy rekord: temperatura wyniosła tam 3,9 stopnia Celsjusza. I choć pokrywa lodowe w Arktyce już i tak była niska, to problem potęgują rekordowe opady deszczu.

Czytaj też: Człowiek nie przeżyje tam nawet chwili. Gąbki na dnie Oceanu Arktycznego mają na to patent

Modele sugerują, że wzorce klimatyczne stają się coraz bardziej zmienne. To z kolei oznacza, że tego typu fale upałów mogą występować coraz częściej. Należy mieć na uwadze, iż Arktyka ociepla się dwukrotnie szybciej niż reszta świata. Dlaczego tak się dzieje? Topniejący lód, który wcześniej pokrywał morza i oceany, zaczyna znikać. W efekcie ciemniejsza powierzchnia zaczyna pochłaniać więcej ciepła, podwyższając panujące tam temperatury.