Antarktyda niczym Śląsk. Na tamtejszym śniegu zbiera się coraz więcej sadzy

zmiany klimatu

Naukowcy odkryli, że na Antarktydę trafia coraz więcej produktów ubocznych spalania paliw kopalnych przez tamtejszych turystów. A im ciemniejsza robi się lokalna pokrywa śnieżna, tym bardziej pochłania ona światło.

To z kolei prowadzi do przyspieszonego topnienia antarktycznego śniegu i lodu. Szczegółowe ustalenia w tej sprawie są dostępne na łamach Nature Communications. Autorzy badań dokonali analiz próbek śniegu zebranych w latach 2016-2020 w pobliżu turystycznych miejsc i doszli do wniosku, że ilość atmosferycznej sadzy jest w nich znacznie wyższa niż w innych częściach Antarktydy.

Czytaj też: Antarktyda ma mapę skarbów. Jest szczególnie cenna dla badaczy kosmosu

Nie trzeba więc dłuższego śledztwa, by domyślić się, że z obecnością tych zanieczyszczeń jest związana ingerencja ludzi. Jak wyjaśnia Alia Khan z Western Washington University, Antarktyda jest obecnie jednym z najszybciej ocieplających się regionów na naszej planecie. Tamtejszy śnieg topnieje nawet bez dodatkowych ilości zanieczyszczeń, ale atmosferyczna sadza napędza ten proces.

Antarktyda każdego roku gromadzi coraz większe tłumy turystów

Wbrew pozorom, sytuacja w ostatnim czasie wcale się nie poprawia, nawet pomimo korzystania z elektrycznych silników przez coraz większą liczbę statków. Trend jest bez wątpienia negatywny, dlatego ekolodzy nawołują do podjęcia znacznie bardziej zdecydowanych działań. Latem 2019-2020 Antarktydę odwiedziło około 74 000 osób, co stanowi wzrost o 32 procent w zestawieniu z wcześniejszym rokiem.

Czytaj też: Mamy kolejny problem: zanieczyszczenie wody lekami

Co gorsza, lód pokrywający wody wokół Antarktydy jest obecnie na rekordowo niskim poziomie. Naukowcy nie są do końca w stanie wyjaśnić, jaki jest wpływ jego topnienia na anomalie klimatyczne na Ziemi, lecz trudno być w tej sprawie optymistą.