WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Baldur’s Gate i wrażenia z wersji konsolowej

W historii rozrywki elektronicznej możemy wymienić zaledwie kilka tytułów określanych kamieniami milowymi dla branży. Bezsprzecznie taką grą będzie sławetny Baldur’s Gate lub jak wolicie Wrota Baldura. Czy tak stary kawałek kodu ma jednak szansę w starciu z współczesnymi odpowiednikami z gatunku RPG? Sprawdźmy jak Baldur zniósł upływ czasu.

Od polskiej premiery Baldur’s Gate minęły dwie dekady. W efekcie już 23 grudnia fani będą świętować dwudzieste pierwsze urodziny tego klasyka. Nie ulega żadnym wątpliwościom, że dzieło BioWare wyznaczyło standardy w świecie cRPG na długie lata a liczbę gier naśladujących rozwiązania zastosowane przez kanadyjskie studio można liczyć w dziesiątki. Dla klasyków przychodzi taki czas, kiedy zostają one ponownie przywołane z otchłani przeszłości w formie „poprawionej”. Czasem mamy styczność z kompletną przebudową takiej gry, ale w większości wypadków studia podejmujące się takiego zadania ograniczają pracę do prostego liftingu. Naturalnie Baldur doczekał się wersji Enhanced w 2012 roku na PC. Siedem lat później tego zaszczytu doświadczyły współczesne konsole.

Baldur’s Gate – na bogato!

Za konsolowy port odpowiada studio Beamdog. Dokładniej rzecz ujmując chodzi o ich podstudio Overhaul Games. Jego portfolio nie jest specjalnie szerokie. Prócz opisywanych dziś produkcji mają na swoim koncie MDK 2 na konsolę Wii. Rekomendacje nie wyglądają przekonywująco. Pomijając ten drobny szczegół nie mam wątpliwości, że na fanów gatunku RPG czeka prawdziwa gratka. Pierwszy Bladur’s Gate oraz jego kontynuacja, Planescape: Torment, Icewind Dale jak również obszerna lista dodatków do tych, że gier zawita na PlayStation 4, Xbox One oraz Switch. Na tym nie koniec rewelacji! Jeszcze w grudniu tego roku na konsole trafi Neverwinter Nights.

Ujmując cały content w perspektywie potrzebnego czasu do przejścia każdej z gier wypada powiedzieć, że sama podstawka Baldura to (z tego, co pamiętam) nieco ponad 60 godzin gry. Kontynuacja to drugie tyle a same dodatki także do najkrótszych nie należą, choć nie wszystkie rozszerzają wątki fabularne do skali pełnoprawnej samodzielnej gry. A ile taka przyjemność ma kosztować gracza konsolowego? Za pakiet obu części Wrót Baldura przyjdzie zapłacić około 200 zł w wersji pudełkowej i nie spodziewajmy się niższych cen za wersję cyfrową. Sami musicie przyznać, że jak na dwudziestoletnią grę kwota wydaje się dość wygórowana.

Zanim wyruszysz zbierz drużynę

Baldur’s Gate to klasyczna wręcz do szpiku kości opowieść o walce dobra ze złem. Odwaga, honor i przyjaźń na dobre i złe przewija się nieustannie, choć czego możemy więcej oczekiwać po przedstawicielu cRPG, który gatunek ten wręcz napisał od nowa pod koniec lat 90.? Kołem zamachowym historii będzie morderstwo przybranego ojca głównego bohatera. W ten sposób przyjdzie nam opuścić mury twierdzy Candlekeep i udać się w pogoń za sprawcą tego niegodziwego czynu. Nim jednak to nastąpi, cytując klasyka, musimy zebrać swoją drużynę. Może składać się ona z sześciu postaci, gdzie oczywiście ich atrybuty wpływają znacząco na postęp rozgrywki. Zresztą sylwetki wszystkich postaci dość pieczołowicie wpleciono w ogólny zarys świata jak i główne tło fabularne. Jednym słowem scenarzyści nie szli w półśrodki.

Zresztą już tworzenie naszej postaci – przydzielanie umiejętności, wybór rasy, klasy, podklasy…  – do najłatwiejszych zadań nie należy. Każda decyzja będzie mieć kluczowy wpływ na styl gry oraz płynność czynionych postępów. Jednym słowem główkowania jest tu, co nie miara. Zresztą w identycznej sytuacji gracza stawia część druga, kontynuująca wydarzenia z poprzedniej odsłony. W ogólnym zarysie, po rozprawieniu się z głównym antagonistą nasz bohater zostaje porwany przez maga Irenicusa. Rzecz jasna to dopiero początek wyprawy, gdzie motywem przewodnim ponownie jest wątek rodziny, ale nie będę wchodzić w dalsze opisywanie szczegółów.

Wspomnę jedynie, że postać możemy stworzyć od postaw lub zaimportować swój postęp po ukończeniu pierwszej części. Ponadto gra jest trudna. Na wysokich poziomach trudności w porównaniu Dark Souls przypomina spacer przez park. Jednocześnie, jeśli ktoś zginie podczas wędrówki to na dobre, co znacząco wpływa na postęp fabuły. Jasne, dla niedzielnych wyjadaczy RPG przygotowano też poziom skupiony wokół opowiedzenia historii – a warto ją poznać bez dwóch zdań – ale po kilku godzinach zaczniemy odczuwać pewien niedosyt, nawet znużenie. Odrobina emocji związanych z walką jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

Z komputera na konsolę

Sposób narracji to jedno. Drugą istotną kwestią jest pytanie o to jak, się w to gra? Od strony wizualnej młodsi użytkownicy konsol mogą z miejsca machnąć ręką, bo tytuł wygląda niemal tak samo, jak w dniu swojej premiery. Tylko nieliczne elementy doczekały się liftingu. Przykładowo postacie prezentują się ciut lepiej oraz wszelkiego rodzaju zaklęcia czy ataki delikatnie poprawiono, ale to wciąż nic, z czym współczesna konsola mogłaby sobie nie poradzić. Jak na mój gust tytuł ten jest spóźniony o kilka dobrych lat, bowiem bardziej wpisuje się w erę PlayStation 3. Innymi słowy między tym, co dostali użytkownicy PC w 2012 roku a obecną konsolową wersją większych różnic nie zobaczymy. Na małym ekranie Switch’a nie powinno to specjalnie przeszkadzać. Xbox One podpięty pod monitor też, jako tako jeszcze daje radę, ale już tytuł odpalony na dużym telewizorze dosłownie odstrasza.

Na szczęście zmianom uległ ogólny interface. Został on przystosowany do konsolowego środowiska. Jednocześnie wszystkie statyczne grafiki, okna dialogowe i tym podobne detale przeniesiono częściowo do epoki HD. Co prawda dość nietypowy to widok, jak kontrastują ze sobą przestarzała animacja i współczesne elementy graficzne menu. Osobną sprawę stanowi jeszcze sterowanie. Zasadniczo zdecydowano się ujednorodnić gameplay, korzystając z tego, co wypracował sequel. W mojej ocenie to słuszna decyzja. Ostatecznie jednak Baldur’s Gate to u swoich korzeni gra PC przystosowana do myszki i klawiatury. Zespół Overhaul Games może i podjął trud przeniesienia sterowania na potrzeby kontrolera konsoli, ale stare naleciałości wciąż czuć. Pewne niezdarności w sterowaniu będą dawać o sobie znać niemal cały czas.

Przywoływanie po raz drugi wersji Enhanced odczytuję dwojako. Jest to próba stworzenia szerszej podbudowy dla nachodzącej trzeciej części lub tradycyjnie korzystając z sentymentu graczy wydawca liczy na dodatkowy zarobek przy stosunkowo niewielkich nakładach pracy. Która wersja jest bardziej prawdopodobna pozostawiam już w Waszej ocenie. Oczywiście cesarzowi trzeba oddać to, co cesarskie i bez Baldura na pewno nie mielibyśmy Dragon Age, czy nawet naszego rodzimego Wiedźmina. Sami jednak przyznacie, że tak długa podróż na konsole budzi pewne wątpliwości. Czy ogólnie mogę polecić z czystym sumieniem konsolową wersję uznanego klasyka? Otóż nie mogę.

Baldur’s Gate na konsoli? Zostańcie przy wersji PC

Jasne, fanów przekonywać nie muszę, bo ci zdążyli pewnie zrobić stosowne zamówienia przedpremierowe. Oni ograją Baldura choćby i na lodówce. Reszta grającej gawiedzi powinna jednak mocno uważać gdzie lokuje swoje finanse. Mimo świetnej narracji i bardzo długich godzin rozgrywki nietrudno dostrzec, że gra zestarzała się w sposób niemiłosierny.  O jakości oprawy wizualnej nie będę wspominać, bo pastwienie się nad tak starą grą nie ma sensu. Przyczepię się za to do twórców tego portu. Mogli oni przenieść całość na zupełnie nowy silnik graficzny, wzbogacony o tekstury i efekty na miarę współczesnego sprzętu. O oprawie dźwiękowej już nawet nie wspomnę.

Na koniec zostawiam argument ceny. Mimo, że mamy w jednym pudełku przeszło sto godzin zabawy to nie ulega wątpliwości, iż w cenie dwustu złotych konsole mogą zaoferować dużo więcej nowszych pozycji przemawiających do współczesnego gracza. Szczególnie podkreślam ten argument, bowiem pierwszego Baldura w wersji Enhanced na platformie GOG kupimy już za symboliczne 35 zł. Dwójka to również niewiele większy wydatek, a przecież możemy jeszcze liczyć na cyklicznie zdarzające się zniżki. Nie musicie mieć specjalnie mocnego komputera, aby odpalić oba tytuł, bo wymagania sprzętowe są wręcz śmieszne. Nie trzeba mieć nawet Windowsa, ponieważ Linux czy MacOS także otrzymały stosowną wersję.

Określacie siebie mianem fanów RPG? Baldur’s Gate zatem nie tylko warto ale i należy doświadczyć choć raz! Tym samym, jeśli macie sięgnąć po grę, zróbcie to w wersji słusznej, czyli PeCetowej. Macie na bakier z gryzoniem i klawiaturą? Czekajcie w takim wypadku na solidne obniżki cen w cyfrowych sklepach Microsoftu tudzież Sony.