Jeśli czytaliście poprzedni tekst o Tech Clubie, to mam dla Was dobre wieści: odbyła się kolejna edycja. Tym razem pod egidą BMW X5 oraz serii 8. Zakochałem się szczególnie w tym drugim aucie, ale jeszcze lepsze jest to, że polubiłem jego funkcjonalności od pierwszej sekundy za kółkiem.

Nigdy nie byłem zwolennikiem przesadniej elektroniki w samochodach, chociaż jestem typowym early adopterem większości technologii. Zawsze miałem wrażenie, że jeśli nie mogę kontrolować auta całkowicie samodzielnie, nie mogę być pewien zachowania na drodze. Że „ten drugi” będzie mi przeszkadzał w jeździe. Że w razie „niedogadania”, powstanie błąd, który będzie mnie kosztował znacznie więcej, niż tylko naprawę zderzaka.

BMW seria 8, BMW, BMW X, BMW 8, BMW X5
Foto: Andrzej Mazuruk

BMW X5 – zdobywca terenu

Jeszcze przed poznańskimi testami na torze w Bednarach wiedziałem, że pojawiają się od jakiegoś czasu modele, które, parafrazując klasyka, „robią to dobrze”. Ale dopiero kiedy naprawdę siadłem za kółkiem na dłuższą trasę, zrozumiałem, jak wiele dobrego może przynieść solidnie zaprojektowany system, który towarzyszy kierowcy, a nie stara się wykonywać jego robotę. Patrząc na to od strony projektantów, to istny koszmar – trzeba nie tylko tak przemyśleć całość, żeby faktycznie pomagała, ale jeszcze żeby brała pod uwagę błędy czy niestandardowe zachowania kierowcy. W nagłych sytuacjach przejęcie kontroli musi być bezbłędnie swobodne i szybkie.

I dokładnie to dostałem w nowych BMW. Zacznę od drugiej części wyjazdu, czyli testów modelu X5, bo to zdecydowanie mój faworyt. Serii 8 nic nie brakuje, ale jestem typem podróżnika, więc możliwość wjechania na dowolny teren bardzo do mnie przemawia. Kiedy zobaczyłem cztery podstawione BMW X5 na miejscu, a potem rzuciłem okiem na tor offroadowy, który miałem jednym z nich pokonać, pomyślałem, że w życiu nie da rady. Dałbym sobie rękę uciąć, że ten pięknie wyglądający samochód to świetne wizualnie cacko… które właśnie tylko wygląda.

BMW seria 8, BMW, BMW X, BMW 8, BMW X5
Foto: Andrzej Mazuruk

I wiecie co? I bym teraz, [cenzura], nie miał ręki. Oszałamiające wrażenie zrobiła na mnie zdolność BMW X5 do jazdy po naprawdę trudnym terenie: nieubity, mokry piach o głębokości minimum kilkunastu centymetrów, gdzieniegdzie błoto po przelotnych deszczach, a do tego trzydziesto-czterdziestostopniowe wzniesienia. No nie ma bata, prawda? Otóż najwyraźniej bat jest i bynajmniej nie wisiał nad X5 podczas pokonywania toru, bo radziła sobie jak marzenie. Właśnie w tym modelu widziałem kwintesencję tego, o czym myślę, kiedy mówię o wsparciu kierowcy poprzez wbudowane systemy – pomagać, nie zastępować. Do w pełni autonomicznych samochodów jeszcze bardzo nam daleko, ale radość z jazdy BMW X5 jest tak duża, że nie odpuściłbym jej na rzecz nieangażującej uwagi podróży.

Po pierwsze, świetnie sprawdził się asystent zjazdu, który (po ustawieniu preferowanej prędkości) sam ogarniał hamowanie i pracę samochodu, mnie pozostała kontrola hamulca i kierownicy. Dzięki temu mogłem w pełni skupić się na wybrnięciu z trudnego terenu, a nie na odpowiedniej pracy pedałem gazu. Wtedy też doceniłem zamontowane w samochodzie kamery, które pozwoliły na rozeznanie podłoża jeszcze zanim zobaczyłem je własnymi oczami. To z kolei pozwoliło na dostosowanie jazdy do warunków, co jest nieocenioną pomocą w przypadku trudnego terenu.

BMW seria 8, BMW, BMW X, BMW 8, BMW X5
Foto: Andrzej Mazuruk

Ważną kwestią jest to, że BMW X5 ma kilka programów jazdy terenowej, które uruchamia się w zależności od podłoża. Na podstawie decyzji kierowcy, samochód sam pomoże odpowiednio sobą kierować, podniesie zawieszenie (nawet do 40%). Dlatego nie straszny X5 żwir, śnieg, czy piach. Dodatkowym atutem jest też możliwość łączenia różnych cech – standardowo, wybierając podłoże piaszczyste, BMW X5 ma predefiniowane ustawienia, na przykład właśnie wspomnianej wysokości zawieszenia. Ale projektanci słusznie założyli, że przecież teren nie musi być zawsze równy. Dlatego kierowca może spokojnie dodatkowo podnieść zawieszenie, jeśli uzna, że akurat w danym momencie będzie to lepsze rozwiązanie. I właśnie o takich „drobnostkach” napisałem przed chwilą – wspomaganie, nie sztywno wyznaczone zachowania pojazdu.

Zestaw bajerów również przekroczył moje oczekiwania. Standard nowego modelu BMW jak zwykle był świetny, ale po włączeniu masażu w siedzeniu nie chciałem z niego zejść i prawie musiałem się kłócić z kolegą, żeby to on jechał dalej. Oczywiście nie można nie wspomnieć o intuicyjności wszelkich przycisków kontroli pojazdu. Kiedyś, wchodząc do podobnego auta, pewnie miałbym skojarzenia z kokpitem odrzutowca, ale dziś chciałbym wierzyć, że prowadzenie samolotu jest równie proste i przyjemne, co w BMW X5.

BMW seria 8, BMW, BMW X, BMW 8, BMW X5
Foto: Andrzej Mazuruk

BMW Seria 8 – brzmienie i elegancja

A co z serią 8? Tego auta na torze nie testowałem, ale za to zrobiłem nim ponad 100 kilometrów po naprawdę różnych trasach – w niektórych miejscach drogi były tak złe, że ciężko było jechać szybciej, niż 20-30 km/h. I nie był to przypadek, czy zaniedbanie organizatorów, wręcz przeciwnie. Chcieli pokazać, że chociaż auto jest naprawdę z wyższej półki, niestraszne mu nasze rodzime, polskie drogi, jakich można uświadczyć na większości bocznych dróg praktycznie w każdym zakątku kraju.

A, jak chyba wszyscy wiemy, zły stan dróg to pierwszy krok do wypadków. Dlatego tym bardziej doceniłem nowości, jakie BMW wprowadziło w swoich samochodach. Niezwykle przypadł mi do gustu asystent jazdy w korkach. Po pierwsze, pomaga w utrzymaniu odpowiedniej odległości i toru jazdy poprzez monitorowanie pasa. Po drugie, nie tylko działa jak tempomat, ale w korku wygasza silnik i uruchamia go samodzielnie, gdy pojazd przed nami rusza.

Po trzecie, co najbardziej mi się podobało, nie pozwala bujać w obłokach, bo pilnuje nie tylko drogi, ale i samego kierowcy. Czujnik zamontowany na panelu za kierownicą cały czas monitoruje zachowanie – czy patrzymy przed siebie, czy na boki, czy nie przysypiamy (jeśli tak – daje znać wibracją kierownicy). Dzięki temu mamy faktycznie „asystenta”, a nie zastępcę. W końcu to tylko system elektroniczny i samo BMW podkreśla, że ma pomagać, a nie zastępować kierowcę i że należy cały czas przytomnie oceniać sytuację na drodze. Mimo, że systemy BMW znacznie poprawiają bezpieczeństwo, nie pozwalają, byśmy za kółkiem się rozleniwili i przestali uważać.

BMW seria 8, BMW, BMW X, BMW 8, BMW X5
Foto: Andrzej Mazuruk

Seria 8 to również prawdziwy potwór (w pozytywnym znaczeniu!). Jak już jest standardowo w nowszych modelach BMW, ten również posiada różne tryby jazdy, zmieniane przy pomocy pojedynczego przycisku. Nie wiem, czy wypada się przyznawać, ale naprawdę pokochałem jazdę w trybie Sport i miałem go włączonego nawet w mniejszych miejscowościach, gdzie ograniczenie prędkości było na poziomie 30-40 km/h. Po co? Tylko po to, by usłyszeć ten piękny ryk wydechu i silnika.

A to kolejna rzecz, która wymagałaby osobnego artykułu – obydwa zaprezentowane modele to prawdziwi pogromcy mocy. To, co znajdowało się pod maską, to prawdziwa uczta dla oczu i uszu kierowcy. Obydwa modele pięknie wyglądają, w końcu estetyka auta to jeden z ważniejszych atutów. Jednak poza atrakcyjną powłoką, są pełne dobrego, porządnie przemyślanego projektu. Systemy pomagają, nie wyręczają, co w połączeniu z mocą aut i ich prezencją jest po prostu genialne.

Po tych testach mam jeden, dodatkowy cel w życiu: przejechać się BMW X5 w naprawdę ciężki teren i nagrać film z całej podróży. A potem usiąść jeszcze raz za kierownicą modelu z serii 8 i wyjechać w długą trasę. Bo co mogę więcej powiedzieć? To po prostu czysta przyjemność z jazdy.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!