Nasz wszechświat wypełnia niewidzialna siła, która zdaje się przeciwstawiać grawitacji. Fizycy nazywają ją ciemną energią i uważają, że nieustannie wypycha nasz Wszechświat do zewnątrz. To z kolei powoduje jego rozszerzanie. Z najnowszych badań wynika jednak, że w pewnym momencie Wszechświat zakończy swoją ekspansję i zapadnie się pod własnym ciężarem. 

Teoria strun, zwana teorią wszystkiego, łączy założenia ogólnej teorii względności Einsteina z mechaniką kwantową. Teoria strun sugeruje, że wszystkie cząstki tworzące wszechświat nie są kropkami, lecz jednowymiarowymi strunami, które wibrują – a różnice w tych wibracjach pozwalają nam zobaczyć jedną cząstkę jako foton, a drugą – jako elektron. Problem w tym, że teoria strun ma sens jedynie wtedy, gdy weźmiemy pod uwagę istnienie ciemnej energii.

Jak wynika z założeń teorii opisanej w czerwcu, ilość ciemnej energii we Wszechświecie może zacząć spadać. Naukowcy porównują to do kuli staczającej się po zboczu. Im niżej się znajduje, tym mniejsza jest ilość ciemnej energii. Gdy kula znajdzie się poniżej poziomu morza, to Wszechświat może przyjąć formę sprzed Wielkiego Wybuchu. W ciągu najbliższych 10-15 lat ludzkość powinna być w stanie przekonać się, w jakim tempie rozszerza się Wszechświat oraz czy ilość ciemnej energii jest stała. Ważną rolę w stabilności otaczającej nas przestrzeni kosmicznej mają bozony Higgsa. Istnienie tych cząstek potwierdzono w kwietniu 2013 roku za sprawą eksperymentu wykorzystującego Wielki Zderzacz Hardronów.

[Źródło: livescience.com; grafika: NASA]

Czytaj też: Do Ziemi dotarły kolejne tajemnicze sygnały z kosmosu

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej