Amerykańskie wojsko chce odzyskać ropę ze statku zatopionego od 72 lat.

Chodzi o ciężki krążownik Prinz Eugen, który amerykańska armia zdobyła podczas II wojny światowej. Okręt wywrócił się w okolicach Wysp Marshalla w 1946 roku i od tamtego czasu stanowi zagrożenie dla środowiska. Wszystko przez olej napędowy znajdujący się na pokładzie radioaktywnego statku.

Amerykańska część historii Prinz Eugen rozpoczęła się niedługo po zakończeniu działań wojennych. Aby sprawdzić wpływ bomb atomowych na flotę, Amerykanie zdetonowali dwa pociski w pobliżu 80 zakotwiczonych okrętów. Eksplozje doprowadziły do zniszczenia większości jednostek, jednak niemiecki krążownik wyszedł z całej akcji niemal bez szwanku. Uszkodzeniu uległ jedynie główny maszt. Problem w tym, że Prinz Eugen został silnie napromieniowany, przez co jego kontakt z wodami Oceanu Spokojnego stanowi ogromne zagrożenie. Podczas próby oczyszczenia i odholowania statek przewrócił się do góry dnem.

Już w 1974 r. amerykańskie wojsko ostrzegało przez zagrożeniem płynącym (dosłownie) ze strony wraku. Przez kolejne lata z kadłuba doszło do kilku niewielkich wycieków, jednak żaden nie był na tyle poważny, by doprowadzić do katastrofy ekologicznej. Obecnie trwa akcja odzyskiwania ropy. Naukowcy twierdzą, że jest jej łącznie od 250 000 do 750 000 ton. Za najbardziej efektywną metodę uznano tzw. hot tap. Jej autorami są Norwegowie z firmy Miko Marine, którzy zaproponowali wykorzystanie zacisków elektromagnetycznych. Ekipa przymocuje je do kadłuba, wytnie w nim otwór, przez który zostaną następnie wprowadzone zawory. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, napromieniowany płyn zostanie odessany z wnętrza krążownika. Operacja wydobycia ropy powinna zakończyć się do końca października.

Ten rysunek z epoki kamienia pochodzi sprzed ponad 70 tysięcy lat

[Źródło: popularmechanics.com; grafika: U.S. Naval Ship Savor]

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!