Crash Team Racing – wreszcie powrócił! Crash i Spyro to dwie kultowe marki, które jednoznacznie kojarzą mi się z pierwszym PlayStation. Jednocześnie nie potrafiłem zrozumieć, czemu tak dobre i nośne tytuły nie doczekały się nowych edycji na konsolach obecnej generacji.

Gier dziecięcych czy też imprezowych zdecydowanie brakuje i każdy tytuł jest mile widziany. Tak uczciwie mówiąc, to dalej nie kumam ich braku. Reedycje Crasha Bandicoota i Spyro były cudowne i niewątpliwie pożądane, ale pozostawiły uzasadnione pytania i obawy o przyszłość. Czy czeka nas zalew kolejnych reedycji? Gdzie są kolejne, świeże już części? Czemu nikt nie produkuje już takich gier?

Crash Team Racing powrócił

Na jedno pytanie, odpowiedź przyszła bardzo szybko

Tak, zapowiedziano reedycję wspaniałego, kultowego CTR-a. Czyli dostaniemy kolejną reedycję gry zamiast czegoś nowego. No trudno, jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Crash Team Racing jest jednak tytułem, który ma chyba więcej fanów, niż dwie poprzednie gry razem wzięte. Odpowiedzialność zatem ogromna a i tak każdy w pamięci dorzuca tutaj coś od siebie. Pamięta czasy swego dzieciństwa, jak pokonywał kolegę z podwórka czy brata, który akurat wpadł w odwiedziny. Pamięta powerupy, trasy i cały ten klimat.

Nie ma co ukrywać – to wszystko udało się zachować. Nie jest to remake idealny, ale z pewnością bliski doskonałości.

Crash Team Racing - ten świat żyje

Crash Team Racing – Gra żyje!

W pierwszej chwili nie zwraca się na to uwagę. Ot, odpala się szybki wyścig, wsiadamy za kierownicę naszego bolidu i jazda. Dopiero po dłuższej chwili da sie zauważyć, jak gry ewoluowały od czasu premiery oryginału i ile twórcy remake’a musieli włożyć wysiłku. Ilość detali, poruszających się obiektów czy jakiś postaci drugoplanowych poruszających się w tle potrafi przytłoczyć. To nie tylko nałożenie tekstur ale w zasadzie wymodelowanie plansz zupełnie od zera.

Największy szacunek mam jednak do twórców o to, że udało im się przenieść satysfakcjonujący model jazdy z oryginału do nowej edycji, dzięki czemu gra się cały czas znakomicie. Schemat rozgrywki pozostał zaś ten sam. Między wyścigami poruszamy się po świecie najeżonym wyścigami. Czasem mamy do pokonania konkurentów, innym razem ścigając się musimy zebrać literki C T R albo jechać na czas. I to wszystko jest niesamowicie wciągające.

Do tego dochodzą możliwości personalizacji naszego gokartu, zmiany bohatera czy dodatki, które kupujemy za wirtualną, zdobytą w grze walutę w sekcji Pit Stop

Crash Team Racing - przepiękna grafika

Crash Team Racing – są zmiany

To przede wszystkim dodanie sieciowego trybu multiplayer, o którym nie napiszę nic bo akurat leżał i kwiczał. Autorzy wiedzą o problemach i obiecują poprawki. Na szczęście można też grać ze znajomymi na jednym ekranie dzięki trybowi split-screen. Łącznie możemy się zgromadzić w cztery osoby do wspólnej zabawy i rozegrać albo pojedynczy wyścig albo np. cały puchar. Świetna sprawa.

Crash Team Racing – są też błędy

Pod względem technicznym, gra jest jednak ciut słabiej przygotowana od Crasha Bandicoota czy Spyro. Nie wiem czy to kwestia platformy, ale gra potrafiła mi się kilkukrotnie wysypać do dashboarda na moim Xboxie. Na szczęście za każdym razem działo się to podczas wybierania wyścigu, nie zaś w jego trakcie.

Po drugie, często zdarzają się glitche, wpadanie za tekstury czy jakaś dziwna praca kamery. Niezrozumiałe są dla mnie również długie czasy wczytywania samej gry, która przecież powinna wczytywać się momentalnie. Ostatni mój zarzut to kilka miejsc na mapach, które nie są dość czytelne i mimo iż są blokadą/bandą, wcale na takie nie wyglądają. Tego ostatniego da się jednak wyuczyć.

Crash Team Racing - multiplayer

Nie da się jednak ukryć, że gra jest świetna

Daje ogromną satysfakcję i masę frajdy, szczególnie podczas starć ze znajomymi. Współczesny CTR pokazał, że mechanika gier sprzed blisko 20 lat nic się nie zestarzała i tak naprawdę nie trzeba koła wymyślać na nowo. Trzeba tylko chcieć na nim bazować. Dzisiaj brakuje na rynku gier tego typu. Zwykłych, prostych, dających masę frajdy każdemu, kto tylko usiądzie przed telewizorem, a przy tym wiek grającego nie ma znaczenia. Ja na pewno będę do niej wracał z córką, bo widzę, że wsiąknęła w tytuł momentalnie i chyba pierwszy raz od dawna woli Crasha od Minecrafta.

Czytaj też: Recenzja gry Sekiro: Shadows Die Twice 

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej