WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Publicystyka

Czy piłkarze zarabiają za dużo?

Felieton poświęcony kontrowersjom związanym z zarobkami piłkarzy. Skąd się biorą ogromne kwoty na ich kontraktach i dlaczego sądzę, że nie powinny one nikogo dziwić?

Rozwój naszej cywilizacji powoduje, że pewne zawody przestają być potrzebne. Jedne znikają, pojawiają się inne. Zawsze jednak znajdzie się taki, który będzie wywoływał kontrowersje. Jeśli nie ze względów etycznych to – jakże by inaczej – finansowych. O ile zarabianie na klikaniu w komputer (czyt. byciu informatykiem) to dopiero melodia ostatnich lat, tak tradycje związane z narzekaniem na zarobki sportowców sięgają bardziej odległych czasów. Czy widzowie oglądający zmagania oszczepników w starożytnej Grecji narzekali na to, że za rzucanie kawałkiem kija owi zawodnicy dostają więcej, niż zamiatacze ulic? Zapewne. I mimo upływu tysięcy lat, pewne rzeczy pozostały niezmienne. Sportowcy, a przede wszystkim ich zarobki, nadal budzą kontrowersje.

Na pytanie: „czy piłkarze zarabiają za dużo?” odpowiem krótko, niejako spoilerując resztę tekstu: nie. Piłkarze zarabiają tyle, na ile wycenia ich rynek. Na taki stan rzeczy wpływa przede wszystkim popularność piłki nożnej. Bez względu na to, jak silna (chociaż trafniejszym określeniem byłoby „jak słaba”) jest nasza rodzima Ekstraklasa oraz jak reprezentacja radzi sobie na arenie międzynarodowej, piłka nożna na zawsze pozostaje w sercach Polaków. Dzieci i młodzież kochają ten sport, a chętnych na zostanie następcami Lewandowskiego są dziesiątki tysięcy.

O popularności naszego rodaka nie tylko w Polsce, ale i zagranicą, wie każdy, kto rozmawiał z mieszkańcami bardziej odległych części świata. Z własnego doświadczenia wiem, że w kontekście wiedzy o Polsce wśród obcokrajowców przeplatają się trzy nazwiska: Wałęsa, Wojtyła i, rzecz jasna, Grosicki. Znaczy się… Lewandowski. Podobny układ zapewne pojawiłby się, gdyby te same osoby miały wymienić najbardziej znanych przedstawicieli innych narodowości. Weźmy na tapetę choćby Argentyńczyków: papież Franciszek, Che Guevara (jako polityk, nie argentyński Wałęsa) a do tego Diego Maradona (wśród pokolenia wspominającego z rozrzewnieniem czasy kadry Górskiego) i oczywiście Leo Messi (tego pana znają chyba wszyscy kibice, bez podziału na kategorie wiekowe).

A jak wygląda popularność piłki nożnej w liczbach? Zacznijmy od statystyki, która nie zawsze pojawia się w przypadku tego typu dyskusji: 5 milionów – to liczba oficjalnie zarejestrowanych sędziów piłkarskich. Kilka tysięcy razy więcej niż liczba wszystkich zrzeszonych skoczków narciarskich. Jasne, nie ma co porównywać obu tych dyscyplin – nawet nie mam takiego zamiaru. Tym bardziej, że skoki kocham z całego serca. Trzeba jednak przyznać, że różnica pomiędzy liczbą przedstawicieli jednej dyscypliny oraz osób zajmujących się SĘDZIOWANIEM innej jest kolosalna.

W 2007 roku FIFA ogłosiła, iż na całym świecie jest zarejestrowanych ok. 265 milionów piłkarzy. Niestety tego typu zestawienia nie są zbyt często aktualizowane – porównanie corocznej liczby zawodników w poszczególnych krajach pozwala jednak stwierdzić, że w 2020 ten wynik byłby podobny, a może nawet wyższy. Ogromne znaczenie ma również zasięg, jaki ma dana dyscyplina. Bo o ile piłka nożna jest popularna na wszystkich kontynentach, tak krykiet czy futbol amerykański ograniczają się przede wszystkim do konkretnych krajów, np. Indii czy Stanów Zjednoczonych.

Spore wrażenie robią statystyki, jakie wykręcają kolejne finały mistrzostw świata w piłce nożnej. Te ostatnie, z turnieju w Rosji, który odbył się w 2018 roku, wcale nie były rekordowe. Wręcz przeciwnie, rosyjski finał był jednym ze słabiej oglądanych, jeśli weźmiemy pod uwagę dane z XXI wieku. Wciąż jednak liczby jakie udało się osiągnąć są niesamowite. FIFA podała, iż 3,26 mld osób oglądało co najmniej minutę turnieju w Rosji. Jasne, minuta może się wiązać z przypadkowym przełączeniem kanału, więc trudno stwierdzić, czy taki parametr jest miarodajny. Ale w przypadku co najmniej 30 minut oglądania liczba widzów również była ogromna – wyniosła niemal 2,5 miliarda.

Swoją drogą, Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej nie była szczególnie zadowolona z wyników osiągniętych na turnieju w Rosji. I choć decyzja o poszerzeniu grona finalistów mistrzostw zapadła już wcześniej, to właśnie mało satysfakcjonujące wpływy do budżetu przekładają się na dość kontrowersyjne poczynania FIFY. Bo nikt nie ma wątpliwości, że pod płaszczykiem popularyzacji piłki nożnej włodarze federacji chcą po prostu zbić większy kapitał. W efekcie na mistrzostwach w 2026 roku zagra aż 48 drużyn. Poziom turnieju będzie więc niższy, a wzrośnie jedynia liczba meczów „o pietruszkę”. Niestety, to tylko jedna z wielu kontrowersji, do jakich doprowadziła w ostatnich latach FIFA.

Powyższe statystyki przytoczyłem po to, by podkreślić, jak ogromną wartość marketingową ma piłka nożna. To dyscyplina, którą oficjalnie uprawiają miliony, a oglądają miliardy. I właśnie te miliardy budzą zainteresowanie sponsorów. Najwięksi gracze na rynku chętnie pompują potężne pieniądze w piłkarzy oraz ich kluby, bo nie trzeba być specjalistą od public relations, żeby wiedzieć, że to całkiem niezły sposób na zwiększenie rozpoznawalności danej marki. Na stadionach reklamują się przedstawiciele wielu branż, czasem zupełnie niezwiązanych ze sportem. Na bandach widnieją reklamy MasterCard, PlayStation, banków, całego szeregu firm bukmacherskich i, co oczywiste, odzieżowych.

Warto zadać sobie pytanie: czy wszystkie te firmy pełnią funkcje instytucji charytatywnych? Czy Adidas bądź Nike płacą niemałe pieniądze za ekspozycję swoich logo dlatego, że ich szefowie są dobrymi samarytanami? Z dużą dozą pewności stwierdzam, że nie. Sponsorzy chętnie wchodzą do piłki nożnej, ponieważ – najzwyczajniej w świecie – im się to opłaca. Sporo kontrowersji wywołał sponsoring Roberta Kubicy w wykonaniu Orlenu. Ława oburzonych krytykowała wyłożenie ok. 10 milionów euro przez częściowo państwową spółkę na kupienie fotela w Formule 1.

Wiadomo jednak było, że Orlen nie robi tego bezpodstawnie. Firma zamierzała bowiem rozpocząć podbój europejskich rynków paliwowych. Tylko w jaki sposób dokonać tego podboju w krajach, których mieszkańcy w reakcji na nazwę „Orlen” co najwyżej podrapią się ze zdziwieniem po głowach? Rozwiązanie było proste: ekspozycja logo na bolidzie Formuły 1. Mimo fatalnej postawy zespołu Kubicy i faktu, że jego pojazd nie miał zbyt wiele czasu antenowego, po zakończeniu sezonu Orlen podzielił się statystykami dotyczącymi przeprowadzonej kampanii marketingowej. Jak nietrudno się domyślić, ta wypadła korzystnie, a jej koszt bezproblemowo się zwrócił.

Weźmy pod uwagę fakt, że kluby i piłkarze to nie tylko pieniądze od sponsorów. Dochodzą do tego wpływy ze sprzedaży biletów, praw do transmisji, gadżetów klubowych oraz transferów samych zawodników. Wszystkie te składowe tworzą budżet klubu. Oczywiście są też sytuacje, w których właściciele drużyn niekoniecznie muszą na nich zarabiać – mowa tutaj przede wszystkim o szejkach z Bliskiego Wschodu, dla których finansowanie drużyn to po prostu sposób na nudę. Ot, taki Football Manager na poziomie reality. Można by się również przyczepić do sytuacji, w których samorządy łożą pieniądze na utrzymanie klubów. Ma to miejsce m.in. w polskich ligach, gdzie pieniądze z budżetu miasta często są ostatnią deską ratunku (vide przypadek Ruchu, gdzie władze Chorzowa każdego roku pompowały ogromne kwoty, by koniec końców klub został zdegradowany). Weźmy jednak pod uwagę, że Ekstraklasa to stan umysłu i trudno doszukiwać się logiki w działaniach związanych z nią osób.

Dobrze, ale ile w ogóle zarabiają piłkarze? Magazyn L’Equipe opublikował niedawno zestawienie dziesięciu najlepiej zarabiających piłkarzy świata. Do TOPu załapał się Robert Lewandowski, którego pensja opiewa na 1,6 mln euro miesięcznie. Na podium stanęli kolejno: Neymar (3,06 mln), Cristiano Ronaldo (4,7 mln) oraz Leo Messi (8,3 mln). Są to oczywiście niebywałe kwoty, które w skali roku wyglądają jeszcze bardziej niebotycznie. A przecież zarobki w klubach to nie jedyne źródło dochodów piłkarzy. O ile pieniądze za grę w reprezentacjach są stosunkowo niewielkie (Lewandowski za awans na EURO 2020 otrzymał nieco ponad 700 tysięcy złotych), tak nie powinniśmy zapominać o środkach z reklam czy postów w social mediach. Instagram oraz Facebook to w świecie sportu podstawy, a posty sponsorowane na profilach sportowców są w zasadzie normą.

Przeliczając powyższe kwoty na miesięczne, tygodniowe czy dzienne zarobki, nie powinniśmy zapominać o ważnej kwestii. Piłkarzem nie jest się tylko raz w tygodniu, w czasie meczu. Jest to zawód, który wymaga zaangażowania również poza boiskiem. Treningi, dieta, praca z psychologiem – to wszystko są elementy, na których opiera się kariera każdego sportowca. I choć nie każdy jest tytanem pracy pokroju Ronaldo bądź Lewandowskiego, to ignorancją byłoby stwierdzenie, że piłkarze wykonują swoją pracę tylko podczas meczów.

Warto zaznaczyć, że ich kariery rzadko trwają dłużej niż dwadzieścia lat. I to przy założeniu, że danemu szczęśliwcowi udało się uniknąć poważnych kontuzji lub innych problemów. Sportowców, których kariery się załamały ze względów zdrowotnych można wymieniać bez liku. A przecież zawodnicy zarabiający sześcio- czy siedmiocyfrowe kwoty stanowią zaledwie ułamek wszystkich zarejestrowanych piłkarzy. Tych jest łącznie ok. 265 milionów.

W 2014 roku portal sportintelligence.com przygotował ranking najlepiej opłacanych lig. W przypadku lidera zestawienia, ligi angielskiej, średnie roczne zarobki wynosiły ok. 2,3 mln funtów. Ogromna kwota, choć zdecydowanie nieosiągalna dla większości piłkarzy. Wszak Premier League to, cytując pewnego komentatora, truskawka na torcie. W przypadku Ekstraklasy przeciętne zarobki opiewały na nieco ponad pół miliona złotych rocznie. Biorąc pod uwagę wymienione wcześniej czynniki (ograniczona długość kariery, możliwość załapania kontuzji) jest to kwota, która nie robi już tak ogromnego wrażenia. Tym bardziej, że – pomimo całej mojej antypatii do Ekstraklasy – jest to najwyższa klasa rozgrywkowa w Polsce, a różnica między nią a choćby drugą czy trzecią ligą jest kosmiczna. Przynajmniej według przedstawicieli tych niższych szczebli, którzy mieli okazję do porównania swoich umiejętności z „ekstraklasowiczami”.

Co więc udało nam się ustalić?

  • że rozgrywki piłkarskie to wcale nie działalność charytatywna
  • że piłkę nożną ogląda się na całym świecie, a wszelkie rozgrywki przyciągają ogromną liczbę reklamodawców i sponsorów
  • że na siedmiocyfrowe zarobki mogą liczyć jedynie najwybitniejsi
  • którzy wybili się z grona kilkuset milionów ludzi na całym świecie
  • że piłkarze mają ogromną wartość marketingową, za którą płacą sponsorzy
  • że długość kariery sportowej jest ograniczona
  • a praca piłkarza to nie tylko kilkadziesiąt minut tygodniowo spędzone na boisku

Właśnie dlatego nie sądzę, że piłkarze zarabiają za dużo. Pretensje możemy mieć jedynie do tego, jak działa ekonomia. A z nią ciężko się spierać.