Jak to możliwe, że nadal występują problemy z klasyfikacją koronawirusa?

Wczoraj informowaliśmy o liście wysłanym przez 239 naukowców, którzy przekonywali WHO do sklasyfikowania COVID-19 jako choroby przenoszonej drogą powietrzną. Skąd jednak tyle wątpliwości na ten temat?

Agencje związane z ochroną zdrowia od kilku miesięcy przekonywały, że droga kropelkowa i bezpośredni kontakt z zakażonym jest podstawowym środkiem transmisji SARS-CoV-2. Organizacje takie jak WHO stwierdziły, że przenoszenie aerozoli jest możliwe, ale tylko podczas niektórych procedur medycznych. Na podobnej zasadzie rozpatruje się zakażenia na skutek kontaktu z powierzchniami zawierającymi cząsteczki koronawirusa.

Jedno z badań przeprowadzonych w marcu wykazało, że w pewnych warunkach cząstki wirusów mogą być zawieszone w powietrzu na okres do trzech godzin. Inne badania sugerowały, że słaba wentylacja może przyczyniać się do powstania skupisk SARS-CoV-2. Wkrótce potem inni badacze skrytykowali tego typu doniesienia ze względu na brak wystarczających dowodów.

Reklama

Czytaj też: Odporność na koronawirusa. Pojawiły się nowe teorie

Odra czy gruźlica mogą rozprzestrzeniać się za pośrednictwem zawieszonych w powietrzu aerozoli, które mogą przetrwać przez wiele godzin. Nie wygląda na to, by COVID-19 działała na tej samej zasadzie, choć naukowcy przekonują, iż transmisja w powietrzu jest jak najbardziej możliwa. Tym samym powinniśmy stosować środki, o jakich mówi się od dawna: trzymanie dystansu, unikanie skupisk ludzi i przede wszystkim – korzystanie z maseczek.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News

SARS-CoV-2 nie jest więc szczególnie zakaźliwy w powietrzu. Naukowcy przypuszczają, iż koronawirus plasuje się pod tym względem pomiędzy wirusem grypy a wirusem odry. Co więcej, wiele krajów powstrzymało rozwój pandemii nawet pomimo faktu, że ich rządy nie uznawały COVID-19 za chorobę przenoszoną drogą powietrzną.