WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Technowinki

Dlaczego tak mi dobrze z IQOSem

Po kilkunastu latach puszczania przysłowiowego dymka postanowiłam rozstać się z nałogiem. Udało się na blisko rok, jednak po paru miesiącach okazjonalnego palenia, jak gdyby nigdy nic, wróciłam do prawie paczki dziennie. Teraz – nie wyobrażam sobie, że wezmę papierosa do ust. Co się stało? Dwa lata temu poznałam IQOSa, czyli innowacyjne urządzenie do podgrzewania tytoniu. Dzięki niemu nie tylko czuje się lepiej, ale mam też pewność, że nie zatruwam swojego organizmu w takim stopniu, w jakim miałoby to miejsce gdybym w dalszym ciągu paliła zwykłe papierosy.

Lubiłam palić. Skłamałabym mówiąc, że nie. Kiedy jednak pali się długo i dużo, łatwo można zauważyć co papierosy zrobiły z naszym organizmem. Zmienia się skóra, wchodząc na 4 piętro od 2 mamy zadyszkę, pomijam już fakt szybciej niż u innych pojawiających się mini-zmarszczek. Dodając do tego „pachnące” papierosami ubrania i włosy nie dziwię się, że coraz więcej osób, jeśli nie może rzucić palenia całkowicie, zamienia palenie na podgrzewanie. Ja zrobiłam to w połowie 2017 roku, czyli w chwili gdy IQOS pojawił się w Polsce. Poszperałam w Internecie, przeczytałam parę zagranicznych artykułów i postanowiłam dać mu szansę. Tym bardziej, że urządzenie nie działa jak nikotynowe gumy czy tabletki.

Dzięki zbliżonemu do palenia sposobie inhalacji pozwala w dalszym ciągu „cieszyć się” z samego rytuału palenia – a w tym wypadku podgrzewania tytoniu. IQOS jest alternatywą, a nie sposobem na pozbycie się nikotynowego nałogu. Przyznam szczerze, że przez pierwszy miesiąc zdarzało mi się zapalić analogowego papierosa. Z każdym podgrzanym IQOS-em przekonywałam się jednak, że przestają mi one po prostu smakować i że tylko chwila moment dzieli mnie od pożegnania ich na zawsze. Tak się stało. Od 2017 roku sporo się jednak zmieniło. Do dziś Philip Morris zdążył bowiem wprowadzić dwie kolejne wersje IQOS-ów.

Moje pierwsze doświadczenie z IQOS-em pamiętam, jak dziś. Mimo, że minęły już dwa lata. To było wielkie WOW. Mały, zgrabny, przypominający nieco gadżety z logo z nadgryzionym jabłkiem. Po rozpakowaniu okazało się, że jest też bardzo prosty w obsłudze. Po naładowaniu urządzenia wystarczyło wyjąć znajdujący się w środku podgrzewacz, włożyć do niego dedykowany mu wkład HEETS i wcisnąć przycisk. Po chwili można było inhalować się specjalnym aerozolem. Długość podgrzewania jest zbliżona do czasu palenia zwykłego papierosa. Z tego, co pamiętam było to około 14 zaciągnięć.

Z pierwszą wersją IQOS-a nie rozstawałam się do czasu pojawienia się jego następcy. „Starego” sprezentowałam Cioci i  – przeszłam na wyższy poziom podgrzewania tytoniu.

Istnieje wiele możliwości personalizacji IQOS-a 2.4 Plus, jednak tym razem wybór padł na wersję różową. Druga wersja urządzenia od poprzednika różni się tym, że wibruje informując użytkownika, kiedy IQOS jest gotowy do rozpoczęcia inhalacji. Sprawdza się tu także lampka LED widoczna pod słońce, z czym był kłopot w poprzednim modelu. Wrażenia podczas podgrzewania tytoniu były takie same.

Z kolei IQOS 3 jest jak do tej pory najbardziej przemyślany i dopracowany. Etui zostało wyposażone w magnes, który utrzymuje podgrzewacz w jednym miejscu. Nie ma ryzyka, że urządzenie wypadnie, jeśli otworzy się je do góry nogami albo jeśli wpadnie nam otwarte do torebki. Podnosi to komfort jego użytkowania. Skrócił się też czas ładowania, a dodatkowa wibracja informuje, że do zakończenia podgrzewania zostały jeszcze 3 zaciągnięcia. IQOS 3 jest minimalistyczny, węższy i mniejszy oraz otwiera się go prościej, niż poprzednie wersje. Zamiast górnej klapki wyposażono go w otwieraną z boku kieszeń.

recenzja IQOS Multi, IQOS Multi, recenzje IQOS Multi, opinie IQOS Multi, opinia IQOS Multi, testy IQOS Multi, wrażenia IQOS Multi, IQOS, użytkowanie IQOS Multi, IQOS a glo,

W IQOSie istnieje możliwość jego personalizacji. W mojej, złotej wersji, wymieniłam końcówkę na granatową.

Na koniec trochę faktów. Podgrzewam IQOS-a o wiele rzadziej, niż gdybym paliła normalne papierosy. Przy standardowych papierosach zdarzało się, że paczka na dzień to było za mało. Opakowanie HEETSów, czyli dedykowanych IQOS-owi wkładów, starcza mi na kilka dni. Irytuje mnie też zapach papierosowego dymu, który jest bardziej drażniący niż prawie bezwonny aerozol wytwarzany w trakcie podgrzewania tytoniu. Oczywiście IQOS także zawiera nikotynę. Nie spowoduje, że nagle przestanę być od niej uzależniona. Przemawiają do mnie jednak badania, na przykład te przeprowadzone na zlecenie koncernu Philip Morris przez Polską Akademię Nauk, które wyraźnie mówią, że podgrzewając tytoń wdycham średnio 90% mniej szkodliwych substancji i całego tego, nazwijmy rzeczy po imieniu, syfu.

Pewnie, najlepiej byłoby w ogóle rozstać się z nikotyną. W jakiejkolwiek postaci. Jednak z dwojga złego wybieram IQOSa. To jest alternatywa.

No i czekam na kolejną odsłonę – IQOSa 4.

Małgorzata Wierzejewska