WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Dragonball Z Kakarot – demko daje radę!

Zaproszono nas na pokaz wersji demo Dragonball Z Kakarot, więc nie mogliśmy nie skorzystać! Zapowiada się naprawdę ciekawa gra z wieloma zadaniami, z otwartym światem, ale przede wszystkim z dynamiczną walką, w której nie wystarczy na pałę wciskać paru przycisków na padzie czy klawiaturze.

Do moich łapek trafiło demo DBZ Kakarot z 20-minutowym lockiem, które ograłem dwukrotnie: pierwszy raz poleciałem od razu za główną fabułą (co nawet na mapie jest odpowiednio zaznaczone), za drugim wolałem porozglądać się po okolicy i popatrzeć czy wciąż pamiętam postacie, jakie nawiną się na drogę Songo.

I to mi się spodobało automatycznie: taki powrót do dzieciństwa. Kreska była typowa dla DBZ, ale to dzięki odwzorowaniu postaci poczułem się jakbym właśnie siedział przed RTL7 tych dwadzieścia-kilka lat temu. Otwarty świat zapewnia to, czego wtedy nie mogłem sobie nawet wyobrazić: samodzielnego przemierzania krain na Magicznej Chmurce!

Co prawda dostępny teren był dość jednolity, ale to kwestia wersji demo – mam nadzieję, że w pełnej wersji znajdzie się mnóstwo światów, które oglądaliśmy tak dawno temu na ekranie telewizora.

Kolejnym punktem było wciągnięcie mnie w historię Songo. Nie żaden spin-off, nie alternatywny świat. To był TEN Dragonball Z, który podziwiałem za dzieciaka. Z tą różnicą, że to JA byłem tym razem Son Goku. I wpadłem w sam środek znanej z sagi historii. Moim zadaniem było sklepanie Raditza, co uczyniłem ku wielkiej radości własnej i towarzyszącego mi NPC Piccolo. A po przejściu tego dema, wrzucono mnie w walkę młodego Gohana i Komórczaka. Przy okazji, jakoś zawsze śmieszyła mnie polska nazwa Cella.

Pojedynki są naprawdę dynamiczne. Trzeba pilnować nie tylko przeciwników, których na raz może być wielu, ale również i własnych statystyk, choćby zasobu w postaci ki. Walka toczy się na wielu płaszczyznach, bo nie ma żadnej “areny” – to w pełni trójwymiarowe pole bitwy.

Można wzlatywać do góry, oddalać się mocno od przeciwników unikając ich ataku, można wbić wroga w ziemię z dużej wysokości i jeszcze parę razy dać mu po pysku, kiedy w nią uderzy.

Spodobało mi się też levelowanie postaci. Co prawda byłem tak pochłonięty otaczającym mnie światem, że mimo awansu nie sprawdziłem co mogę z nim właściwie zrobić, ale drugie demo, z walki z Cellem, pokazało mi różnicę. Ta druga bitwa była nie tylko bardziej intrygująca, ale również statystyki postaci były dużo wyższe, a ataki sporo mocniejsze.

Jedna rzecz mi tylko “nie pasowała”. I to nie dlatego, że coś było źle. Po prostu jestem przyzwyczajony do czegoś kompletnie innego. Jeśli ktoś oglądał oryginalne Dragonball z japońskim audio, to nie będzie w żadnym stopniu zdziwiony głosami postaci. Uspokajam od razu, że gra jest bardzo dobrze spolszczona.

Mój “problem” polegał jednak na tym… że japońskie głosy ni cholery nie pasują mi do tego, co mam w głowie od tylu lat. Niby wiem, że tak brzmiały oryginalnie, ale wersja z RTL7 najwyraźniej do końca życia ustawiła mój DBZ-radar na kompletnie innych falach ;-)

Premiera Kakarota odbędzie się planowo 17 stycznia 2020 roku na wszystkich trzech platformach: PC, Xbox One i PS4. Jeśli lubisz gry action RPG lub Dragonballa, to już za nieco ponad miesiąc na swojej liście “w to muszę zagrać” zdobędziesz kolejną nazwę.