Kilka miesięcy temu media na całym świecie pisały o napędzie EmDrive, który podobno może zrewolucjonizować podróże kosmiczne. Ma on pozwolić na osiąganie ogromnych prędkości dzięki możliwości długotrwałej pracy. EmDrive przy tym nie jest jedynie teoretyczną koncepcją, jak silniki zakrzywiające czasoprzestrzeń, czy napędzane promieniowaniem Hawkinga, ale wręcz przeciwnie. Jest to działający prototyp, tylko nikt jeszcze do końca nie wie, dlaczego ów prototyp działa. Bo teoretycznie wcale nie powinien.

EmDrive nie jest także popisowym dziełem hochsztaplera, chcącego zwabić rewolucyjnym inwestorów skłonnych wyłożyć pieniądze na dalsze badania w zamian za mrzonki o przyszłej komercjalizacji projektu. Napęd został zbudowany i jest obecnie testowany przez NASA w należącym do nich laboratorium Eagleworks.

Urządzenie składa się z magnetronu (generatora mikrofal, takiego jak te w kuchenkach mikrofalowych) oraz komory próżniowej w kształcie ściętego stożka w której odbijają się wytworzone mikrofale. Tradycyjne rakiety przyspieszają dzięki pędowi wydostających się z nich spalin. EmDrive nie powinien wytwarzać siły ciągu, ponieważ nic się z niego nie wydostaje (upraszczając: nie ma żadnej akcji, na którą reakcją byłby ciąg), a jednak pomiary wykazały, że niewielka siła ciągu wciąż się pojawia.

Dlaczego postanowiliśmy przypomnieć napęd EmDrive? Ponieważ NASA opublikowała właśnie badanie, w metodyce którego wyeliminowano wcześniejsze niedoskonałości pomiaru – a to w nich dotychczas sceptycy dopatrywali się wytłumaczenia dla „działania” urządzenia. Chodziło głównie o wyeliminowanie z pomiaru zakłóceń mogących wynikać z działania siły Lorentza. Badacze zmodyfikowali konstrukcję tak, aby tłumiła pole magnetyczne w komorze próżniowej uniemożliwiając powstanie tej siły i rezultat nadal niewiele się zmienił – ciąg wciąż występuje.

Skoro silnik działa, to możemy oczekiwać, że NASA zbuduje jego większą i mocniejszą wersję. Fakt, że funkcjonowanie obecnego egzemplarza brano początkowo za błąd pomiaru, wynika właśnie z jego niewielkiej mocy. Choć moc EmDrive nie robi wrażenia, to jego zaletą jest fakt, że nie wyrzuca z siebie żadnej masy, którą trzeba by zabierać w podróż kosmiczną, jak ma to miejsce w tradycyjnych napędach chemicznych czy nawet w znacznie od nich pod tym względem oszczędniejszych silnikach jonowych. Oznacza to, że jeżeli takiemu silnikowi znajdziemy źródło energii, czy to będzie reaktor jądrowy, czy kolektor słoneczny, to może on działać tak długo, jak tylko zapragniemy – powolutku, powolutku, rozpędzając statek kosmiczny do prędkości niemożliwych do osiągnięcia dla tradycyjnego napędu.

[źródło i grafika: eteknix.com]

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!