Fossil Sport Smartwatch pobudził moją wyobraźnię. W końcu Android Wear z obietnicą długiego czasu pracy. Czy chipset Snapdragon Wear 3100 podołał zadaniu?

Śledzę rozwój inteligentnych zegarków od jego samego początku i nie wykażę się szczególną odwagą mówiąc, że Android Wear to od zawsze porażka. Nieludzkim jest dla mnie zmuszanie użytkownika do ładowania zegarka 2x dziennie. Nawet i 2 dni pracy to dla mnie za mało.

Rozmowa z przedstawicielami Fossila, producenta setek modeli inteligentnych zegarków dla olbrzymiej liczby marek, przyniosła jednak nadzieję na rozwój we właściwym kierunku. Wszystko za sprawą Qualcomm Snapdragon Wear 3100, chipsetu obiecującego w końcu długi czas pracy i przygotowanego od początku do samego końca dla elektroniki noszonej. Mówimy więc głośne sprawdzam, z Fossil Sport Smartwatch na nadgarstku.

Fossil Sport Smartwatch: Specyfikacja

4 GB pamięci, Bluetooth 4.2, Wi-Fi b/g/n, NFC, czujnik tętna i jasności otoczenia, akcelerometr do zliczania kroków, GPS, no i piękny 1,2-calowty ekran AMOLED o zagęszczeniu pikseli na retinowym poziomie 390 ppi. Wszystko to producent zamknął z kopercie z nylonu z wykończeniem wykonanym z aluminium. Ten ostatni zabieg sprawia, że zegarek jest bardzo lekki. Grubość? Akceptowalne 12 mm, do tego 5 ATM wodoszczelności i zgodność z paskami o szerokości 22 mm.

Wysoki, powtarzany przez Fossila standardzik, nie licząc serducha. Tym razem to nowiuteńki Snapdragon Wear 3100, z całym jego majestatem i nadzieją na długi czas pracy.

Fossil Sport Smartwatch: Długiego czasu pracy nie było

Szybka konfiguracja, przyjrzenie się kilku dostępnym firmowym tarczom i jedziemy na weekend w dzicz. Na luzie, bez ładowarki, jak to z zegarkiem Huaweia… stop. Przecież to tym razem Android Wear. O godzinie 18:20 przygoda skończyła się. Pamiętam dokładnie tę godzinę, bo zegarek przeszedł w tryb eko, w którym wyświetla jedynie godzinę. Sęk w tym, że jednocześnie zawiesił się i przez kolejne 2 dni weekendu wyświetlał tylko tę cholerną 18:20.

Od tego momentu zabieram już ze sobą niewielką płytkę ładującą, która przyczepia się magnetycznie do spodu koperty, okalając wypukłe szkiełko czujnika tętna. Magnes, dwa styki, kawałek kabla, wtyczka USB. Lepiej nie zgubcie, inaczej zapłacicie za nowy 130-160 zł. Nie jest to ładowanie indukcyjne, więc ładowarka Qi nie załatwi sprawy.

Fossil Sport Smartwatch

Wracając jednak do czasu pracy. Po wyłączeniu pomiaru tętna co 20 min i zaprzestaniu korzystania z zegarka w sposób aktywny, urządzenie wytrzymywało mi w końcu 1 cały dzień, pół drugiego i jeszcze trochę w trybie ekonomicznym jako tradycyjny czasomierz. Jestem mocno rozczarowany.

Fossil Sport Smartwatch: Jest NFC, lecę płacić zegarkiem

Zegarkiem udało mi się zapłacić za toaletę na dworcu w Warszawie i za butelkę wody, w sklepie. Przez 2 tygodnie dokładnie 2 razy. Może próbowałbym częściej, ale tym 2 sukcesom towarzyszyło pasmo porażek. W 7 miejscach nie udało mi się zapłacić. I tak, wiem, że trzeba podać kod pin za każdym razem, gdy choć na chwilę zdejmie się zegarek z nadgarstka. Pojawiały się komunikaty o konieczności ukończenia operacji na telefonie (telefon nie pokazywał nic), prośby o PIN karty ze strony sklepu, ale brak prośby o pin po stronie terminala klienta. W bardziej prestiżowych miejscach niż szalet miejski, takich jak Biedronka, Żabka, Circle K czy Media Markt, płacić się nie dało.

Nie chcąc otrzymać reprymendy od kłębiących się w kolejkach klientów, szybko wyciągałem telefon i płaciłem nim, a po serii stresujących porażek, NFC w Fossilu odpuściłem.

Fossil Sport Smartwatch

Fossil Sport Smartwatch: Bieganie jest dla zwierząt

Nie no, nie chcę nikogo obrazić, ale przy 12-15 godzinach dziennie przed monitorami, sukcesem jest 10-15 tys. kroków, które pokonuję spacerując, nie biegając. Wystarcza mi sprawny krokomierz, nie muszę bawić się w GPS-y. Ten po prostu działa, tak samo jak w Mi Bandzie za 80 zł. Pomiar tętna okazał się niestety pierwszą rzeczą jaką musiałem wyłączyć, by wydłużyć czas pracy. W Huawei Watch GT Active używam go w trybie ciągłym przez 2 tygodnie bez konieczności ładowania.

Fossil Sport Smartwatch

Generalnie zaś, pomimo „Sport” w nazwie, nie nastawiajcie się na profesjonalne, wyczynowe wykorzystanie zegarka. Od takich rzeczy jest genialny Garmin, równie toporny Polar i ekscentryczny Fitbit (z dużą grupką fanów). Android Wear potrafi GPS, umi krokomierz, ba – jako jeden z niewielu w wydaniu fossilowym nie zawyża tętna. Jednak nie to jest siłą tej platformy.

Fossil Sport Smartwatch: Naturalne przedłużenie Androida

Po dłuższym czasie z innymi platformami mobilnymi, założenie na nadgarstek zegarka z Androidem dało mi poczucie pełnej symbiozy. Nie trzeba było dodatkowych aplikacji, by na tarczy zegarka ujrzeć kontrolki odtwarzacza YouTube’a, YouTube Music czy Spotify. Natychmiast zobaczyłem powiadomienia, a zegarek bez trudu wyświetlał odpowiedzi na zadawane przeze mnie pytania do Asystenta Google’a. Szybko mogłem też odpowiedzieć na wiadomość na WhatsAppie czy wyświetlić o jaki e-mail chodzi w danym powiadomieniu.

Fossil Sport Smartwatch

LuiN wziął to na rękę i było to dobre, aż się zepsuło. Snapdragon Wear 3100 okazał się niespodziewanie mułem, który więcej myśli niż robi. A jak sobie już coś umyśli, to będzie wyświetlał przez tydzień przyciski odtwarzania filmu na telewizorze czy nie przełączy się na sterowanie muzyką aktualnie włączonej aplikacji. To nic, że wcześniej to działało – teraz już nie i kropka.

Obsługa zegarka na telefonie

Nie wiem też dlaczego nie mogę przeglądać sklepu z aplikacjami na zegarek w telefonie, tylko koniecznie muszę go wertować na zegarku? Chociaż przez pewien czas uważałem tizenowe rozwiązanie dla zegarków Samsunga jako namiastkę funkcjonalną Androida Wear, teraz chyba sytuacja odwróciła się. A skoro płatności mobilne i tak nie działają, to umarł w moich oczach ostatni argument za Androidem. Przynajmniej do jakiejś wielkiej aktualizacji. Trzykrotne konfigurowanie zegarka od zera podczas testów nie dało żadnych efektów.

Żeby była jasność, powyższe utrudnienia to nie tyle problem samego Fossila, co bardziej Google’a.

Punkty kardio zrobione

Fossil Sport Smartwatch: Design i ergonomia

Te aspekty zegarka zostawiłem sobie na koniec, bo w gruncie rzeczy wypadają one najkorzystniej. Tyle już było generacji smartwatchy w ofercie Fossila, że firma od dawna wyznacza trendy w tym segmencie. W Sporcie dominuje minimalizm, mat zamiast połysku i materiały, które nosimy na sobie wygodnie niczym dresy. Nic tutaj nie wbija się agresywnie w skórę, nie ma mowy o podrażnieniach czy odciskach. Miękki pasek spełnia swą rolę, ale nie musi zaraz tamować przepływu krwi, by dobrze przylegać i nie spadać. 25-kilometrowy spływ kajakowy z wywrotkami nie był problemem dla wodoszczelnej koperty, podobnie jak kąpiele bez ściągania zegarka.

Fossil Sport Smartwatch

Czytaj też: Recenzja Huawei Watch GT – długodystansowy maratończyk

Podsumowanie

Fossil ma w swoim portfolio ekstremalnie ekskluzywne marki (np. Emporio Armani), trochę marek własnych i stado marek popularnych, acz masowych. Nie będzie nadużyciem stwierdzenie, że to właśnie Fossil kształtuje obecnie rynek Android Wear. Firma dodaje do swoich zegarków maksimum dostępnych podzespołów, ubiera je w najwyższej jakości materiały i generalnie bardzo się stara wycisnąć z siebie wszystko.

A potem przychodzi proza życia i fakt, że Qualcomm nie zoptymalizował dostatecznie swojego procesora. Chcielibyśmy fontanny funkcji Android Wear, piękna kopert grupy Fossil i czasu pacy obiecywanego przez Qualcomma. Mamy dwie pierwsze rzeczy – choćbym chciał, nie potrafię się złościć na Fossila. Wyprodukował piękny sprzęt z maksymalnym wyposażeniem. Teraz Google i Qualcomm dogadajcie się co zrobiliście źle.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!