Malaria jest jedną z najpowszechniejszych i najpoważniejszych chorób tropikalnych. Co roku choruje na nią 200 milionów osób, z czego 500 tysięcy, głównie dzieci, umiera. Choć dzisiaj choroba ta występuje głównie w Afryce, to wraz z ocieplaniem się klimatu, zakres jej występowania będzie przesuwać się na północ, ku Europie. Oznacza to, że prędzej, czy później, również nasz NFZ będzie się musiał zająć leczeniem tej choroby.

Ale czy na pewno? Być może uda się powstrzymać malarię zanim dotrze do Cieszyna i Kołobrzegu. Szansę na to dają badania sponsorowane przez utworzoną przez założyciela Microsoftu Bill and Melinda Gates Foundation. Fundacja od lat sponsoruje badania mające na celu zapobieżeniu rozprzestrzenianiu się malarii, a być może i zwalczenie jej w krajach, w których już występuje.

Fundacja Gatesów przeznaczyła już w 2014 roku 150 milionów dolarów na próby wytworzenia szczepionki przeciwko malarii. Dzisiaj Gatesowie próbują podejść do walki z chorobą od innej strony. Zamiast próbować uodpornić ludzi na malarię, zamierzają podjąć walkę z komarami przenoszącymi zarazę.

Dotychczas próbowano walczyć z komarami roznoszącymi choroby poprzez uwalnianie do ich naturalnego środowiska bezpłodnych samców, które miały za zadanie zająć samice, aby nie spotkały płodnych samców i się dalej nie rozmnożyły. W ten sposób próbuje się obecnie walczyć z epidemią przenoszonego przez komary wirusa Zika panoszącego się w Brazylii.

Gates wybrał jednak inną metodę walki z malarią. Metoda ta również skierowana jest na przenoszące chorobę komary, jednak nie ma za zadanie zmniejszenia populacji owadów (co może okazać się próżnym wysiłkiem), ale sprawienie, że przestaną one przenosić malarię.

O ile wiadomo, że istnieją geny, które wprowadzone do genomu komarów, utrudniają przeżycie w ich organizmie zarodźców malarii, to fundacja Gatesów podeszła do ich rozpowszechniania z siłą wodospadu. Nie tylko do ich wbudowania w genom komarów użyto nowatorskiej metody CRISPR, która pozwala na dokonywanie modyfikacji genetycznych z precyzją nie do wyobrażenia jeszcze kilka lat temu, ale zastosowano równocześnie nowatorską technikę znaną jako gene drive.

Gene drive to technika pozwalająca na rozpowszechnienie się genów znacznie przekraczające zwykły rachunek prawdopodobieństwa. Teoretycznie każdy komar (czy człowiek) posiada dwie kopie każdego genu i każda z nich może z jednakowym prawdopodobieństwem zostać przekazana potomstwu. Jednak w praktyce okazuje się, że istnieją metody, które sprawią, że „niewłaściwy” fragment DNA zostanie usunięty z genomu i zastąpiony „właściwym” – tak więc organizm będzie się posługiwał tylko „właściwym” fragmentem i tylko on zostanie skopiowany i przekazany następnym pokoleniom.

Jeżeli metoda okaże się skuteczna w praktyce, to za jakiś czas nie będzie już komarów mogących przenosić malarię – wszystkie osobniki będą posiadać geny powodujące odporność (oczywiście nie na malarię, bo komary na nią nie chorują, ale na zakażenie wywołującym ją u ludzi zarodźcem). Malaria, oby tak się stało, będzie mogła więc dołączyć do krótkiej listy chorób, które przestały istnieć.

[źródło: theverge.com; grafika: doc-advice.com]

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej