Technolog inżynierii materiałowej, Albert Beyer odkrył, że około 68% poważnych uszczerbków na zdrowiu podczas gry w hokeja, jazdy na nartach i snowboardzie. Poszedł jednak o krok dalej od innych badaczy i postarał się zapobiec tym problemom swoim własnym wynalazkiem, które nazwał Goose Egg (jajem gęsi).

Czytaj też: Mieszkańcy USA obawiają się myśliwców F-35

To zostało zaprojektowane z myślą o chronieniu tyłu głowy aktywnych fanów wielu dyscyplin, którzy nie zapominają o podstawowym wyposażeniu, jakim jest oczywiście kask. Jakikolwiek tak naprawdę, bo jeśli chcieliby wnieść poziom ochrony na nowy poziom, to mogliby z łatwością zamontować na nim Goose Egg. Tak przynajmniej twierdzi sam twórca, który chce sprzedawać je albo osobno, albo prosto do producentów.

Ten gadżet, mogący uratować Wam życie i zdrowie waży 28 gramów i działa tak, jak tylko możecie to sobie wyobrazić. Rozprasza po prostu energię uderzenia przez połączenie w sobie dwóch połówek z włókna węglowego, rozwalając je i uwalniając uwięzione w środku powietrze w ciągu milisekund po uderzeniu. W testach wykazano, że szczytowe siły oddziałujące na tył głowy Goose Egg zredukowało o całe 70%. Ponadto czas trwania uderzeń został zwiększony o 100 procent, zmniejszając w ten sposób ich intensywność. Ochronę należy oczywiście wymienić po każdym uderzeniu. Jak zresztą każdy kask.

Ostatecznie Goose Egg (o ile trafi do masowej produkcji) powinien kosztować nieco poniżej 100 złotych za zestaw kilku „jaj”.

Czytaj też: NZXT prezentuje odświeżone obudowy z serii H

Źródło: New Atlas

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej