Gry są ogromne. Będą jeszcze większe. Co zatem czeka małych producentów indie?

Następna generacja konsol może być specyficzna. Może. Jak jednak będzie, przekonamy się dopiero w trakcie jej trwania. Wszystko przez to, że gry indycze mogą mocno zaniknąć lub… nic im się nie stanie. Wróżenie z fusów? Cóż, od dłuższego czasu, śledząc różne tematy w branży growej natrafiam na podobne wypowiedzi producentów gier. Niemalże jednogłośnie stwierdzają oni, że nadchodzą ciężkie czasy dla producentów gier niezależnych.

Powodów takich problem jest kilka. Jednym z nich jest ogromna liczba tytułów niezależnych. Produkcji jest tak dużo, że już teraz ciężko jest się w nich odnaleźć. Chyba nie muszę tłumaczyć, że w takim przypadku nawet jeśli uda nam się zdobyć zainteresowanie graczy, to zaraz rozmyje się ono na inne produkcje. Ostatecznie naszą grę kupi garstka osób. Tutaj jednak podobno nie wolno się poddawać. To czego szukają duże firmy w branży, to ludzi nie po studiach, a osoby z doświadczeniem. Portfolio jest najważniejszym punktem w CV.

Czytaj też: Wczesny dostęp Anthem zaszkodził grze – recenzje mogą wpłynąć na całą sprzedaż

Co jednak, gdy chcemy jednak, aby to nasz tytuł odniósł sukces i nie zależy nam do dołączania do większych firm? Tutaj będzie problem. A nawet dwa. Pierwszym z nich jest nadchodzący kryzys ekonomiczny. Coraz częściej słyszy się o kolejnej zapaści na rynku, która sprawi, że wiele małych „indyczych” firm może po prostu nie przetrwać. Drugim problemem jest rozmiar gier. Jak duże są aktualnie gry AAA? Tutaj możemy powołać się na wypowiedź producenta ze studia Massive Entertainment.

Jak sam autor The Division 2 przyznaje – firma z Malmo jest już monstrualnie wielka. O ile pierwszą część The Division przygotowywało 350 osób, tak teraz jest to już 700 pracowników. Nie licząc jeszcze osób pomagających w produkcji, które pracują w Sztokholmie. Prawdziwy gigant, który musi pracować jak naoliwiona maszyna. Po co? Aby stworzyć wielkie, otwarte, żyjące światy. Deweloperzy gier przyznają, że każdy z nas gra inaczej. (Ciekawostka: Destiny 2 ogrywałem niemalże jako produkcję dla pojedynczego gracza, David Polfeldt z Massive zdaje się zatem mieć racje.) Przez różne podejście graczy do gier, pojawiła się potrzeba stworzenia takich tytułów, które pozwolą bawić się w nich, w taki sposób, jaki najbardziej nam odpowiada.

Jak zatem małe studia indie mają podołać? Oczywiście, nie każda gra musi być tak duża i jest mnóstwo tytułów, które odniosły sukces bo były małe, ale miały ciekawy pomysł na siebie. Tutaj jednak wracamy do problemu numer jeden. Ich jest już tak dużo, że ciężko znaleźć na to wszystko czas lub… usłyszeć o takich produkcjach.

Czytaj też: Brak Devil May Cry 5 na Switchu, czyli dlaczego nigdy nie przekonam się do zakupu hybrydy Nintendo

Źródło: wccftech.com, grafika: rockpapershotgun.com

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!